wtorek, 19 września 2017

Nowa pozycja o strażakach

2 maja tego roku kończąc post "Wielki pożar w Jeziornie - 1917" napisałem, że o skolimowskiej straży pożarnej będzie można przeczytać w przygotowywanej do druku publikacji.
I jest. Wczoraj wyszła z drukarni. Format 20,5x17,5 cm, twarda oprawa, środek kreda, kolor, 64 strony.

wtorek, 12 września 2017

Nie warto łamać drzewek - 1934

"Nowiny Codzienne" w czwartek 15 listopada 1934 r. donosiły:

Władysław Wagner ([zamieszkały przy ulicy] Stalowa 41) został skazany na 25 zł grzywny za złamanie drzewka przy ul. Zygmuntowskiej, oraz na 20 zł odszkodowania na rzecz wydziału ogrodniczego zarządu miejskiego.


Ulica Zygmuntowska w Warszawie lat trzydziestych to odcinek od mostu do ulicy Targowej. Nazwa została zmieniona 22 lipca 1949 r. na aleję generała Karola Świerczewskiego.

Warto dodać, że kara wynosząca 45 złotych, była wysoka. W II Rzeczypospolitej za naprawdę solidną pensję uważano pobory rzędu 250 złotych. W stolicy robotnicza pensja sięgała 160 złotych.

wtorek, 5 września 2017

Operacja Antypolska NKWD

Zapewne większość nie wie czym był rok 1937 dla Polaków zamieszkujących tereny Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich. A był on rokiem tragicznym. 

W wyniku rozkazu Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRS Nikołaja Jeżowa nr 00485 z 11 sierpnia 1937 r. rozpoczęła się tzw. operacja polska NKWD ("Operacja Antypolska" - określenie Tomasza Sommera).

Pierwsza strona kopii rozkazu nr 00485
 otrzymanej przez oddział NKWD w Charkowie.
Za: pl.wikipedia.org

W jej wyniku w latach 1937-1938 zamordowano ponad 110 000 Polaków (obywateli ZSRS), około 30 000 skazano na pobyt w łagrach. Przeprowadzono także masową deportację Polaków w głąb terytorium Związku Sowieckiego. Liczy się, że deportowano ponad 100 000 Polaków. Akcja objęła wszystkich Polaków, bez względu na przynależność klasowo-społeczną, decydowała narodowość. Wśród zamordowanych i deportowanych byli: mieszkańcy dawnego terytorium Rzeczypospolitej, którzy się znaleźli na wschód od granicy ustalonej w 1921 r.; członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, nawet ci którzy przeszli na stronę Sowietów; znajdujący się jeszcze na terytorium ZSRS jeńcy z wojny 1920 r.; imigranci z Polski; uchodźcy polityczni (głównie z Komunistycznej Partii Polski); członkowie partii lewicowych (np. Polskiej Partii Socjalistycznej); działacze mniejszości polskiej oraz ich rodziny. Majątki skazanych rekwirowano. Eksterminacja objęła także polskie duchowieństwo.

Pluton egzekucyjny NKWD. Zdjęcie ze strony rp.pl

Akcja miała miejsce w latach "Wielkiego terroru" (1936-1938) w której ofiarą padło około 8 milionów obywateli ZSRS.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Zbrodnia w Cieciszewie - 1937 r.

   Dochodzi północ. Kończy się właśnie piątek 15 października 1937 r. Do domu we wsi Cieciszew wraca z warty gminnej 19-letni Władysław Kwiatkowski. Podchodząc do gospodarstwa zaintrygowało go, że mimo tak późnej pory drzwi do domu są szeroko otwarte. Z niepokojem wszedł do izby i zamarł ze zgrozy. Na podłodze leżało zmasakrowane ciało ojca Wojciecha Kwiatkowskiego (63 lata) a na pobliskim łóżku ciało matki Rozalii (60 lat) i ich 14-letniej wnuczki - Jadwigi Maćkowiak.
   Wezwano policję, która zjawiła się rano 16 października. Wstępne dochodzenie ustaliło, że panujący w domu porządek pozwala przypuszczać, że zbrodnia nie została dokonana na tle rabunkowym. Ustalono także, że Wojciech Kwiatkowski został zamordowany uderzeniem siekiery w głowę w momencie gdy otwierał drzwi. Następnie zbrodniarze weszli do izby i zamordowali leżące w łóżku Rozalię Kwiatkowską i Jadwigę Maćkowiak. Na koniec zbrodniarze przeciągnęli ciało Kwiatkowskiego i ułożyli je obok łóżka i opuścili dom.


 Do sprawy najwięcej wniosły zeznania Władysława Kwiatkowskiego, syna zamordowanego.
   Okazało się, że prawie od pół roku trwał konflikt pomiędzy Kwiatkowskimi a ich zięciem Władysławem Rogalą (28 lat) i wnukiem Józefem Kwiatkowskim (25 lat) na tle majątkowym. Chodziło o przepisanie 18 morgowego gospodarstwa na rzecz wnuka, na co nie chcieli się zgodzić staruszkowie. Kilka dni wcześniej, około 10 października, do dziadków Kwiatkowskich przyjechał wnuk Józef Kwiatkowski. W trakcie wizyty doszło do kolejnej sprzeczki między nim a Wojciechem Kwiatkowskim. Józef rzucił się na dziadka z nożem i próbował poderżnąć mu gardło. Żeby nie interwencja babki Rozalii mogło dojść do tragedii. Rogala z młodym Kwiatkowskim  niejednokrotnie grozili staruszkom zemstą.
   Wydano nakaz aresztowania Władysława Rogali - mieszkańca wsi Wierzbówka (powiat grójecki) oraz Józefa Kwiatkowskiego - mieszkańca wsi Opacz. Już wieczorem tego samego dnia - 16 października - obaj zostali zatrzymani.

   Dalsze dzieje sprawy nie są mi znane...

wykorzystano zdjęcie ze strony konstancinjeziorna.blox.pl

wtorek, 22 sierpnia 2017

150 lat Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół"

Pierwsze sokolskie gniazdo powstało w 1862 r. w Pradze. Założycielami jego byli Miroslav Tyrš i Jindřich Fügner. W ciągu następnych kilku lat zaczęły powstawać nowe gniazda "Sokoła" w monarchii austro-węgierskiej, w: Słowenii (1863), Polsce (1867), Chorwacji, Ukrainie (1894), Słowacji (1905). "Sokół" propagował tężyznę fizyczną, zdrowy tryb życia, uprawianie sportów i wartości patriotyczne. Zawołaniem Towarzystwa było hasło "W zdrowym ciele zdrowy duch". 

Sztandar lwowskiego "Sokoła", 1903 r.
Zdjęcie ze strony polona.pl

Pierwsze gniazdo Towarzystwa Gimnastycznego " Sokół" na ziemiach polskich powstało 7 lutego 1867 r. we Lwowie. Pierwszymi działaczami sokolimi byli: Klemens Żukotyński, Ludwik Goltental, Jan Żaplachta-Zapałowicz, Józef Milleret, Jan Dobrzański, Antoni Durski, Żegota Krówczyński, Władysław Janikowski.


Gmach lwowskiego "Sokoła", 1892 r.
Zdjęcie ze strony sokolsanok.pl

Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” we Lwowie (zwane z racji pierwszeństwa „Sokołem Macierzą”) przez następne lata działało jako jedyne na ziemiach polskich. Kolejne sokole gniazda powstawały w Galicji, ponieważ w tym zaborze Polacy posiadali największą swobodę działania. Jako pierwsze poza Lwowem, zawiązały się w 1884 r. gniazda w Tarnowie i Stanisławowie, następnie w 1885 r. w Przemyślu, Krakowie, Kołomyi i Tarnopolu. W 1892 r. liczba sokolich gniazd w zaborze austriackim wynosiła 46. Dwadzieścia lat później było ich 581, zrzeszających 48 tysięcy członków. 


Boisko lwowskiego "Sokoła" w budowie, 1902 r.
Zdjęcie ze strony historiasportu.eu


wtorek, 15 sierpnia 2017

Zapomniany pomnik w Jeziornie

W "Kurierze Warszawskim" z 1937 r. znalazłem interesującą informację dotyczącą Mirkowskiej Fabryki Papieru. 


Jeziorna. 
Dla upamiętnienia zwycięstwa w r. 1920 


Z inicjatywy pracowników mirkowskiej fabryki papieru wzniesiono krzyż-pomnik dla upamiętnienia rocznicy zwycięstwa oręża polskiego w r. 1920. Powstał specjalny komitet pod przewodnictwem robotnika Wiktora Janika, który ze składek i własną pracą wzniósł na obszarze mirkowskiej fabryki papieru krzyż-pomnik. Krzyż-pomnik 12 mtr. [metrów] wysokości stanął na specjalnym wzniesieniu, otoczony jest kwietnikiem i 8 zniczami. W obecności władz państwowych, organizacji społecznych i tłumów mieszkańców Jeziorny i okolic odbyło się uroczyste poświecenie krzyża-pomnika przez ks. kanonika Kozłowskiego. Następnie ks. Kozłowski wygłosił okolicznościowe przemówienie, podkreślając znaczenie dzisiejszej uroczystości. W godzinach popołudniowych odbył się na polanie obchód 17-ej rocznicy zwycięstwa.

Czy ktoś ma zdjęcie tego krzyża?

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wojciech Betley - 150 rocznica urodzin

Wojciech Betley urodził się Warszawie w 1867 r. Zmarł w Krakowie ok. 1920 r. Studiował w Warszawskiej Szkole Rysunkowej u Wojciecha Gersona (1889 - 1890), następnie w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie u Władysława Łuszczkiewicza i Józefa Unierzyskiego (1890-1893). Kontynuował studia w Monachium u Karla Rauppa. Swoje prace wystawiał w Towarzystwach Sztuk Pięknych w Warszawie i Krakowie, a także w Salonie Krywulta i Salonie Kulikowskiego. 
Dom nocą
Ruiny zamku w Ciechanowie 
Będzin. Zamek i synagoga
Ruiny zamku w Chęcinach 
Ruiny zamku w Bochotnicy
W stajence w Betlejem
Akt na tle draperii


Namalował m.in. Cmentarz, Śpiąca, Triumf złego, Krajobraz, Dom nocą (1903), Ruiny zamku w Ciechanowie (1908), Będzin. Zamek i synagoga (1908), Ruiny zamku w Chęcinach (1908), Ruiny zamku w Bochotnicy (1911), W stajence w Betlejem (1913) - też wydane na pocztówce, Akt na tle draperii (1921). Malował także pocztówki, m.in. Grunwald (seria 4 pocztówek, w tym jedna podwójna), Zwiastun wojny, Dworek "Pod Lipkami", świąteczne, patriotyczne. Był autorem nalepek Towarzystwa Oświaty Ludowej: 1. inicjały towarzystwa na tle Wawelu; 2. Polak w stroju narodowym i sztandarem z białym orłem. Jego rysunki znalazły się w monumentalnej pracy Jana Sas Zubrzyckiego "Skarb architektury w Polsce" (Kraków 1909-1916). Także w publikacji "Hołd Grunwaldowi. Album pamiątkowe zebrane staraniem <Straży Polskiej>" (Kraków 1910) wykorzystano widok pola bitwy pod Grunwaldem "z krajobrazu wykonanego przez W. Betleya".


Prowadził wykłady na temat Grunwaldu m.in. na Uniwersytecie Ludowym im. Adama Mickiewicza w Krakowie. Napisał m.in.: Z "Pieskowej Skały" pod Grunwald. Fantazja na tle historycznem, z własnymi ilustracjami ("Wędrowiec" nr 27 z 19 czerwca/2 lipca 1911 r.); Z pól Grunwaldu ("Goniec Częstochowski" nr 15 z 15 lipca 1910 r.).

Ilustracje do tekstu w "Wędrowcu"

Jego syn Jan (1908-1980) był także malarzem.


ilustracje ze stron: artinfo.pl, desa.pl, nautilus-art.pl, photoblog.pl, wb.miech.pl, pinterest.se, Allegro

wtorek, 1 sierpnia 2017

Pierwsza katastrofa kolejki wilanowskiej - 1900 r.

Śledząc historię warszawskich kolejek wąskotorowych, można zauważyć, że kolejka wilanowska miała najmniej wypadków kolejowych. Najczęściej były to czołowe zderzenia lub wykolejenia. Już w 1895 r. o mało nie doszło do zderzenia pociągu konnego z parowym. Tylko dzięki reakcji maszynisty udało się uniknąć wypadku. Bogdan Pokropiński w swojej publikacji "Kolej wilanowska" odnotowuje pierwszy wypadek na kolejce wilanowskiej 5 lipca 1914 r., kiedy to zderzyły się czołowo dwa pociągi.
Jednak pierwszy wypadek zdarzył się czternaście lat wcześniej.



Była sobota 23 marca 1900 r. Ze stacji Warszawa wyruszył opóźniony pociąg osobowy Nr 12 w kierunku Piaseczna, złożony z trzech wagonów osobowych i jednego towarowego. Spokojnie dojechał do stacji Wilanów, którą opuścił o godzinie 10.30. Po przejechaniu około pół kilometra na łuku za Wilanowem maszynista Łubiński spostrzegł, że z naprzeciwka jedzie pociąg towarowy wiozący w 12 wagonach cegłę z Jeziorny. Również maszynista pociągu towarowego Antoni Dąbrowski zauważył zbliżający się pociąg osobowy. W tym momencie maszyniści obu pociągów dali kontrparę. Niestety było już za późno. Kontrpara zmniejszyła tylko siłę uderzenia. W takiej sytuacji trudno zatrzymać wypełniony cegłą pociąg.

W wyniku zderzenia w pociągu osobowym pomocnik maszynisty Józef Roszkowski wypadł z lokomotywy, także konduktor Aleksander Rębalski wypadł z wagonu do przydrożnego rowu, a znajdująca się tam woda zamortyzowała skutki uderzenia. Drugi konduktor pociągu osobowego czterdziestopięcioletni Józef Lipowicz, widząc sytuację próbował uruchomić hamulec ręczny. W skutek uderzenia złamał nogę. W pociągu towarowym maszynista Antoni Dąbrowski także wypadł z lokomotywy i doznał kontuzji, a jego pomocnik Walenty Ochman ogólnych potłuczeń.

Oba parowozy miały nieznaczne uszkodzenia: towarowy zgnieciony przód, osobowy pognieciony tender i bufory. Trzy wagony osobowe wypadły z szyn, dwa z nich uległy poważnemu uszkodzeniu. Miały połamane szczyty i strzaskane bufory. Pięć wagonów z cegłą także wypadło z torów.

Wagon zimowy firmy Orenstein&Koppel z 1895 r.

Na miejsce wypadku wysłano specjalny pociąg (parowóz i jeden wagon). Przybył nim doktór Jędrzejewski z Wojtówki i felczer Goldberg z Belwederu. Opatrzyli oni na miejscu 15 poszkodowanych. Wśród nich była kobieta ze Skolimowa "osoba z inteligencji". Wracała właśnie z Warszawy od lekarza. Przed trzema tygodniami złamała rękę. W trakcie uderzenia doznała kontuzji głowy i nogi oraz potłuczenia klatki piersiowej. Udała się w dalszą drogę powozem, który po nią przyjechał na miejsce wypadku. Z kolei "ziemianka" z Bielawy pani Rossman doznała ogólnych potłuczeń. 

Maszynistów i konduktora przewieziono do Warszawy i wezwano pogotowie. Po dokonaniu na miejscu opatrunków pozostawiono ich na miejscu, a tylko konduktora Lipowicza przewieziono do szpitala Dzieciątka Jezus na plac Warecki. Na stację przybył także prezes pogotowania hr. Przeździecki.

Na miejscu wypadku pojawił się dyrektor kolei wilanowskiej oraz naczelnik straży ziemskiej oddziału mokotowskiego w celu ustalenia przyczyn wypadku.

Konstancin, sierpień 1903 r.

Główną przyczyną wypadku było nietrzymanie się rozkładu jazdy. Pociąg osobowy był spóźniony, a maszynista pociągu towarowego nie był o tym powiadomiony. Zabrakło w tym wypadku odpowiedniej sygnalizacji.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ucieczka ucznia skolimowskiej szkoły - 1947 r.

W "Dzienniku Bałtyckim" z 24 maja 1947 r. (nr 141, s. 4) ukazała się taka to oto nietypowa informacja:


Kto widział tych chłopców?

Co roku na wiosnę do Gdyni zdążają "trampy" z całej Polski, których marzeniem jest wyjechać "w daleki świat". 

W nocy dnia 16 bm. [bieżącego miesiąca] uciekli z domu z Jeziorny pod Warszawą dwaj młodzi chłopcy, którzy według wszelkich danych udali się do Gdyni względnie Gdańska z zamiarem wyjazdu do Ameryki. Są to: Stanisław Rąbalski lat 16, szczupły, drobny blondynek, syn Wacława Rąbalskiego dyrektora mirkowskiej fabryki papieru, zamieszkały w Jeziornej fabrycznej, uczeń szkoły państw[owej] w Skolimowie, oraz Mirosław Borowski, syn rolnika, zamieszkały w Słomczynie, lat 16, uczeń tejże szkoły. Zrozpaczeni rodzice proszą za naszym pośrednictwem wszystkich tych, którzy się ze zbiegami zetkną, o skłonienie ich do powrotu do domu.

Dla Wacława Rąbalskiego nie była to zapewne sytuacja komfortowa. Jako były działacz KPP, członek PPR, pierwszy dyrektor Mirkowskiej Fabryki Papieru (1945-1948),  jeden z inicjatorów powstania Gimnazjum Przemysłowego przy tej fabryce, aktywny członek RKS "Mirków" spotkał się na pewno z zarzutami, że nieodpowiednio wychował syna. Trzeba dodać, że w tamtych czasach - początkach stalinizmu - ucieczka na Zachód kogokolwiek z członków rodziny, groziła poważnymi konsekwencjami. Syn się zapewne odnalazł, bowiem niecały rok później - 8 marca 1948 r. - Wacław Rąbalski awansuje. Zostaje dyrektorem Centralnego Zarządu Przemysłu Papierniczego w Łodzi. W kwietniu 1955 r. zostaje odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

wtorek, 18 lipca 2017

Jane Austen 1775-1817

200 lat temu zmarła Jane Austen.

Urodziła się 16 grudnia w 1775 r. w Steventon. Jej ojcem był duchowny kościoła anglikańskiego Georg Austen, matką Cassandra Austen z domu Leigh. Miała sześciu braci i jedną siostrę. Jane nigdy nie wyszła za mąż. 


Pokolorowany portret  Jane Austen, 1873 r.
Zdjęcie za wikipedia.org

W 1811 r. ukazała się anonimowo jej pierwsza powieść "Rozważna i romantyczna". Następne ukazywały się w rocznych odstępach: "Duma i uprzedzenie" w 1813 r., "Mansfield Park" w 1814 r., "Emma" w 1815 r., "Opactwo Northanger" i "Perswazje" ukazały się już po śmierci autorki w 1817 r. (już pod prawdziwym nazwiskiem autorki). Pozostały po Jane dwie nieukończone powieści ("Watsonowie" i "Sanditon") oraz około 30 krótszych prac.


Dom Jane Austen w Chawton, obecnie muzeum jej poświęcone.
Zdjęcie za wikipedia.org

Jane zmarła 18 lipca 1817 r. w wieku 41 lat. Przyczyna śmierci do dzisiaj nie jest znana.
Wszystkie jej powieści zostały sfilmowane 27 razy (w tym 1 serial telewizyjny).
Niektóre powieści Jane mają liczne kontynuacje napisane m.in. przez Julię Barret, Joan Austen-Leigh (cioteczna prawnuczka Jane Austen), Emmę Tennant, Joan Aiken.

Zdjęcie ze strony independent.co.uk

W katedrze w Winchesterze, w miejscu pochówku Austen, 18 lipca 2017 r. został pokazany banknot 10-funtowy z jej podobizną. Jesienią tego roku będzie dostępny w brytyjskich bankomatach.

wtorek, 11 lipca 2017

Trudny wybór - Skolimów czy Bielany?

Nastał czas urlopów... decyzji, pakowania, wyjazdu. Jedni jadą daleko, inni bliżej. Niestety część z nas musi zostać w miejskich murach. Ale na weekend można przecież wypaść gdzieś za miasto. Zawsze się tam coś dzieje. Gdzie? Trudny wybór... Ale to nic nowego, kiedyś też nie było łatwo..

Jest maj 1928 roku. Zajrzyjmy do warszawskiego mieszkania państwa Biedulskich i posłuchajmy ich rozmowy...

MAJÓWKA

Spadło to na Biedulskiego jak piorun z nieba, bo małżonka całkiem nieoczekiwanie zawołała:

– W niedzielę musimy się wybrać na majówkę! 
– Dlaczego? – zapytał zdumiony. 
– Po pierwsze przypadają Zielone Świątki, po drugie wszyscy nasi znajomi już byli poza 
miastem, tylko my...
– Tak ci pilno? 
– Więc kiedyż się mam wybrać? Może w listopadzie? Od tego jest przecież maj... 
– Chciałabyś pewno z dziećmi? – zapytał pełen lęku. 
– A jak myślałeś? Chyba dzieciom przede wszystkim taka majówka dobrze zrobi? 
– Więc dokąd?


Pasażerowie oczekujący na odjazd statku na Bielany
 przed przystanią "Vistula".  Maj 1932 r. Zdjęcie ze zbiorów NAC

– Najlepiej statkiem na Bielany.
– Co? – zawołał przerażony Biedulski. – Statek, tłok, woda, dzieci!... Ani mowy o tym! Chyba po moim trupie!
– Czemu?
– Nie chcę w takim tłoku szukać guza. Gdybyśmy byli sami, to jeszcze, ale z dziećmi... Przenigdy!
– W takim razie do Młocin – zaproponowała mu Biedulska. 
– Nie wspominaj mi o wodzie! – ryknął, wytrącony z równowagi.

– To może by kolejką?... Konstancin, Skolimów... Wszędzie teraz tak ładnie...
– Dziękuję uprzejmie... W zeszłym tygodniu był na takiej wycieczce nasz referent z żoną... Powrotną drogę do Warszawy przebył na przetłoczonej galeryjce wagonu, trzymając się kurczowo ręką daszka. Nazajutrz nie mógł piórem ruszyć...



– To pojedziemy do Jabłonny.
– W niedzielę, podczas takiej wycieczki, ledwo uszła z życiem nasza maszynistka biurowa.
– A co się stało?
– Szczęśliwie zdobyła siedzące miejsce, ale radość jej trwała krótko. Mimo protestów ktoś postawił na niej kuferek, na którym ulokowało się czworo dzieci. Możesz sobie wyobrazić...
– Już wyobrażam... To wybierzemy się koleją w kierunku Otwocka.
– Co??? Niedawno któryś z naszych kolegów został tam w tłoku doszczętnie okradziony. Nie czuł nawet, jak mu wycięto kieszeń.
– Więc podług ciebie nigdzie nie można jechać? Powinniśmy zrezygnować z majówki?
– Nie dziecko drogie... Ale jeśli ci tak na tym zależy, to zostaw mi trzy dni czasu.
– Na co?
– Abym się mógł dobrze zastanowić, która z tych wycieczek będzie mi się kalkulowała najprzystępniej pod względem utrapienia.

Aramis

"Kurier Warszawski" nr 144 z 25 maja 1928 r., s.6

wtorek, 4 lipca 2017

"La peste" - minęło 70 lat

10 czerwca 1947 r. - 70 lat temu - w francuskim wydawnictwie Gallimard ukazała się powieść "La peste" autorstwa Alberta Camus. Książka należąca do kanonu literatury XX wieku.


Na poziomie realistycznym opowiada ona o epidemii dżumy w mieście Oran, w Algierii, będącej wówczas kolonią francuską. Jest to powieść o ekspansji zła i różnych postawach ludzkich, powieścią paraboliczną, posługującą się uogólnieniem, schematyczną fabułą do przedstawienia zagadnień szerszych, doniosłych, aktualnych w każdej epoce.


Camus został Laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1957 r. W tym samym roku w Państwowym Instytucie Wydawniczym ukazało się pierwsze polskie wydanie "Dżumy" w świetnym tłumaczeniu Joanny Guze.

wtorek, 27 czerwca 2017

Tytuń

W publikacji "Kalendarz o sztuce palenia traktujący" z 1938 roku wydanym w Krakowie przez firmę zwijek i bibułek Stanisława Wołoszyńskiego HERBEWO (HER-liczka BE-łdowski WO-łoszyński) znajdujemy przepiękne teksty  i ilustracje.
Przykładowo pokazuję ilustrację i tekst z miesiąca kwietnia:



Niżej przedstawiam jeden z produktów firmy HERBEWO - zwijki "Morwitan".


wtorek, 20 czerwca 2017

Konrad Meklenburg

Czynię sobie wyrzuty, że w zeszłym roku umknęła mi ważna rocznica związana ze Skolimowem. Minęła wtedy setna rocznica śmierci postaci wielce zasłużonej dla społeczności tego letniska oraz pobliskich Chylic.  

   Konrad Meklenburg, syn Franciszka i Henryki z Wegnerów, urodził się w 1845 r. W 1874 r. wziął ślub w parafii Wszystkich Świętych w Warszawie z Amalią Marią Katarzyną Ręczlerską, urodzoną w 1857 r., córką Ludwika Juliusza i Marii Daybel von Hamerau. Konrad, powstaniec styczniowy, radca dworu, zmarł 13 czerwca 1916 r., rok później zmarła jego żona (31 marca 1917 r.). Mieli trzech synów i jedną córkę. Ich najstarszy syn, także Konrad, adwokat, urodzony 15 marca 1875 r. został zamordowany we własnym mieszkaniu 1 sierpnia 1923 r.


 
Tak o Meklenburgu pisał "Świat" (nr 28 z 8 lipca 1916 r.) Stefana Krzywoszewskiego (mieszkańca willi "Mucha" w Skolimowie):

W zmarłym w dniu 13 czerwca r. b. społeczeństwo nasze straciło jednostkę wybitną. Pełen energii i żądzy czynu już jako 18-letni młodzieniec walczy w powstaniu, raniony, internowany przez Austriaków w König[g]raetz (Karolew hrad)[1] na Morawach, po powrocie do kraju za łagodnych rządów Albedyńskiego[2], piastuje urząd członka Warszawskiej Komory Celnej. Po nastaniu prądów rusyfikacyjnych ustępuje, by już niepodzielnie poświęcić się pracy społecznej. Nie żałując sił czasu i materialnych środków, jako prezes Towarzystwa Przyjaciół Skolimowa i Chylic i, następnie, Komitetu Budowy Kościoła w Skolimowie doprowadza mimo przeszkód i podeszłego wieku do pomyślnego końca wszystkie zamierzenia, które podniosły te ulubione dziś letnisko do obecnego kwitnącego stanu. Jako wieloletni członek z wyboru różnych komisji podatkowych, rządowych i miejskich, członek zarządu Tow[arzystwa] Właścicieli Nieruchomości m[iasta stołecznego] Warszawy i in. przez specjalną znajomość i doświadczenie w kwestiach podatkowo-finansowych i niezmordowaną, bezinteresowną pracę położył niezapomniane zasługi dla dobra tych instytucji. Człowiek wysokiej kultury i zalet towarzyskich zgoła wyjątkowych, miał tylko przyjaciół i pozostawia ogólny żal po sobie.


Grób rodziny Meklenburgów na warszawskim Cmentarzu Stare Powązki.
Zdjęcia za: cmentarze.um.warszawa.pl


[1] Dzisiaj Hradec Králové 
[2] Piotr Pawłowicz Albedyński (1826-1883) generał-gubernator warszawski i dowódca wojsk Warszawskiego Okręgu Wojskowego w latach 1880-1883. 

wtorek, 13 czerwca 2017

Jak to z konstancińskim parkiem zdrojowym było...

Lubię przeglądać starą prasę. Szczególnie pisma ilustrowane z przełomu XIX i XX wieku. Kopalnia wiedzy. Nie wspominając już o przepięknych ilustracjach. Zagłębiając się w ich roczniki, znalazłem taki to oto tekst ["Wędrowiec" z 1899 r. nr 23]:


Bardzo niemile dotknęła przed rokiem, nie tylko ogrodników i budowniczych naszych, którym odebrano sposobność i zarobku i wykazania, uzdolnienia, ale również ogół cały; wiadomość, że hrabiowie Skórzewski i Potulicki, przystępując do urządzenia zakładu klimatycznego w bliskości Warszawy, w Oborach, prace wykonawcze powierzyli ludziom obcym -- Niemcom. Czyżbyśmy nie mieli wśród nas fachowców, którzy by równie dobrze umieli wywiązywać [się] z zadania?
   Na pytania, w ten sposób zadawane, nie odpowiadano wcale, więc też czekaliśmy cierpliwie na ową chwilę, gdy daną nam będzie możność podziwiania owych "cudów-niewidów". Jako argument bardzo silny przytaczali ci, którzy nie widzieli w sprowadzaniu kierowników i majstrów obcych nic złego, słynną niesłowność naszych ogrodników, budowniczych i rzemieślników. "Nasi partaczyliby Bóg wie, jak długo tamci zrobią na pewno wszystko w terminie, oznaczonym z góry" -- mówiono nie bez pewnej racji. 


   Tymczasem minął rok, skorzystałem z pierwszego pięknego dnia słonecznego i wyruszyłem kolejką wilanowską do Obór, ażeby na własne oczy obejrzeć roboty już wykonane. Przyznaję, że nie zachwyciłem się bynajmniej. Do zupełnego ukończenia bardzo jeszcze daleko, ale już z tego, co jest, przebija kilka kardynalnych błędów. Przede wszystkim uderza w Oborach zupełny brak ładnych widoków, co w sąsiednim Skolimowie znajduje się na każdym niemal kroku. Panowie Niemcy porobili dalej uliczki nadzwyczaj wąskie, dobre w ogrodzie, ale nie w parku, mającym służyć dla publiczności, która tłumnie się ma tutaj przechadzać. Ostre kanty przy trawnikach także niemile rażą oko, nasi ogrodnicy starają się wdzięcznie wygładzać właśnie te ścięcia ku uliczkom i to wygląda daleko lepiej. Nasi ogrodnicy kierują się dalej zasadą, że drzewa powinny być urozmaicone, tymczasem niemieccy drzewa te zasadzają partiami, kiedy więc dali klony, to już te klony same tylko znajdują się na pewnej przestrzeni itp. Słowem, znać w Oborach, albo raczej w Konstancinie (taką bowiem nazwę nosi dworzec kolejowy, dość gustowny), robotę, sztukę, i jestem pewny, że gdyby nasi ogrodnicy zajęliby się byli tą sprawą, przede wszystkim w obszernych i pięknych dobrach wybraliby inne miejsce, tu bowiem bardzo mało jest wody, skutkiem czego całość razi monotonią.


   Nie jestem fachowcem, nie mogę też sobie rościć pretensji do wypowiadania "ostatniego słowa", uważałbym jednak za bardzo pożyteczne, gdyby Towarzystwo ogrodnicze urządziło wycieczkę, do tej nowej miejscowości klimatycznej. W każdym razie włożono tu setki rubli, a dla ludzi fachowych wielka nadarza się sposobność do obserwacji i uwag. Warto także porównać park oborski z tworzącym się parkiem w Skolimowie; tam Niemcy, tu pan Chrząński [1], tam krocie, tu skromne tysiące, a jednak tzw. deptak skolimowski ma zarys bardzo gustowny.
   Jedno trzeba przyznać inicjatorom, pp. hr. Skórzewskiemu i Potulickiemu, a mianowicie to, że rzutkością swoją sprawili, iż okolica od Jeziorny do Piaseczna podniosła się ogromnie, i kto wie, czy za lat kilka cały świat elegancki Warszawy nie będzie na lato wyruszał w te strony. A wówczas?
   Wówczas, jak dowcipnie wyraził się siedzący obok mnie wybitny przedstawiciel naszego kleru, na skręcie ku Oborom, Jeziornie, Skolimowie stanąć powinien pomnik z napisem: "Milionerzy Hussowi" [2]. Dzielny ten bowiem inżynier bez funduszów pokazał, jaką potęgą są kolejki podmiejskie, wąskotorowe. Sam upadł, ale kolejka pozostała i wzmogła bogactwo krajowe.


   Cytując fragment powyższego tekstu z "Wędrowca" redakcja "Ogrodnika Polskiego"  [nr 17 z 1899 r., s. 401] pyta: Czy takie niedowierzanie własnym siłom długo jeszcze trwać będzie?


[1] Teodor Chrząński, ogrodnik planista z Warszawy. Uczył się w Szkole Ogrodniczej przy Ogrodzie Pomologicznym. Studiował we Francji (m.in. pracował w ogrodach wersalskich). Twórca wielu założeń ogrodowo-parkowych w Łodzi. Wspólnie z Walerianem Kronenbergiem zakładał parki i ogrody w Królestwie Polskim. Członek Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego, w latach 1895-1899 jego sekretarz.
[2] Budowniczy carskich kolei żelaznych inżynier Henryk Huss (1838-1915), jeden z trzech założycieli kolejki wilanowskiej  w 1891 r.

wtorek, 6 czerwca 2017

"Zabicie Wapowskiego" Jana Matejki

Obraz "Zabicie Wapowskiego w czasie koronacji Henryka Walezego" został namalowany w 1861 r. przez Jana Matejkę. Wystawiony został w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Następnie znalazł się w warszawskiej Zachęcie. Zakupił go Prezes Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych – książę Władysław Sanguszko (za 800 florenów). Publicznie prezentowany był dwukrotnie. Pierwszym razem w 1883 r. na wystawie jubileuszowej Jana Matejki na Wawelu oraz w 1894 r. we Lwowie w Pawilonie Matejki w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej. Do 1903 r. był w posiadaniu rodziny Sanguszków. Od 1937 r. obraz uważany był za zaginiony. Odnalazł się w 2012 r. w Ameryce Południowej (znalazł się tam prawdopodobnie w wyniku II wojny światowej). Sprowadzono go do Polski dzięki Salonowi Dzieł Sztuki Connaisseur. Pokazano go na Zamku Wawelskim, a następnie znalazł się w depozycie Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Jan Matejko, 1862 r. Zdjęcie ze zbiorów NAC

W 1574 r. w trakcie uroczystości koronacyjnych Henryka Walezego na Wawelu odbył się turniej. W trakcie jego trwania kopię zatkniętą przez Samuela Zborowskiego podjął dworzanin Jana Tęczyńskiego. Zborowski uznał to za obrazę tak dużą (byle pachołek nie będzie dotykał kopii wysoko urodzonego), że zaatakował Tęczyńskiego śmiertelnie raniąc czekanem Andrzeja Wapowskiego usiłującego zapobiec awanturze. 

Jan Matejko, Zabicie Wapowskiego, 1861 r.
Zdjęcie za pl.wikipedia.org

Obraz przedstawia moment, w którym śmiertelnie rannego Wapowskiego przyniesiono przed oblicze króla. Na pierwszym planie widać grupę z rannym Andrzejem Wapowskim. Po prawej tyłem stoi sprawca Samuel Zborowski z czekanem w dłoni. W centrum widać Jana Tęczyńskiego, proszącego króla o sprawiedliwy wyrok. (Samuel Zborowski, mimo że była to sprawa gardłowa, został skazany tylko na banicję)


Obraz olejny na płótnie ma wymiary 132 × 101 cm. 8 czerwca 2017 r. został  wylicytowany w Domu Aukcyjnym DESA Unicum w Warszawie za 3,7 mln złotych (cena wywoławcza 2,3 mln złotych).

Być może na jego kolejną publiczną prezentację będzie trzeba poczekać... znów kilkadziesiąt lat.