poniedziałek, 2 września 2019

Węgierski bohater Powstania Styczniowego

Eduard Freiherr Nyári urodził się na Węgrzech w 1828 r. Był synem Antona Freiherra z małżeństwa z Josephine Kubinyi. 
W wieku 17 lat wstąpił do wiedeńskiej Theresianische Militär-Akademie, następnie został przydzielony do pułku huzarów w Żółkwi. Utrzymywał żywe kontakty z Polakami. W 1849 r. w okresie Wiosny Ludów udał się na Węgry i tu wstąpił do Legionu Polskiego gen. Wysockiego. Za swoją postawę na polu walki został odznaczony i mianowany na stopień rotmistrza. Po upadku powstania węgierskiego udał się do Turcji i wstąpił do armii sułtana. Za zasługi w wojnie krymskiej (1853-1856) został mianowany na stopień majora. Po zakończeniu wojny krymskiej pracował przy budowie linii kolejowej. W 1860 r. na wezwanie Garibaldiego wyruszył do Włoch i wziął udział w "wyprawie tysiąca" (la spedizione del mille). Jego postawa i zaangażowanie spowodowały, że rząd włoski zaoferował mu stanowisko podporucznika w regularnej armii. Nyári odmówił i wrócił do Turcji na swoje dawne stanowisko przy budowie kolei. Był zaangażowany także przy budowie fortyfikacji w Azji. 

Głowica chorągwi Legionu Polskiego gen. Józefa Wysockiego.
Zbiory Węgierskiego Muzeum Narodowego w Budapeszcie

W 1863 r. na wieść, że w Polsce wybuchło powstanie udał się w marcu do Galicji wraz z 17 towarzyszami. Początkowo znalazł się o oddziale Leszka Wiśniewskiego. Wziął udział w wyprawie gen. Józefa Wysockiego na Radziwiłłów, następnie znalazł się w oddziale Marcina "Lelewela" Borelowskiego, który doceniając jego wiedzę i umiejętności, powierzył mu dowództwo swojej kawalerii. Tutaj Nyáry odznaczał się niepospolitymi zdolnościami i nadzwyczajną odwagą. 
Grób majora Edwarda Nyárego w Zwierzyńcu.
Za pl.wikipedia.org

3 września 1863 r. w potyczce pod Panasówką, która zakończyła się zwycięsko dla Polaków, krwawiąc z kilku ran, ruszył w pogoń za wrogiem. W trakcie pościgu otrzymał postrzał w brzuch. Przeniesiony został do ambulansu, tu wyjęto mu kulę z nogi, niestety rana w brzuch nie mogła być operowana. Zmarł nad ranem 4 sierpnia 1863 r. w zwierzynieckiej karczmie (między Biłgorajem a Zamościem) zaadaptowanej na lazaret. 
Został pochowany w oddzielnej mogile, na cmentarzu powstańczym w Zwierzyńcu (przy dzisiejszej ul. Biłgorajskiej).

wtorek, 9 kwietnia 2019

O burmistrzu Piaseczna - 1928 r.

"Dzień dobry" nr 91 z 2 kwietnia 1932 r. opublikował list czytelnika:

Przypomnienie niedawnej przeszłość:
0 działalności burmistrza Piaseczna
Poruszona w piśmie Pana Redaktora sprawa gospodarki p[ana] Herba[1]burmistrza m. Piaseczna, przypomina mi zebranie Rady Miejskiej podczas wielkich mrozów, które nawiedziły Polskę w r. 1928. Było do podziału miedzy biedotę dwa wagony węgla. lecz p[an] burmistrz i bogaty obywatel p[an] Kazubek[2], okryci w ciepłe futra sprzeciwili się rozdaniu węgla. Tej treści uchwała zapadła w sali baraków szkolnych. Gdy wieść o tym przedostała się na ulice, zmarznięta biedota, oczekującą na węgiel. włamała się do sali, pobiła burmistrza, poturbowała p[ana] Kazubka. uważając ich za głównych sprawców uchwały, po czym przypominając burmistrzowi, że jeszcze niedawno, zanim się dorobił, mieszkał też w biednych nieopalanych izbach, rozeszli się do domów. 

Piotr Kazubek, 1940 r.
Zdjęcie ze strony
FB "Piaseczno - kawiarenka  historyczna"

A p[an] burmistrz i p[an] Kazubek zostali w sali, radząc. jak wybrnąć z tak przykrej sytuacji. No i uradzili, że wszystkiemu winna opozycja w Radzie Miejskiej i z radnego-nauczyciela zrobiono rewolucjonistę! Zadepeszowano do prokuratora o podniesionym w Piasecznie buncie, oddano profesora pod dozór policji, grożąc ciężkim więzieniem. I cóż się okazało — sądy nie uznały winy nauczyciela. 

Piotr Herb, 1927 r.
Zdjęcie ze strony
FB "Piaseczno - kawiarenka  historyczna"

Tak oto rządzi w Piasecznie p[an] burmistrz Herb. 

O. 
(Nazwisko autora listu oraz nauczyciela znane są Redakcji)



[1] Józef Herb - burmistrz Piaseczna w latach 1927-1934.
[2] Piotr Kazubek - ławnik i radny w Radzie Miasta Piaseczna w latach 30. XX w.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Jeziorna - 60 000 rubli podatku

2 września 1915 r., z rozkazu generał-gubernatora Hansa Hartwiga von Beselera, Centralny Komitet Obywatelski został rozwiązany. Od 1 stycznia 1916 r. jego prace kontynuowała, utworzona za zgodą Niemców, organizacja charytatywna Rada Główna Opiekuńcza. Prowadziła ona bursy, schroniska, żłobki, ochronki, wydawała żywność, odzież, zasiłki pieniężne, ewidencjonowała straty wojenne.

Sytuacja powstałych w terenie rad opiekuńczych była różna. Część z nich miała cały czas kłopoty finansowe. Dotyczyło to większych miast. Tutaj trudno było znaleźć fundusze. Ale już rady opiekuńcze działające w terenach rolniczych, często działały bez dotacji Rady Głównej Opiekuńczej. Odpowiednie fundusze zapewniały im miejscowe sejmiki bądź miejscowe władze okupacyjne (które odpowiednio zwiększały podatki). 

Trudniejsza sytuacja była w powiecie warszawskim, w związku z tym, że władze niemieckie zarządziły wydzielenie Warszawy z powiatu warszawskiego i włączenie do powiatu sąsiednich gmin. W wyniku tego zarządzenia w skład powiatu weszło 29 gmin. Mieszkało tu ok. 250 tys. osób, z czego ok. 55 tys. w miastach i osadach (m.in. Pruszków, Piaseczno, Nowy Dwór, Radzymin, Zakroczym, Serock, Otwock).


Przed 1914 r. gminy podwarszawskie miały charakter typowo rolniczy, stąd szła żywność do Warszawy. Gminy te posiadały także, co ważne, znaczący przemysł i rzemiosło. Niestety zawierucha wojenna spowodowała likwidację większości fabryk i warsztatów. Dodatkowym utrudnieniem było to, że okupacyjne władze niemieckie wydały zakaz wywozu żywności do Warszawy z innych powiatów, oprócz powiatu warszawskiego.

Z tego też powodu sytuacja w powiecie stała się bardzo trudna. 12% ogółu mieszkańców powiatu (30 tys.) było pozbawionych środków do życia. Przykładowo w gminie Jeziorna w kwietniu 1916 r. na 6500 mieszkańców było 4500 bezrobotnych. Duża ich część była wcześniej zwerbowana do kopania okopów dla wojska rosyjskiego, a później osiedlona w tej gminie.


Często widziało się na drogach wiodących do Warszawy jak zgłodniała ludność miejscowa rabowała z wozów żywność. Z kolei bezrobotni mieszkańcy Warszawy kradli plony z miejscowych pól. Trzeba zwrócić też uwagę na fakt, że latem 1916 r. do prac polowych w powiecie warszawskim pozostało tylko ok. 50% koni. Dodatkowym obciążeniem był nałożony podatek kwaterunkowy dla wojska i urzędników niemieckich. Na gminę Jeziorna przypadło 60 000 rubli.

Trzeba dodać, że w 1917 r. powiat warszawski rozrósł się do 33 gmin, a liczba ludności zwiększyła się do 280 tys. z czego 170 tys. to byli bezrolni.


na podstawie materiałów z Archiwum Akt Nowych

wtorek, 26 marca 2019

Awantura w willi "Nowina"

"Kurier Warszawski" ze środę 26 września 1923 r. podał bardzo ciekawą informację:

Na tle zatargów mieszkaniowych 

W ubiegłym tygodniu karny wydział odwoławczy warsz[awskiego] sądu okręgowego rozpoznawał sprawę Kazimierza i Marii małż[eństwa] Węckowskich, oskarżonych z art. 507 k. k.[1] Sprawa sama przez się drobną, mająca jednak zasadnicze znaczenie wobec obecnych stosunków mieszkaniowych. powstała w sądzie na skutek skargi p[ana] Wacława Rozwadowskiego[2]zam[ieszkałego] w Skolimowie w willi "Nowina", pozostającej w dożywotnim użytkowaniu p[ani] Marii Węckowskiej[3].

Willa "Odpoczynek" -  Skolimów

Zgodnie z powyższą skargą p[aństwo] Węckowscy, mając zatarg mieszkaniowy z p[anem] Rozwadowskim przed wniesieniem sprawy do sądu naszli w dniu 2 maja mieszkanie p[ana] Rozwadowskiego i przez gwałtowne i obraźliwe zachowanie się w stosunku do domowników p[ana] Rowadowskiego, jak również przez późniejsze szykany usiłowali zmusić go do opuszczenia zajmowanego w willi mieszkania. Sąd pokoju w Piasecznie, sądząc w 1-ej instancji powyższą sprawę, nie znalazł w niej elementów przestępstwa, przewidzianego w art. 507 k. k.: inaczej jednak na sprawę spojrzał sąd okręgowy, który, mając na względzie, iż każdy spór o prawo cywilne rozstrzygają sądy i że zastosowanie w podobnym wypadku gwałtu posiada cechy przestępstwa, przewidzianego przez art. 507 k. k., wydał wyrok, mocą którego. uchylając wyrok sądu pokoju, skazał oboje małż[onków] Węckowskich na karę grzywny po 120,000 marek każde z zamianą w razie niewypłacalności na miesiąc aresztu oraz na poniesienie kosztów sądowych.



[1] Kto za pomocą gwałtu na osobie lub groźby karalnej, albo nadużycia władzy rodzicielskiej, opiekuńczej lub innej, zmusi inną osobę do wykonania lub zezwolenia na wykonanie czegokolwiek sprzecznego z ustawą lub z obowiązkiem osoby zmuszonej, albo do zrzeczenia się urzeczywistnienia prawa lub spełnienia obowiązku, ulegnie karze więzienia. Jeżeli zmuszający miał słuszny powód do przypuszczenia, że przez przymus urzeczywistnia swoje prawo, ulegnie karze aresztu do 3 miesięcy.
[2] Na skolimowskiej nekropoli pochowany jest Wacław Jordan Rozwadowski, niegdyś dyrektor Banku Handlowego w Warszawie, przedstawiciel Gminy Skolimów-Konstancin do Sejmiku Warszawskiego, prezes Dozoru Szkolnego Konstancina-Skolimowa. Ten Rozwadowski zamieszkiwał willę "Zbyszek".
Ciekawe, że w spisie dyrektorów banków polskich nie figuruje Wacław. Jest natomiast Jan Rozwadowski dyrektor Banku Ziemian S.A. we Lwowie oraz Dionizy Rozwadowski dyrektor Wileńskiego Banku Rolniczo-Przemysłowego S.A. Co ciekawe obaj objęli funkcje w 1920 r. i stracili je w 1926 r. po przewrocie majowym. W. Morawski, Słownik historyczny bankowości polskiej do 1939 roku, Warszawa 1998, ss. 146, 180.
Podobnie sytuacja ma się z dodatkiem Jordan. Wśród rodziny Jordan-Rozwadowskich nie znalazłem Wacława. Patrz strona rozwadowski.org [wejście 26.03.2019]. Występuje natomiast Wacław Rozwadowski w rodzinie pieczętującej się herbem Rogala.
[3] Nie chodzi tu o willę, którą opisał Józef Hertel. Zapis z 1911 r. wskazywał Marię Białkowską jako posiadającą dożywotnią własność willi "Nowina". Patrz J. Hertel, Willa <Nowina> przy Widok 6, Konstancin 1991, s. 8-9. W obu wypadkach dożywotnią własność posiadają Marie...

wtorek, 19 marca 2019

Popłoch w Skolimowie - 1932 r.

"Nowiny Codzienne" z czwartku 11 sierpnia 1932 r. (nr 109) donosiły:

Popłoch na letniskach 
Nagły przyjazd sześciu komorników do Skolimowa 
Trzy czwarte mebli pod sekwestrem 

Od pierwszego sierpnia wszelkie egzekucje zaległości podatkowych prowadzone przez gminy miejskie, zostały przejęte przez władze skarbowe. Nikt jednak z pośród płatników nie mógł przypuszczać, by władze skarbowe tak szybko i tak energicznie wzięły się do pracy. 

To też wielką niespodzianką dla mieszkańców letnisk podmiejskich, zwłaszcza Skolimowa, był wczorajszy przyjazd sześciu egzekutorów skarbowych, zaopatrzonych w szerokie pełnomocnictwa, na których podstawie przystąpili do ściągania wszelkich podatków od właścicieli will. 

Willa - pensjonat “Kowalewo” (na pocztówce błędnie p. Kowalskiej)

Nietrudno sobie wyobrazić panikę, jaka wynikła z tego powodu. Sekwestratorzy w asyście policjantów i funkcjonariuszy gminnych obchodzili wille, żądając natychmiastowego zapłacenia zaległych kwot, w przeciwnym razie grozili zabraniem rupieci. Groźby te zdenerwowały w najwyższym stopniu lokatorów - letników. Perspektywa pozostania bez mebli, z którymi mieszkania są odnajmowane na okres letni, była smutna. Pomyśleć tylko! Letnik, pozbawiony łóżek, musiał by sypiać w hamaku lub na podłodze, zamiast krzeseł używałby skrzynek po węglu, a zamiast stołu — koszów i waliz, sprowadzonych z Warszawy. 

Jeziorka w Skolimowie. Fot. Henryk  Poddębski

Okazało się, że zaległości podatkowe są tak wielkie, iż 75 procent mebli z will trzeba byłoby zabrać. Gdyby je złożono w jedno miejsce, powstałaby góra, sięgająca śnieżnych szczytów Mont Blanc. 

Po stwierdzeniu takiego stanu rzeczy, egzekutorzy wyjechali z niczym, w celu złożenia raportu swoim władzom. Zapowiedzieli jednak że po piętnastym wrócą. Sytuacja jest nadal poważna. 

Wieść o Skolimowskim najeździe rozniosła się szybko po innych letniskach. Na linii otwockiej z tego powodu panuje ogólne przygnębienie. Oczekiwano są nowe ekspedycje już w dniach najbliższych.

wtorek, 12 marca 2019

Straszna śmierć w płomieniach - 1880 r.


"Gazeta Świąteczna" ze stycznia 1881 r. donosiła [autor prawdopodobnie Konrad Prószyński]:

Dziwnym jest, ile to złego dzieje się nie ze złej woli, lecz przez niedbałość i głupotę ludzką. Jakże często zdarza się widzieć ludzi, którzy nie mają baczenia ani na siebie samych, na własne dobro, ani na dobro swych dzieci, nie dbając wcale o ich zdrowie i życie. Nieraz ojcowie patrzą na to, jak ich dziecko czyni coś na swą zgubę, i nie tylko że nie starają się mu w tym przeszkodzić, ale jeszcze sami ku temu dopomagają. W wielu okolicach na przykład szerzy się prawdziwa zaraza: dzieci ledwie od ziemi odrosłe, naśladując starszych, biorą się do palenia tytoniu, a ojcowie i matki na to im pozwalają. Co gorsza — zdarzyło mi się w jednej wiosce widzieć tego lata matkę, która zachęcając pięcioletnie dziecko do popilnowania krowy, przyrzekała, że kupi mu za to papierosów. Do czegóż takie postępowanie doprowadzi? 

Kiedym indziej będziemy mówili o innych złych tego skutkach, a teraz przytoczę tu tylko jeden przykład, jeden wypadek, jaki się tej jesieni zdarzył [1880 r.], we wsi Dąbrówce, leżącej na drodze z Warszawy do Piaseczna. Gospodarz tamtejszy, Michał Buzek, miał pięcioro własnych dzieci i szóstego siostrzeńca, a tymczasem izba w chacie jego dla takiej gromadki była za szczupła. Wyprawiał więc zwykle starsze dzieci na noc do stodoły i dla bezpieczeństwa zamykał je tam na kłódkę. Najstarszym pomiędzy dziatwą był ów siostrzeniec Jan Rosłon, chłopiec 14-letni, który zapatrując się na starszych bawił się w palenie papierosów. Pewnego wieczora w miesiącu październiku poszły dzieci podług zwyczaju spać do stodoły. Oprócz Janka udał się tam 13-letni Stach, 9-letnia Kasia i 7-letnia Maryśka. Światła żadnego dzieci z sobą nie wzięły. Buzek zamknąwszy stodołę od nadworzą [podwórza], położył się w izbie, i oboje gospodarstwo usnęli. W tym budzi się gospodyni i spostrzega, że cała stodoła a przy niej stajnia i obora stoją w ogniu. Ściąga przerażona męża z łóżka i śpieszą na ratunek. Ale Buzek, z twardego snu nagle zbudzony i nieprzytomny, nie wiedział co czynić i zaczął tylko wołać na ludzi ze wsi. Gdy sąsiedzi z pomocą przybiegli i chcieli wrota od stodoły otworzyć, przepalony dach zawalił się do środka. Ratunku więc już dla dzieci nie było żadnego. Po ugaszeniu ognia znaleziono tylko przepalone kości leżące w jednym miejscu. Widać że nieszczęśliwe dzieci, nie mając żadnego ratunku, tuliły się w męczarniach do siebie. Lecz skądże powstał ogień? Wykryło się to niebawem, bo karczmarz zeznał, że Janek Rosłon kupił u niego tego dnia kilka papierosów i paczkę zapałek; a dzieci ze wsi opowiedziały, że tenże Janek sprawunek swój im pokazywał i przechwalał się, że wieczorem palić będzie. 


Przez swawolę więc chłopaka, na jaką nierozumni rodzice nieraz pozwalają, zginęło taką straszną śmiercią czworo dzieci, spłonęły budowle gospodarskie, a w nich i cały inwentarz włościanina. Na dobitek jeszcze i on sam został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej za nieciągnięty do odpowiedzialności sądowej za niedozór [brak dozoru] nad dziećmi. — Niechże ten wypadek będzie przestrogą dla innych!

wtorek, 5 marca 2019

Walka z gruźlicą - Konstancin 1925 r.


"Kurier Warszawski" w 1925 roku donosił:

Walka z gruźlicą

W tych dniach otwarto siódmą z kolei w pow. warszawskim przychodnię przeciwgruźliczą w Konstancinie. Przychodnia ta będzie obsługiwała gminy: wilanowską, Konstancin-Skolimów i Jeziornę. Będzie utrzymywana przez sejmik warszawski przy współudziale trzech gmin. Zadaniem jej będzie walka z gruźlicą oraz innymi chorobami społecznymi, roztoczenie opieki lekarskiej nad dziećmi, uczęszczającymi do szkół 'powszechnych w trzech gminach. Przy przychodni otwarto gabinet dentystyczny wyłącznie dla dziatwy szkolnej.

Przychodnia wykonywać będzie również szczepienia ochronne przeciwko chorobom zakaźnym.

wtorek, 26 lutego 2019

Niezwykła sprawa ze Skolimowem w tle

Dżentelmen do wysokości 1000 zł. 
Niezwykła sprawa między lekarzem, mężem, żoną i kochanką 

Pod takimi tytułami łódzki "Express" donosił z Warszawy:



Znany ginekolog dr Marian Porajski[1] (Wilcza 76) wdał się w bardzo skomplikowany proces z bogatym przemysłowcem p[anem] Albinem P. o honorarium za operację. 
Stan faktyczny sprawy jest dość niepowszedni. 
Pewnej nocy po dr. Porajskiego zajechał elegancki samochód, zabierając go; do Skolimowa, gdzie — jak mu oświadczono — żona przemysłowca pana P. oczekiwała rozwiązania. Lekarz spędził przy chorej całą noc, nie doczekał się jednak połogu. 
Mąż pacjentki obiecał załatwić rachunki po zakończeniu opieki nad chorą. 
Po trzech tygodniach wezwano dr. Porajskiego ponownie. Tym razem był już potrzebny istotnie i musiał dokonać trudnej operacji oraz szeregu późniejszych zabiegów chirurgicznych 
Po paru dniach p[an] P. zjawił się u lekarza w sprawie honorarium. Lekarz wystawił ogólny rachunek na 1000 zł.: za pierwszą wizytę w nocy, operację, oraz dwie wizyty w celu zdjęcia klamer i opatrunków. 

Wejście do Lourse'a w Hotelu Europejskim.
Zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Umówiono się na następny dzień u Lourse‘a[2], gdzie pan P. miał oczekiwać za pieniędzmi i samochodem w celu zabrania doktora do chorej. 
Pan P. nie zjawił się jednak ani w cukierni, ani też w ogóle, wobec czego dr Porajski wystąpił przeciw małżonkom p[anu] Albinowi i p[ani] Wandzie z powództwem o umówione honorarium. 

Na rozprawie pełnomocnik pozwanych wystąpił z niespodzianką. Okazało się, że małżonka pana P. nie ma nic wspólnego ze Skolimowem, a osoba, odbywająca w tym miejscu intymną kurację, była tylko przyjaciółką przemysłowca i nazywała się p[ani] Wanda W. 
Sąd pierwszej instancji skazał pana P. na zapłacenie żądanej przez lekarka sumy, zwalniając go od solidarności z żoną. 
Pozwany odwołał się do drugiej instancji, gdzie wysunął nową tezę. 
— Ja nie mogę płacić honorarium, gdyż sprawę tę powinna załatwić pani Wanda W., ona to bowiem, a nie ja wzywała lekarza. Moja rola polegała jedynie na udzieleniu samochodu. 
Wydział odwoławczy Sądu okręgowego pod przewodnictwem prezesa Stankiewicza uznał wyjaśnienia porwanego za wykręty i uprzedni wyrok zatwierdził, obciążając nadto przemysłowca kosztami za dwie instancje. 


[1] Dr med. Marian Porajski był w latach 1935-1938 dyrektorem Miejskiego Zakładu Ginekologiczno – Położniczego im. św. Zofii przy ul. Żelaznej 88 w Warszawie. 
[2] Cukiernia " Lourse" powstała w 1821 r. Przeniosła się do Hotelu Europejskiego w 1873 r.

wtorek, 19 lutego 2019

Banda "hr. Gucia" bywała w Skolimowie i Konstancinie

Banda „Hr. Gucia" wpadła w ręce wywiadowców


Wydział śledczy pow[iatu] warszawskiego aresztował dwóch włamywaczy, którzy dokonali włamań we Włochach, Pruszkowie, Milanówku, Skolimowie i Konstancinie. Aresztowani zostali Kazimierz Żywczyński lat 21, Kazimierz Kamiński lat 25, zam[ieszkały] przy ul. Hutniczej 1 w Gocławku. Do włamań przyznali się. Rzeczy oddawali paserowi i hersztowi szajki Władysławowi Gawronkiewiczowi, używającemu pseudonimu "hr. Gucio", zam[ieszkały] przy ul. Towarowej 51.
W mieszkaniu Gawronkiewicza znaleziono cały skład skradzionych rzeczy, jak futer, obuwia, ubrań, patefonów itd.

za: "ABC-Nowiny codzienne" nr 22 z 22 stycznia 1939 r.
zdjęcie z filmu "Niebezpieczny romans" 1930 r. 

wtorek, 12 lutego 2019

Okupacja nad Jeziorką

W książce Pro memoria (1941-1944). Raporty Departamentu Informacji Delegatury Rządu RP na Kraj o zbrodniach na narodzie polskim (Warszawa/Pułtusk 2004/2005)  znalazło się kilka wzmianek o terenach nad Jeziorką.


Nr 10
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU W OKRESIE 16 KWIETNIA - 31 MAJA 1942 R. 

[rozd.] IV. O polską siłę roboczą 

[pkt.] W Generalnym Gubernatorstwie 

[...] ponieważ werbunek nie daje jednak wystarczającego kontyngentu sił roboczych, a przy tym Arbeitsamty muszą często szybko zaspakajać terminowe zapotrzebowanie sił roboczych - więc także w Gen[eralnym] Gub[ernatorstwie] również nie są rzadkością obecnie obławy publiczne na siły robocze. W okresie sprawozdawczym obławy takie miały miejsce wielokrotnie w różnych punktach Warszawy, a także w Miechowskim, w pociągach pod Żyrardowem i Mińskiem Mazowieckim, w powiecie mińsko-mazowieckim, w Wilanowie, Powsinie, Konstancinie i innych miejscowościach. [s. 169] 

Łapanka. Zdjęcie ze zbiorów NAC

Nr 13
SPRAWOZDANIE Z SYTUACJI W KRAJU W OKRESIE 26 VIII - 10 X 1942 

[rozd.] III. Masowa branka do robót przymusowych 

[pkt.] Na prowincji 

Na terenach prowincjonalnych, w mniejszym niż w Warszawie stopniu, kładą Niemcy nacisk na indywidualne wyznaczenie poszczególnych osób na wyjazdy do Rzeszy. Natomiast główny ich wysiłek idzie tam w kierunku uzyskiwania kontyngentów sił roboczych do gmin i uzupełnienia ich przez masowe obławy. [...] Na podwarszawskie Piaseczno wyznaczono kontyngent 400 ludzi, na Wilanów, Jeziorną i Raszyn po 50-ciu. B[ardzo] szeroki zakres przybrały na prowincji w okresie sprawozdawczym publiczne masowe obławy na ludzi. Są one stosowane na kolejach, kolejkach dojazdowych, na targowiskach, na ulicach i placach miast i miasteczek. Stosowane są one b[ardzo] często przy użyciu dość znacznych sił policyjnych. [s. 237] 

Niemiecka obława na Kercelaku, - 12 maja 1942 r.
Zdjęcie z książki Tomasza Szaroty Okupowanej Warszawy dzień powszedni

Nr 24
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU. GENERALNE GUBERNATORSTWO I ZIEMIE WSCHODNIE W OKRESIE 27 VIII - 20 IX 1943 Z UZUPEŁNIENIAMI Z OKRESU POPRZEDNIEGO 

[rozd.] VII. Terror niemiecki 

[pkt.] Obławy-rewizje-aresztowania 

[...] W dniu 29 sierpnia policja niemiecka otoczyła plac pod Konstancinem, gdzie odbywał się mecz piłki nożnej; aresztowano dużo osób. [s. 475] 

Nr 28
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU ("GENERALNA GUBERNIA") W OKRESIE OD 10 III DO 10 IV 1944 R. I UZUPEŁNIANIA Z OKRESU POPRZEDNIEGO 

[rozd.] II. Terror polityczny, gospodarczy i społeczny 

[...] W gminach Wilanów i Piaseczno pow[iatu] warszawskiego w dn[iach] 6-7-8 III aresztowano ok[oło] 30 osób z gotowej listy. Dn[ia] 9 III spomiędzy aresztowanych rozstrzelano 19 w lesie Kabaty na terenie gm. Wilanów. [s. 587]

Obwieszczenie ze zbiorów Polona.pl

wtorek, 5 lutego 2019

Włamywacz z Jeziorny

Młodociany włamywacz rozpłakał się nad pustą kasą 


Do kasy kolejowej w Jeziornie Królewskiej włamał się Stefan Mieczysław Brzezina, lat 15, mieszkaniec Jeziornej. Brzezina skradł kasetkę i ukrył ją, zakopując w ogrodzie. Policja młodocianego włamywacza aresztowała. Wskazał on miejsce w którym ukrył kasetkę. Po otworzeniu okazało się, że pieniędzy w niej nie ma. Brzezina na widok pustej kasetki rozpłakał się, bowiem, nie mogąc rozbić kasetki, przypuszczał, że znajdują się wewnątrz pieniądze.


za: "ABC - Nowiny Codzienne" nr 22 z 22 stycznia 1939 r.

wtorek, 29 stycznia 2019

Konstancin - a Mussolini

W stałej rubryce sobotniego wydania "Kuriera Warszawskiego" SZTYCHY (nr 208 z 31 lipca 1926 r.) ukazał się felieton Zdzisława Kleszczyńskiego (ps. Sęk) dotyczący Konstancina.

Energiczny i trzeźwo myślący dyktator współczesnych Włoch, Mussolini, od tego przede wszystkim zaczął w swej ojczyźnie sanację, że podwindował srodze zaniedbane... finanse. 
Ostatnio zaś, stwierdziwszy, iż forestiery [Francuzi] jakoś od Italii stronią, że hotele przeświecają pustką, że kupcy narzekają na zły sezon, że Niemców latoś skąpo — rzucił szef włoskiego rządu inot d‘ordre: 
- Obniżać ceny! 
Jakoż, zaczęły na gwałt obniżać ceny hotele i pensjonaty w całych Włoszech: koleje włoskie zastosowały bardzo wydatne zniżki; uczyniono niejeden wersalski gest pod adresem cudzoziemców, kierując się dobrze zrozumianym interesem własnym... 
Bo pozycja "Fremdenverkehr'u‘" [turystyki] w ojczyźnie Dantego to nie fraszka! 


Notable konstancińscy nie zgadzają się z Mussolinim. Nie wychodzą z tych samych założeń, co Mussolini. Mają program budżetowy znacznie dojrzalszy, lepszy. Mądrzejszy! Ustawili w tych dniach barierę przy wjeździe. Przy barierze ustawili kilku bardzo sympatycznych młodzieńców - i każą sobie opłacać haracz w kwocie 3-ch (trzech!) złotych za wjazd do uroczego Konstancina, autem. 
"Drogą lądową." 
„Drogą morską" (t j. kolejką wilanowską, kołyszącą, jak fale La Manche) można na razie, po dawnemu, wjeżdżać darmo. 
- Hm... Trzy złote... Dlaczego nie trzydzieści? Nie trzysta? 
Normalne rogatkowe (choć i to przeżytek!) wynosi 20-50 groszy. Jeden jedyny Zakroczym, o ile nas pamięć nie myli, wysadził się na podobny absurdalny haracz — to też omija go, kto może... A tu nagle Konstancin! 


Nie przeczymy, że mnogie ma - i ważkie - atuty gmina konstancińska, wobec których atuty takiego Mussoliniego bledną! Te balsamiczne wonie w okolicach kasyna, zatykające (o, tak!) za pas Taorminę i Capri!... Te arcydzieła sztuki, rozsiane między willami!... Te wykopaliska arcycenne, gaszące Pompeję! Te freski cudne, zabijające Willę Dionizyjskich Misterii!... 
- A cóż dopiero wulkany? Kiep Wezuwiusz! Jednego dnia na zabawie strażackiej nożami się rżną... Kiedy indziej, w cichej willi, z rewolwerów walą... Trup się ściele gęsto... Jest na co popatrzeć! 


A swoją drogą, Szanowni Państwo, odłożywszy żarty na stronę, trzeba się nareszcie poważnie zapytać: 
- Czy używanie lokomocji samochodowej jest występkiem? 
Bo wszystko się składa na to, żeby sobie nasi nieszczęśni automobiliści żyły otworzyli, albo gardła popodrzynali: szos w okolicach Warszawy, jak już kilkakrotnie pisaliśmy, prawie niema: kupy szutru i kilometry wybojów nie są szosami. 
Jeżeli jeszcze jazda jedyną możliwą drogą, lądującą w Konstancinie, ma być tak kosztowna, jeżeli obywatel, spędzający lato w tej czarownej miejscowości, ale mający interes w Warszawie, ma opłacać dzienny podatek w kwocie 3-ch, a czasem, jak dobrze pójdzie, i 6-ciu złotych - to czy nie lepiej, w ogóle, wrócić do komunikacji furmankami?... 

Sęk 

P. S. W ostatniej chwili dowiadujemy się, że złowrogą barierę podniesiono. Wisi nad drogą, jak miecz Damoklesa. Od 2-ch dni nikt nie pobiera haraczu. Wjazd po dawnemu, wolny... 
Ale, być może jutro znowu bariera zapadnie, a nieszczęśliwi automobiliści będą musieli opłacać, tytułem rogatkowego... 3000 złotych? 
- Chi lo sa? [kto wie]


Zdzisław Kleszczyński (1889-1938) pisarz, poeta, dziennikarz. W latach 1924-1938 był felietonistą „Kuriera Warszawskiego”. Równolegle od 1926 r. do 1931 r. pełnił funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Radio”.

wtorek, 22 stycznia 2019

Krwawa bójka w Skolimowie - 1926


Zbierając materiały do nowego wydania historii Ochotniczej Straży Pożarnej w Skolimowie trafiłem na ciekawą informację. W sobotę 17 lipca 1926 r.  w Skolimowie:


Ochotnicze straże pożarne w warszawskich letniskach podmiejskich urządziły pod Skolimowem zabawę ludową, na którą licznie przybyli stali mieszkańcy tych miejscowości. W czasie zabawy wybuchła sprzeczka o jedną z tancerek. Strażak jej towarzyszący dobył topór i ugodził nim jednego z uczestników, co wywołało ogólną bójkę, która przeniosła się aż pod dworzec w Konstancinie, gdzie powstał popłoch wśród letników. Letnicy uzbrojeni w rewolwery położyli kres mordowni. Pięciu uczestników „zabawy" jest lekko rannych, czterech z nich jeszcze po przewiezieniu do szpitala nie odzyskało przytomności, 11 osób [jest] lżej rannych


Warto dodać, że kres bójce położyli będący na miejscu oficerowie:

W Skolimowie niedaleko Warszawy pokłócili się podczas zabawy goście z strażnikiem tak dalece, że przyszło do krwawej bójki na kije i topory. Zaciętej walce przybierającej coraz, większe rozmiary, położyło wreszcie kres kilku oficerów przy pomocy rewolwerów i szabli. Pięciu strażników ciężko zraniono, czterech nie odzyskało dotąd przytomności, 15 osób [jest] lekko ranione [rannych].

za: "Gazeta Wągrowiecka" nr 86 z 20 lipca 1926 r., "Dziennik Kujawski" nr 172 z 30 lipca 1926 r.

wtorek, 15 stycznia 2019

Brzytwa w ręku szaleńca - Skolimów 1929

Piękne letnisko Skolimów. Miejsce wypoczynku wielu wczasowiczów, głównie z Warszawy. Woda, zieleń, czyste powietrze. Zabawy, rauty, pokazy, występy. Ale miał on też inną twarz, ukrytą...

W nocy z soboty na niedzielę [6 na 7 lipca 1929 r.] rozegrała się w Skolimowie krwawa tragedia, której szczegóły są następujące: 


W domu Grunwalda [może pisał się przez ü] zamieszkuje 38-letni Jan Napruszewski, nałogowy alkoholik, z nieślubną żoną 32-letnią Franciszką Siekierską, oraz dwojgiem drobnych dzieci. 

Dnia 24 ub[iegłego] miesiąca [czerwca] Napruszewski, w dniu swych imienin po obfitej libacji posprzeczał się z Siekierską, przy czym ta ostatnia zapowiedziała mu, że porzuci go. Od tego czasu Napruszewski popadł w melancholię i w dalszym ciągu pił dzień w dzień. W ub[iegłą] sobotę [6 lipca] Napruszewski dostał ataku furii, groził wszystkim domownikom, że pozabija ich. Po pewnym czasie Napruszewski uspokoił się nieco lecz w dalszym ciągu był silnie zdenerwowany. 

Około godz. 2 [w nocy], gdy wszyscy domownicy byli pogrążeni we śnie, Napruszewski, który wcale nie położył się do łóżka, zbliżył się do stolika wziął brzytwę i poderżnął gardło śpiącej Siekierskiej. Ranna ofiara zaczęła jęczeć i obudziła w ten sposób siostry swe 24-letnią Jadwigę Siekierską, 34-letnią Stanisławę Czarnecką i męża jej Tomasza, którzy tegoż dnia przyjechali z Warszawy w odwiedziny. Wtedy szaleniec doskoczył do Czarneckiej i zadał jej głęboki cios brzytwą od szczytu ramienia prawego aż do samych kończyn. Rana była zadana tak głęboko, że uległy przecięciu arterię i ścięgna, w następstwie czego wynikł silny upływ krwi. 


Na krzyk żony nadbiegł z sąsiedniego pokoju mąż jej Tomasz, na którego również usiłował rzucić się szaleniec. Jednak Czarnecki w porę zasłonił się krzesłem. Widząc to Napruszewski targnął się na życie, podcinając sobie gardło. 

Szalejąca w tym czasie burza i ulewa udaremniały pozostałym przy życiu domownikom wyjście z domu, celem zaalarmowania policji lub lekarza. Z powodu zerwania przez burzę przewodników telefonicznych, nie można było zażądać pomocy z Warszawy. Dopiero następnego dnia wyruszyła na miejsce karetka. 

Karetki warszawskiego pogotowia ratunkowego - 1929 r.
Zdjęcie z moich zbiorów

Siekierską i Czarnecką przewieziono do szpitala [Dzieciątka Jezus], gdzie Czarnecka pomimo usilnych zabiegów zmarła z powodu silnego upływu krwi. Napruszewskiego przewieziono do szpitala św. Jana Bożego. Według opinii lekarzy stan Siekierskiej i Napruszewskiego nie budzi poważniejszych obaw.


Za: "Słowo Pomorskie" nr 156 z 10 lipca 1929 r., "Dziennik Bydgoski" nr 35 z 10 lipca 1929 r.

wtorek, 8 stycznia 2019

Zbrodniarz Kościuk był też w Skolimowie - 1937

Łódzkie "Echo" informuje:



POTWORNY DUSICIEL SŁUŻĄCYCH 
Szczegóły aresztowania niebezpiecznego zbrodniarza 

WARSZAWA, 18. 3. – Patrol policji na ulicy Wolność zatrzymał osobnika, którym okazał się Władysław Maj. Oświadczył on, że mieszka na ul. Wolność nr 5 i że dokumenty jego są złożone w administracji domu. Policja stwierdziła, że książeczka wojskowa zatrzymanego jest sfałszowana. Nadto Wojewódzki Urząd Śledczy otrzymał meldunek, że we wsi Adamowa Góra, pow. sochaczewskiego, w podstępny sposób została okradziona Maria Majcher, siostra rolnika tej wsi Władysława Majchra i że o kradzież oskarżony był Władysław Maj, który przychodni do niej w roli narzeczonego. 

W Wojewódzkim Urzędzie Śledczym zrobiono daktyloskopijne odciski aresztowanego Maja i przesłano do Centrali Służby Śledczej, gdzie okazało się, że jest to Marian Kościuk, lat 32, urodzony we Lwowie poszukiwany za morderstwo. 


W dniu 18 lipca 1933 r. Kościuk, i zawodu cukiernik, od dłużnego czasu bezrobotny, dokonał morderstwa na osobie służącej, Józefy Zalot, lat 21, która pracowała u Hersza Frydmana przy Hoffmana nr 4 we Lwowie. Kościuk przychodził do Zalotówny w charakterze narzeczonego i korzystając z nieobecności Frydmana w domu udusił Zalotównę, ograbił mieszkanie z biżuterii i zabrał oszczędności swej ofiary. 


Dla zatarcia śladów zbrodni, oblał zamordowaną naftą i podpalił. Powstał pożar, który miejscowa straż ugasiła. Policja zbrodnię wykryła. Od tej chwili Kościuk ukrywał się. 

Ostatnio Kościuk zamieszkał z Zofia Żórek, służącą przy ul. Wolność. Żurek miała większą sumę uskładanych pieniędzy i pod pozorem ożenku niewątpliwie Kościuk wyłudziłby od dziewczyny pieniądze gdyby nie został aresztowany. 

Poza tym Kościuk dokonał rabunku w Skolimowie okradając służącą. 

Ukrywanie się Kościuk ułatwiał sobie sprytnym fałszowaniem dokumentów. Ustalono, że występował on pod nazwiskiem Wacława Grzelczaka, Tadeusza Bitnera, Aleksandra Pawlaka, T. Bednarskiego, Mariana Orłowskiego i ostatnio Wacława Maja. Ostatnio Kościuk poszukiwany byt przez prokuratora z Siedlec, za dokonanie rabunku pod Stoczkiem Węgrowskim, gdzie również usiłował udusić Marię Malinowską, służącą, lat 19 i ograbić. Decyzją sędziego śledczego, Kościuk został osadzony w więzieniu przy ulicy Dzielnej. 

Najprawdopodobniej ofiarą potwornego dusiciela jest również pokojówka Kazimiera Boksówna, lat 30, której zwłoki znaleziono na polach wsi Wielkie Woje, gm. Wychodź, pow. płońskiego, w dniu pierwszego czerwca ubiegłego roku, Boksówna została uduszona, Pracowała ona u R. Perechodnikowej przy ulicy Nowolipki nr 31 w Warszawie. W dniu 30 maja ubiegłego roku B[oksówna] pożegnała chlebodawców, wyjeżdżając na dwutygodniowy urlop do rodziny, zamieszkałej w Naruszewie.


Z Warszawy odjechała statkiem „Herold", udającym się w kierunku Płocka. Boksówna najprawdopodobniej poznała swego mordercę na statku i zgodziła się wysiąść z nim w Wychodźcu, nie dojechawszy do końcowej stacji Czerwińsk, skąd drogą lądową do Naruszewa miała jeszcze około 15 kilometrów. B[oksówna] wiozła ze sobą większą ilość paczek zawierających liczne prezenty dla rodziny. Paczek tych, ani oszczędności, jakie miała przy sobie, przy trupie nie znaleziono. 

Energiczne dochodzenie prowadzone jest nadal celem wykrycia wszystkich zbrodni Kościuka.

wtorek, 1 stycznia 2019

Aktorzy w Skolimowie - 1914


W "Kurierze Warszawskim" 105 lat temu ukazała się krótka wzmianka o występach w Skolimowie. 


Teatr letni w Skolimowie 

W ubiegłą niedzielę [19] w pięknej miejscowości letniej w Skolimowie w parku „Zagłobin" odbyła się zabawa w połączeniu z przedstawieniem teatralnym, które wypełniły trzy jednoaktówki pt. „Dryndziarz", "Nektar miłości" i „Wesoły detektyw", z udziałem pp.: Ireny Leśniewskiej[1], M. Leszko[2], Z. Renard[3], J. Leśniewskiego[4], S. Śliwińskiego[5], Alisiewicza[6], Kubickiego i innych.
 
Willa "Zagłobin" w Skolimowie

Wszyscy wykonawcy wywiązali się ze swych zadań bardzo pomyślnie, za co tłumnie zebrana publiczność darzyła ich niemilknącymi oklaskami. 

Zabawę poprzedził konkurs piękności pań. Pierwszą nagrodę otrzymała p[ani] Kazimiera Czaplińska (złoty duży medalion), druga — p[ani] Irena Leśniewska (srebrny żeton). 

Pomysłowe i starannie urządzane zabawy tłumnie odwiedzają letnicy Skolimowa i okolicy, spędzając czas bardzo wesoło w dni świąteczne w uroczym parku.



[1] Aktorka Irena Leśniewska (pseud. Gniewosz), (ur. 20 października 1886 r. w Warszawie, zm. 18 stycznia 1930 r. w Warszawie). Żona Seweryna Józefa Nasberga.
[2] Być może chodzi o aktorkę Anielę Krystynę Leszko działającą w latach 1908-1923.
[3] Prawdopodobnie chodzi o konferansjera, aktora Władysława Renard, (wł. Szymon Władysław Czarnocki) (ur. ok. 1868 r. w Warszawie, zm. 21 stycznia 1937 r. w Wilnie).
[4] Aktor, reżyser, dyrektor teatru Seweryn Józef Leśniewski (wł. S.J. Nasberg) (ur. 10 kwietnia 1884 r., zm. 31 grudnia 1945 r. w Skolimowie).
Józef Leśniewski.
Zdjęcie z encyklopediateatru.pl
[5] Aktor, reżyser Jan Stanisław Śliwiński (ur. 8 maja 1882 r. w Krakowie, zm. 17 listopada 1972 r. w Poznaniu).
Stanisław Śliwiński.
Zdjęcie z encyklopediateatru.pl
[6] Aktor, reżyser Aleksander Alisiewicz (wł. A. Bruce) działał w latach 1901-1918.