wtorek, 24 kwietnia 2018

Batuta od Maurycego Seydla - 1892 r.

Co może mieć wspólnego batuta z winiarzem? Teoretycznie nic. A jednak...

W Muzeum Teatralnym w warszawskim Teatrze Narodowym-Operze Narodowej znajduje się przepiękny eksponat. Jest nim batuta Adolfa Sonnenfelda.



W 1892 r. warszawski winiarz Maurycy Seydel wraz z rodziną podarował ją artyście z okazji 55 urodzin. Wykonana jest z hebanu ze srebrnymi okuciami z inskrypcją: Jubilatowi/Rodzina Seydlów/d:16 Października/1892. Sonnenfeld był w dobrych stosunkach z rodziną Seydlów. Przyjaźnił się z Hugonem Seydlem. Przyjeżdżał do jego skolimowskiej posiadłości, gdzie dał kilka koncertów w "zagłobińskim" parku. 


Kim był obdarowany?
Adolf Gustaw Sonnenfeld urodził się 19 września 1837 r. we Wrocławiu. Był synem handlarza skór Hirszla Sonnenfelda i Fryderyki Aron. 


Studiował skrzypce u Waltera Lüstnera i Maurycego Schöna we Wrocławiu oraz teorię u Johanna Seidla; od 1854 r. pobierał lekcje gry na skrzypcach u Ferdinanda Davida w Konserwatorium Lipskim i studiował kompozycję u Maurycego Hauptmanna i Ernsta Richtera.  


Jesienią 1857 r. przyjechał do Warszawy jako skrzypek orkiestry Emanuela Bacha. Grał w orkiestrze Benjamina Bilsego w Dolinie Szwajcarskiej. W 1867 r. stworzył własną orkiestrę pod nazwą Orkiestra Warszawska, która wykonywała muzykę popularną. Pod jego kierownictwem koncertowała m.in. w Dolinie Szwajcarskiej w Warszawie i innych miastach Polski, oraz w Odessie i Rydze. Po 1870 r. pełnił funkcję dyrygenta w Teatrze Wielkim w Warszawie, orkiestrze Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej a także w warszawskich teatrzykach ogrodowych: 1873 - "Alkazar", 1874 i 1878 - "Alhambra", 1879 i 1880 - "Eldorado". Od 1 czerwca 1882 r. kierował wraz z Janem Szymborskim warszawskim teatrzykiem ogrodowym "Nowy Świat", ale na skutek nieporozumień finansowych wkrótce wycofał się z dyrekcji. W latach 1899-1905 dyrygował jedną z najlepszych w Warszawie orkiestr antraktowych w Teatrze Ludowym. 26 października 1902 r. z okazji jubileuszu trzydziestopięciolecia jego pracy odegrano w tym teatrze "Podróż po Warszawie". 

                              

Sonnenfeld skomponował muzykę do wielu wodewilów i komediooper grywanych w warszawskich teatrzykach ogrodowych: "Albert Dürer w Wenecji", "Nocleg w Apeninach" 1874, "Pentesileai", "Podróż po Warszawie" 1876 (wspólnie z F. Szoberem), "Dwa gołąbki", "Piekło", "Ulica Marszałkowska", "Barnaba Fafuła i Józio Grojseszyk na Wystawie Paryskiej", "Król reporterów" 1881, "Chłopski mecenas", "Majstrówna", "Modniarka warszawska", "Papa Pepy", "Stręczycielki", "Świtezianka", "Jak się śmieją i płaczą w Warszawie". Był autorem muzyki do baletu "Meluzyna" i "Pan Twardowski" (1874). Ten ostatni odniósł pewien sukces. W warszawskim Teatrze Wielkim dano aż 560 przedstawień. Skomponował wiele tańców pod pseudonimem Gustaw Adolfson oraz szereg utworów na skrzypce z fortepianem dla dzieci. Co prawda opery Sonnenfelda nie cieszyły się zbyt dużym powodzeniem, za to jego muzyka rozrywkowa była bardzo lubiana.


Poślubił w 1858 r. Hortensję Ludwikę Brandt (córkę mosiężnika Henryka Brandta z Warszawy), po jej śmierci Ludwikę Konopka. Miał siedmioro dzieci (4 synów i trzy córki). 
Zmarł 28 maja 1914 r. w Warszawie. Po jego śmierci prasa twierdziła, że Sonnenfeld „zmarł w niedostatku”. 

Rysunki i zdjęcia Adolfa Sonnenfelda z moich zbiorów; nut za: mazowiecka biblioteka cyfrowa, batuty za: batuty.instrumenty.edu.pl

wtorek, 17 kwietnia 2018

"Maurycy Seydel i S-ka" - II Wystawa Higieniczna 1896 r.

W 1887 r. otworzono w Warszawie pierwszą Wystawę Higieniczną. Siedem lat później - w 1894 r. - grono organizatorów poprzedniej wystawy na czele z dr. Józefem Polakiem rozpoczęło przygotowania do kolejnej. W czerwcu 1894 r. otrzymano pozwolenie i poparcie władz miasta na jej urządzenie w 1896 r. Pierwotnie miejscem wystawy miały być tereny stacji filtrów i wodociągów miejskich, ale władze miejskie uznały, że będzie to inna lokalizacja. Jednocześnie przeznaczyły odpowiednie fundusze potrzebne do przygotowania terenu i wybudowania pawilonu głównego. Wyznaczono obszerny plac, mający przeszło 200 tysięcy łokci kwadratowych (11,5 h) u zbiegu ulic: Nowowiejskiej, Polnej i Kaliksta. Powołano zarząd wystawy, któremu przewodniczył prof. Ludomir Brodowski, a sekretarzem był dr Józef Polak (na zdjęciach). 

                 

W ciągu roku osuszono bagnisty teren, splantowano i obsadzono zielenią, uzbrojono we wszelkie instalacje kanalizacyjne oraz wybudowano cały szereg budynków mieszczących eksponaty. Po zakończeniu wystawy teren miał później służyć miastu jako wielki zieleniec, a ponadto jako siedziba spodziewanego towarzystwa gimnastycznego. Termin otwarcia II wystawy higienicznej zaplanowano na 16 maja 1896 r. Przypadało wtedy stulecie wprowadzenia szczepień ochronnych przeciwko ospie przez dr Edwarda Jennera. 


Do poszczególnych prac zaangażowano wybitnych specjalistów. Nad całością prac inżynieryjnych czuwał Kajetan Mościcki. Sprawami zieleni zajął się znany ogrodnik Franciszek Szanior. Oprawę plastyczną powierzono artystom polskim, a muzyczną zapewniła Orkiestra Symfoniczna pod kierownictwem Zygmunta Noskowskiego i Adama Münchheimera. Przy oświetleniu wystawy zastosowano nowoczesne lampy żarowe. Zademonstrowano sensacyjne odkrycia naukowe między innymi: lampę magiczną (przezrocza), fonograf, działanie promieni RTG, karetkę pogotowia, oraz plany kanalizacyjne Lindleya. 


Na terenie wystawy organizowano konkursy i zawody sportowe. Dużo miejsca poświęcono również obiektom towarzyszącym takim jak: cukiernia, kuchnia, strzelnice, karuzela, estrada i diorama, w której przedstawiono płótno odtwarzające widok starej Warszawy malowany według Canaletta przez Henryka Piątkowskiego i Józefa Ryszkiewicza. 


Ogromne powodzenie wystawy spowodowało przedłużenie jej trwania aż do końca września 1896 r. Wystawę zwiedziło 140 tysięcy osób płacąc za bilet wstępu 30 kopiejek. Natomiast drugie tyle stanowili zwiedzający bezpłatnie. Ekspozycja wzbudziła żywe zainteresowanie również za granicą.


Na wystawie swoje stoisko miała firma winiarska "Maurycy Seydel i S-ka" (na zdjęciach zaznaczone strzałką), która została nagrodzona wielkim złotym medalem.


Fotografie z wystawy autorstwa Conrada. 

************
Na koniec ciekawostka - medale wybite z okazji II Wystawy Higienicznej


Zdjęcia za: pth.pl,  warszawa1939.pl,  warszawa.fotopolska.eu,  cyfrowe.mnw.art.pl

wtorek, 10 kwietnia 2018

Ksiądz Wincenty Balul - cd.


Dotarłem do nowych informacji dotyczących Wincentego Balula, o którym pisałem w 2016 r. w postach z 2 lutego, 5 lutego i 22 listopada.

Dwie gazety - "Gazeta Świąteczna" z 1923 r. i "Przewodnik katolicki" z 1932 r. a w nich:


Uroczystość parafialna. Z Piaseczna pod Warszawą piszą do nas: 

W dniu 29 lipca [1923] mieszkańcy Piaseczna byli spółuczestnikami podniosłej uroczystości religijnej. Jego Dostojność arcybiskup metropolita mohylewski, E[dward] Ropp, uproszony przez nauczyciela religii w szkole powszechnej, księdza prałata [Wincentego] Balula, przybył do Piaseczna, aby udzielić dzieciom ze szkoły sakramentu bierzmowania. Uradowane dzieci, wraz z księdzem prefektem i z kierownikiem szkoły [Józefem] Reszczykiem, wyszły na spotkanie dostojnego gościa. Jeden z uczniów, wręczając mu wiązankę kwiatów, wypowiedział serdeczne i proste powitanie od dzieci, po czym zagrzmiało huczne "Niech żyje Arcypasterz!" Uroczystość bierzmowania wyznaczona była na godzinę 5-tą wieczorem. U wylotu głównej ulicy piaseczyńskiej, którą miał przyjechać arcybiskup, wzniesiono bramę powitalną. Przed nią zgromadziły się: straż ogniowa ze swym przewodniczącym, burmistrzem [Wacławem] Kaunem, i z sekretarzem magistratu [Michałem] Borowskim na czele, towarzystwo gimnastyczne "Sokół", szkoła powszechna, schronienie Matki Boskiej Miłosierdzia dla małoletnich dziewcząt ze swymi nauczycielkami, wreszcie proboszcz piaseczyński, ksiądz kanonik [Antoni] Kukalski, poprzedzony przez bractwo kościelne i białą rzęsę dziewczęcą z chorągwiami i sztandarami. W chwili przyjazdu Arcypasterza kapela straży ogniowej zagrzmiała wspaniałym "Boże, coś Polskę"; potem hasło sokołów "Czołem!" przywitało Arcypasterza. Ten wysiadł z powozu wraz z towarzyszącym mu księdzem [Antonim] Około-Kułakiem, odpowiedział również „Czołem!" i z całym orszakiem ruszył po kwiatach, sypanych mu pod nogi przez małe dziewczątka w bieli, ku bramie kościelnej, ozdobionej zielenią i zręcznym z żywych gałązek napisem: "Witaj, Arcypasterzu!" Wszedłszy do kościoła dla uraczenia Najświętszego Sakramentu, Arcypasterz wyszedł wkrótce, już w uroczystych szatach, znowu na cmentarz kościelny, bo tu miał być udzielany sakrament. Towarzyszyli w tej świętej czynności księża: prałat [Antoni] Około-Kułak, prałat [Wincenty] Balul, proboszcz [Ryszard] Borkowski z Jazgarzewa, Harasimowicz z Wilna i ojciec [Konstantinas] Giedrys, marianin z Bielan. Po gorącem, wprost do serca trafiającym przemówieniu, Arcybiskup bierzmował przez dwie godziny. Przystąpiło do sakramentu tego, oprócz 300 dzieci, blisko drugie tyle parafian, którzy się do nich przyłączyli. Opuszczając kościół, musiał Arcypasterz zatrzymać się, choć zmęczony, aby wysłuchać dziękczynnego wierszyka, wypowiedzianego z uczuciem przez jedną dziewczynkę; odpowiedział na jej słowa ze zwykłą ujmującą dobrocią i przystępnością. Nazajutrz przybiegła gromadka uszczęśliwionych dzieci do swego prefekta, aby i jemu podziękować gorąco, boć dobrze rozumiały, że jego to troską i staraniem zgotowana im była tak śliczna uroczystość. Czyste, podniosłe, święte wrażenia, których doznali wszyscy obecni, nie pozostały z pewnością bez następstw; niejedno serce żywiej zabiło dla wyższych, duchowych ideałów... niejedno życie popłynie odtąd innym, szlachetniejszym torem. 

Widz. 


Piaseczno k. Warszawy.
Staraniem Katolickiego Stowarzyszenia Polek i przy współudziale reszty stowarzyszeń parafialnych dzień misyjny oraz święto Chrystusa Króla było w naszej parafii niezwykle uroczyście obchodzone. W dniu misyjnym odbyła się kwesta na rzecz misji. Zebrano przeszło 70 zł. Poza tym sprzedano na ten cel różne pisemka i książeczki w ilości 100 sztuk. W uroczystościach święta Chrystusa Króla wzięło udział 12 organizacji ze sztandarami. W tym dniu odbyło się przyjęcie „rycerek" Krucjaty Eucharystycznej na „apostołki" przez ks. prał. [Wincentego] Balula, a wieczorem odbyła się uroczysta akademia.


wtorek, 3 kwietnia 2018

Kółko Rolnicze w Piasecznie - 1917

Piaseczno pod Warszawą 1914 r. Fot. Stanisław Nofok
Pierwsze kółko rolnicze na ziemiach polskich zostało utworzone w 1862 r. w Piasecznie położonym koło Gniewa na Pomorzu Środkowym. A zebranie organizacyjne kółka rolniczego w Piasecznie pod Warszawą odbyło się 55 lat później - 2 grudnia 1917 r. 
Tak to relacjonował P.B. na łamach tygodnika "Przewodnik kółek i stowarzyszeń rolniczych w Królestwie Polskim" nr 1 z 3 stycznia 1918 r.: 

Zebranie zagaił p. Stefan Holszański, zwracając uwagę zebranych na konieczność zorganizowania kółka rolniczego. 
Instruktor Centralnego Wydziału Kółek rolniczych. p. P[iotr] Biernacki, przedstawił zebranym cele i zadania Kółka rolniczego W Piasecznie, które winno zorganizować gospodarzy małorolnych, a ich gospodarkę, dotąd jeszcze przeważnie zwróconą w kierunku zbożowym, zamienić na warzywną i sadowniczą. Żywe zainteresowanie się zebranych ‘było wymownym dowodem aktualności poruszanej sprawy. 
Oceniając konieczność zorganizowania Kółka rolniczego, wszyscy obecni w liczbie 60 zapisali się na członków Kółka, uchwalając płacić składkę członkowską w wysokości 12 marek rocznie. Na zakończenie zebrania, instruktor p. P[iotr] Biernacki wygłosił pogadankę o przystosowaniu gospodarstwa do warunków wojennych i o widokach gospodarstw podmiejskich na przyszłość.

Autorem krótkiej informacji z "Przewodnika" podpisującego się literami P.B. był zapewne sam Piotr Biernacki.

Zdjęcie z miesięcznika "Pszczelarz" 
 nr 8-9 z sierpnia-września 1919 r.

Celestyn Piotr Biernacki urodził się 1 czerwca 1890 r. we wsi Dobratynle na Wołyniu. Po skończeniu gimnazjum w Łucku, oraz szkoły rolniczej w Czernichowie pod Krakowem, odbył praktykę rolną, w 1913 r. objął stanowisko instruktora Kółek Rolniczych w ziemi Radomskiej, a w 1917 r. został instruktorem Centralnego Związku Kółek Rolniczych. Wędrował piechotą od wsi do wsi, niosąc ludowi oświatę, pouczając go jak się ma organizować, jak ma nowocześnie pracować. Gdy wojska polskie zajęły Łuck, pośpieszył w strony rodzinne. Tu zobaczył okrucieństwa popełniane przez bolszewików na ludności polskiej, chwycił za karabin, wstąpił do szeregów wojska. Poległ 9 czerwca 1919 r. we wsi Młyny pod Łuckiem na Wołyniu w walce z bolszewikami.

sobota, 31 marca 2018

Hugon Seydel w Moskwie

W uzupełnieniu do poprzedniego postu, kilka ilustracji nawiązujących do wpisu z kalendarzyka kieszonkowego Hugona Seydla dotyczącego jego pobytu w Rosji.
Hugon opuścił Warszawę 19 lipca 1915 r. i przez Wilno, Smoleńsk dotarł do Moskwy trzy dni później.


Zamieszkał na ulicy Twerskiej 38. Z zapisu widać, że na 3 piętrze pod numerem 22. A może to było piętro 2, jeśli zapisał je według zasady rosyjskiej.  Ulica Twerska, była wtedy główną arterią komunikacyjną Moskwy, jedną z ważniejszych ulic, znaną z restauracji, hoteli i salonów. Była miejscem gdzie robiło się zakupy i wpadało ze znajomymi do restauracji. Do jakich sklepów wstępował i w jakich restauracjach jadał Hugon Seydel? Tego nie wiemy. Ale możemy zobaczyć ulicę na której mieszkał na pocztówkach z epoki.


Reprodukcje pocztówek z rosyjskich stron internetowych, m.in. etoretro.ru

wtorek, 27 marca 2018

Hugon Seydel 1846-1928

Hugon Seydel. Dla znawców starej Warszawy winiarz i sędzia Trybunału Handlowego, honorowy konsul Królestwa Serbii, właściciel wraz z braćmi Domu Handlowego i Składu Win "Maurycy Seydel i Spółka", winiarni "Ermitaż" i sklepu firmowego "Pod Bachusem".  Dla miłośników Skolimowa i okolic właściciel Zakładu Przyrodoleczniczego "Hugonówka" i posiadłości "Zagłobin", organizator miejscowych koncertów i zabaw, wielki społecznik.

Hugon Seydel
"Hugonówka"
"Zagłobin".
Trzy zdjęcia ze strony muzeumkonstancina.pl

Zawsze intrygowało mnie jak to jest, że w opracowaniach na jego temat podawane są lata życia dość ogólnie. Zazwyczaj: urodził się w 1847 r. (czasami około), zmarł zaś około 1930 r.
Czy naprawdę nie da się określić  dokładniej? 
Po pierwsze nazwisko wskazuje, że jeżeli pochowany jest w Warszawie to zapewne na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim. Sprawdzamy. Rzeczywiście Seydlowie są tu pochowani. 

Zdjęcia ze strony polskie-cmentarze.com
Ale brak daty śmierci Hugona. Wrzucamy nazwisko i imię w wyszukiwarkę strony nekrologi-baza.pl
Jest. Data śmierci 25 września 1928 r. Zupełnie inna niż dotąd podawano. Należy sprawdzić, czy rzeczywiście chodziło o tego Hugona. Przeglądam "Kurjer Warszawski" z 25 września 1928 r. Znajduję nekrolog w wydaniu wieczornym z tego dnia (nr 266).


Zmarł w wieku 82 lat. Czyli urodził się w 1846 r. Można teraz zapisać: 

Hugon Seydel ur. 1846 - zm. 25.09.1928 r. 

Na koniec warto pokazać dom w którym mieszkał i zmarł. Warszawa, ulica Senatorska nr 36 i 38. Budynki te dzisiaj już nie istnieją. Stoi jedynie widoczny pałac Mniszchów, aktualnie pod adresem ul. Senatorska 38/40:

Trzy zdjęcia ze strony warszawa1939.pl

Teraz czeka nas nowe wyzwanie. Ustalić dokładną datę urodzenia Hugona Seydla.....


Post scriptum.
Zwrócił mi uwagę Tomasz Warszawski na Facebooku, że nie do końca to prawda z kamienicami Seydla. Zachował się bowiem fragment budynku pod ówczesnym numerem 38. Stoi obok pałacu Mniszchów teraz pod numerem 32 (tylko dwupiętrowy i już bez tej ozdobnej elewacji).

Zdjęcie ze strony warszawa1939.pl

wtorek, 20 marca 2018

Konstancin - 1902 r.

W numerze 23 z 6 czerwca (24 maja) 1902 r. "Biesiady Literackiej"[1] przeczytałem felieton "Z Warszawy" podpisany Sęp[2], w którym znalazły się m.in. dwa interesujące mnie tematy: "Konstancin w skórze europejskiej" i "Parcelacja Zwierzyńca". 

[...] Wzorem letnich rozrywek, bardzo przyjemnych a tanich, była zabawa urządzona w Konstancinie, na korzyść „Rozdawnictwa odzieży dzieciom ubogim". Konstancin, poczekawszy cierpliwie dwa lata na łaskę publiczności, stał się nareszcie modnym, jako najpiękniejsza oaza podwarszawska, wzorowana na Europie. Założyciele tego ustronia dowiedli, że komfort zagraniczny nie przeszkadza swojactwu: w Konstancinie mamy wodociągi, oświetlenie elektryczne, wille murowane, drogi tak wygodne, że nie tylko noga ale i nóżka bosa może po nich bez obrażenia spacerować, restaurację, w której nie trują, muzykę nie rozdzierającą uszu – jednym słowem wszystko, co posiadają w nieprzebranej ilości letniska zagraniczne, a jednak czujesz, że jesteś u siebie, że ten las, co otacza ustronie ze wszystkich stron świata, to las nasz rodzimy, jeziorka w nim, ścieżki, paprocie, konwalie, poziomki, grzyby – to dobrzy nasi znajomi, których umiemy nazwać po imieniu i poznać po zapachu; mowa, co się odzywa na gankach, na stawie, w boru – to mowa nasza. Komfort europejski nie przepapuził osady polskiej na jakąś niemczyznę; berlińczykowi nie było by tu przyjemnie, bo niema knajpy. 

Bez kubana reklamuję Konstancin, nie odmawiając powabów letnich sąsiedniemu Skolimowowi i życząc, aby Saska kępa, gdy nowy most połączy ją z Warszawą, na nich się wzorowała. Sława Konstancina przedostała się nawet po za granice Królestwa; cudzoziemcy nawiedzający nasze miasto mają to letnisko zapisane w przewodniku, i, o ile im czasu starczy, odwiedzają je, zapoznawszy się z Wilanowem, do którego droga, pośród domostw obdartych i śmietników', kompromituje nasze przedmieścia sromotnie. W tych dniach przebywałem ją w towarzystwie p. P. T., który umyślnie przybył z Wilna, aby poznać urządzenie Konstancina i mieć wzór dla Zwierzyńca, w którym ma zamiar wybudować szereg will z wszelkimi wygodami. Urządzeniem podwarszawskiej osady był zachwycony i chce ją skopiować u siebie, o ile znajdzie wspólników, jak on zamożnych i chętnych. Spólników znajdzie chyba łatwo, wymienił nawet kilka nazwisk ludzi powszechnie znanych w Warszawie, którzy są gotowi nabyć działy w Zwierzyńcu i na nich się pobudować; jeden z nich, nie lubiący odkładać zamiarów na długą metę, udał się już do Witkiewicza z prośbą o plan willi w stylu zakopiańskim. 

S. Karpowicz "Na kolonii letniej"

Właściciel terytorium zwierzynieckiego ogłasza w gazetach, że z umów o kupno parceli są wyłączone wszelkie wzglądy na wyznanie wiary i narodowość kupującego, więc kto tylko ma czym za grunt zapłacić i chce naprawdę przepędzać część roku w prześlicznej okolicy, może osiedlić się pod Wilnem. Nie dla magnatów, bo tym wszędzie jest tanio, ale dla ludzi średniej zamożności, rozporządzających jednak pewnym kapitałem zapasowym, nastręcza się sposobność nabycia dziedzictwa, szczuplejszego wprawdzie od posiadłości szlachecko-szaraczkowej, ale zawsze dziedzictwa, o jakie trudno w pobliżu Warszawy, z powodu cen wygórowanych. 

Jeśli interesant zapyta nas, czy położenie Zwierzyńca jest tak samo malownicze jak Konstancina, odpowiemy szczerze, że pod tym względem Wilno i jego przedmieścia wyprzedziły Warszawę, że na myśl o okolicy nadwilejskiej robi się w duszy słonecznie. Zdaje się, iż w miejscowości tak hojnie wyposażonej od natury nic może być dni chmurnych, ani nawet zimy, iż zieleń nigdy tam nie znika o skrzydlaci śpiewacy przez, rok cały nie opuszczają wzgórz ponarskich. Mieszkaniec grodu syreniego może się zrazić odległością, ależ to wygląda na żart przy dzisiejszych środkach komunikacyjnych. Śpieszyć się trzeba, bo Zwierzyniec zostanie prędko rozparcelowany; kto się spóźni, będzie żałował. Zresztą, czy to tak długo czekać trzeba na kolej elektryczną, która godzinę zredukuje do kwadransa; gdzie indziej podróżni już korzystają z tego dobrodziejstwa. Wprawdzie u obcych postęp posiada szybkość zająca, ale mam nadzieję, że i u nas, zanim nadejdzie czterdziestolecie służby scenicznej p. Edwarda Wolskiego, kolej elektryczna będzie chlebem powszednim.[...] 

--------------------------------------------
[1] "Biesiada Literacka" (w październiku 1907 r. „Biesiada Polska”, od listopada 1907 r. „Lechita”, od października 1908 r. znów „Biesiada Literacka”), ilustrowany tygodnik literacki i polityczny, zbliżony do Narodowej Demokracji, ukazywał się w Warszawie od 7 stycznia 1876 r. do 30 czerwca 1917 r. W „Biesiadzie Literackiej" ukazywały się utwory wybitnych polskich autorów oraz tłumaczenia dzieł zagranicznych. Zamieszczano w tygodniku reprodukcje dzieł najlepszych malarzy polskich. 
[2] Władysław Józef Maleszewski (2 lutego 1832 r. – 7 czerwca 1913 r.) pisywał w "Biesiadzie Literackiej" przeważnie felietony społeczne, m. in. pt. Z Warszawy pod pseud. Sęp, które wysoko współcześnie oceniane, poruszały wszystkie poważniejsze zjawiska i problemy oraz szeroko spopularyzowały ten pseudonim.