Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prasa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 marca 2019

Awantura w willi "Nowina"

"Kurier Warszawski" ze środę 26 września 1923 r. podał bardzo ciekawą informację:

Na tle zatargów mieszkaniowych 

W ubiegłym tygodniu karny wydział odwoławczy warsz[awskiego] sądu okręgowego rozpoznawał sprawę Kazimierza i Marii małż[eństwa] Węckowskich, oskarżonych z art. 507 k. k.[1] Sprawa sama przez się drobną, mająca jednak zasadnicze znaczenie wobec obecnych stosunków mieszkaniowych. powstała w sądzie na skutek skargi p[ana] Wacława Rozwadowskiego[2]zam[ieszkałego] w Skolimowie w willi "Nowina", pozostającej w dożywotnim użytkowaniu p[ani] Marii Węckowskiej[3].

Willa "Odpoczynek" -  Skolimów

Zgodnie z powyższą skargą p[aństwo] Węckowscy, mając zatarg mieszkaniowy z p[anem] Rozwadowskim przed wniesieniem sprawy do sądu naszli w dniu 2 maja mieszkanie p[ana] Rozwadowskiego i przez gwałtowne i obraźliwe zachowanie się w stosunku do domowników p[ana] Rowadowskiego, jak również przez późniejsze szykany usiłowali zmusić go do opuszczenia zajmowanego w willi mieszkania. Sąd pokoju w Piasecznie, sądząc w 1-ej instancji powyższą sprawę, nie znalazł w niej elementów przestępstwa, przewidzianego w art. 507 k. k.: inaczej jednak na sprawę spojrzał sąd okręgowy, który, mając na względzie, iż każdy spór o prawo cywilne rozstrzygają sądy i że zastosowanie w podobnym wypadku gwałtu posiada cechy przestępstwa, przewidzianego przez art. 507 k. k., wydał wyrok, mocą którego. uchylając wyrok sądu pokoju, skazał oboje małż[onków] Węckowskich na karę grzywny po 120,000 marek każde z zamianą w razie niewypłacalności na miesiąc aresztu oraz na poniesienie kosztów sądowych.



[1] Kto za pomocą gwałtu na osobie lub groźby karalnej, albo nadużycia władzy rodzicielskiej, opiekuńczej lub innej, zmusi inną osobę do wykonania lub zezwolenia na wykonanie czegokolwiek sprzecznego z ustawą lub z obowiązkiem osoby zmuszonej, albo do zrzeczenia się urzeczywistnienia prawa lub spełnienia obowiązku, ulegnie karze więzienia. Jeżeli zmuszający miał słuszny powód do przypuszczenia, że przez przymus urzeczywistnia swoje prawo, ulegnie karze aresztu do 3 miesięcy.
[2] Na skolimowskiej nekropoli pochowany jest Wacław Jordan Rozwadowski, niegdyś dyrektor Banku Handlowego w Warszawie, przedstawiciel Gminy Skolimów-Konstancin do Sejmiku Warszawskiego, prezes Dozoru Szkolnego Konstancina-Skolimowa. Ten Rozwadowski zamieszkiwał willę "Zbyszek".
Ciekawe, że w spisie dyrektorów banków polskich nie figuruje Wacław. Jest natomiast Jan Rozwadowski dyrektor Banku Ziemian S.A. we Lwowie oraz Dionizy Rozwadowski dyrektor Wileńskiego Banku Rolniczo-Przemysłowego S.A. Co ciekawe obaj objęli funkcje w 1920 r. i stracili je w 1926 r. po przewrocie majowym. W. Morawski, Słownik historyczny bankowości polskiej do 1939 roku, Warszawa 1998, ss. 146, 180.
Podobnie sytuacja ma się z dodatkiem Jordan. Wśród rodziny Jordan-Rozwadowskich nie znalazłem Wacława. Patrz strona rozwadowski.org [wejście 26.03.2019]. Występuje natomiast Wacław Rozwadowski w rodzinie pieczętującej się herbem Rogala.
[3] Nie chodzi tu o willę, którą opisał Józef Hertel. Zapis z 1911 r. wskazywał Marię Białkowską jako posiadającą dożywotnią własność willi "Nowina". Patrz J. Hertel, Willa <Nowina> przy Widok 6, Konstancin 1991, s. 8-9. W obu wypadkach dożywotnią własność posiadają Marie...

wtorek, 19 marca 2019

Popłoch w Skolimowie - 1932 r.

"Nowiny Codzienne" z czwartku 11 sierpnia 1932 r. (nr 109) donosiły:

Popłoch na letniskach 
Nagły przyjazd sześciu komorników do Skolimowa 
Trzy czwarte mebli pod sekwestrem 

Od pierwszego sierpnia wszelkie egzekucje zaległości podatkowych prowadzone przez gminy miejskie, zostały przejęte przez władze skarbowe. Nikt jednak z pośród płatników nie mógł przypuszczać, by władze skarbowe tak szybko i tak energicznie wzięły się do pracy. 

To też wielką niespodzianką dla mieszkańców letnisk podmiejskich, zwłaszcza Skolimowa, był wczorajszy przyjazd sześciu egzekutorów skarbowych, zaopatrzonych w szerokie pełnomocnictwa, na których podstawie przystąpili do ściągania wszelkich podatków od właścicieli will. 

Willa - pensjonat “Kowalewo” (na pocztówce błędnie p. Kowalskiej)

Nietrudno sobie wyobrazić panikę, jaka wynikła z tego powodu. Sekwestratorzy w asyście policjantów i funkcjonariuszy gminnych obchodzili wille, żądając natychmiastowego zapłacenia zaległych kwot, w przeciwnym razie grozili zabraniem rupieci. Groźby te zdenerwowały w najwyższym stopniu lokatorów - letników. Perspektywa pozostania bez mebli, z którymi mieszkania są odnajmowane na okres letni, była smutna. Pomyśleć tylko! Letnik, pozbawiony łóżek, musiał by sypiać w hamaku lub na podłodze, zamiast krzeseł używałby skrzynek po węglu, a zamiast stołu — koszów i waliz, sprowadzonych z Warszawy. 

Jeziorka w Skolimowie. Fot. Henryk  Poddębski

Okazało się, że zaległości podatkowe są tak wielkie, iż 75 procent mebli z will trzeba byłoby zabrać. Gdyby je złożono w jedno miejsce, powstałaby góra, sięgająca śnieżnych szczytów Mont Blanc. 

Po stwierdzeniu takiego stanu rzeczy, egzekutorzy wyjechali z niczym, w celu złożenia raportu swoim władzom. Zapowiedzieli jednak że po piętnastym wrócą. Sytuacja jest nadal poważna. 

Wieść o Skolimowskim najeździe rozniosła się szybko po innych letniskach. Na linii otwockiej z tego powodu panuje ogólne przygnębienie. Oczekiwano są nowe ekspedycje już w dniach najbliższych.

wtorek, 12 marca 2019

Straszna śmierć w płomieniach - 1880 r.


"Gazeta Świąteczna" ze stycznia 1881 r. donosiła [autor prawdopodobnie Konrad Prószyński]:

Dziwnym jest, ile to złego dzieje się nie ze złej woli, lecz przez niedbałość i głupotę ludzką. Jakże często zdarza się widzieć ludzi, którzy nie mają baczenia ani na siebie samych, na własne dobro, ani na dobro swych dzieci, nie dbając wcale o ich zdrowie i życie. Nieraz ojcowie patrzą na to, jak ich dziecko czyni coś na swą zgubę, i nie tylko że nie starają się mu w tym przeszkodzić, ale jeszcze sami ku temu dopomagają. W wielu okolicach na przykład szerzy się prawdziwa zaraza: dzieci ledwie od ziemi odrosłe, naśladując starszych, biorą się do palenia tytoniu, a ojcowie i matki na to im pozwalają. Co gorsza — zdarzyło mi się w jednej wiosce widzieć tego lata matkę, która zachęcając pięcioletnie dziecko do popilnowania krowy, przyrzekała, że kupi mu za to papierosów. Do czegóż takie postępowanie doprowadzi? 

Kiedym indziej będziemy mówili o innych złych tego skutkach, a teraz przytoczę tu tylko jeden przykład, jeden wypadek, jaki się tej jesieni zdarzył [1880 r.], we wsi Dąbrówce, leżącej na drodze z Warszawy do Piaseczna. Gospodarz tamtejszy, Michał Buzek, miał pięcioro własnych dzieci i szóstego siostrzeńca, a tymczasem izba w chacie jego dla takiej gromadki była za szczupła. Wyprawiał więc zwykle starsze dzieci na noc do stodoły i dla bezpieczeństwa zamykał je tam na kłódkę. Najstarszym pomiędzy dziatwą był ów siostrzeniec Jan Rosłon, chłopiec 14-letni, który zapatrując się na starszych bawił się w palenie papierosów. Pewnego wieczora w miesiącu październiku poszły dzieci podług zwyczaju spać do stodoły. Oprócz Janka udał się tam 13-letni Stach, 9-letnia Kasia i 7-letnia Maryśka. Światła żadnego dzieci z sobą nie wzięły. Buzek zamknąwszy stodołę od nadworzą [podwórza], położył się w izbie, i oboje gospodarstwo usnęli. W tym budzi się gospodyni i spostrzega, że cała stodoła a przy niej stajnia i obora stoją w ogniu. Ściąga przerażona męża z łóżka i śpieszą na ratunek. Ale Buzek, z twardego snu nagle zbudzony i nieprzytomny, nie wiedział co czynić i zaczął tylko wołać na ludzi ze wsi. Gdy sąsiedzi z pomocą przybiegli i chcieli wrota od stodoły otworzyć, przepalony dach zawalił się do środka. Ratunku więc już dla dzieci nie było żadnego. Po ugaszeniu ognia znaleziono tylko przepalone kości leżące w jednym miejscu. Widać że nieszczęśliwe dzieci, nie mając żadnego ratunku, tuliły się w męczarniach do siebie. Lecz skądże powstał ogień? Wykryło się to niebawem, bo karczmarz zeznał, że Janek Rosłon kupił u niego tego dnia kilka papierosów i paczkę zapałek; a dzieci ze wsi opowiedziały, że tenże Janek sprawunek swój im pokazywał i przechwalał się, że wieczorem palić będzie. 


Przez swawolę więc chłopaka, na jaką nierozumni rodzice nieraz pozwalają, zginęło taką straszną śmiercią czworo dzieci, spłonęły budowle gospodarskie, a w nich i cały inwentarz włościanina. Na dobitek jeszcze i on sam został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej za nieciągnięty do odpowiedzialności sądowej za niedozór [brak dozoru] nad dziećmi. — Niechże ten wypadek będzie przestrogą dla innych!

wtorek, 5 marca 2019

Walka z gruźlicą - Konstancin 1925 r.


"Kurier Warszawski" w 1925 roku donosił:

Walka z gruźlicą

W tych dniach otwarto siódmą z kolei w pow. warszawskim przychodnię przeciwgruźliczą w Konstancinie. Przychodnia ta będzie obsługiwała gminy: wilanowską, Konstancin-Skolimów i Jeziornę. Będzie utrzymywana przez sejmik warszawski przy współudziale trzech gmin. Zadaniem jej będzie walka z gruźlicą oraz innymi chorobami społecznymi, roztoczenie opieki lekarskiej nad dziećmi, uczęszczającymi do szkół 'powszechnych w trzech gminach. Przy przychodni otwarto gabinet dentystyczny wyłącznie dla dziatwy szkolnej.

Przychodnia wykonywać będzie również szczepienia ochronne przeciwko chorobom zakaźnym.

wtorek, 26 lutego 2019

Niezwykła sprawa ze Skolimowem w tle

Dżentelmen do wysokości 1000 zł. 
Niezwykła sprawa między lekarzem, mężem, żoną i kochanką 

Pod takimi tytułami łódzki "Express" donosił z Warszawy:



Znany ginekolog dr Marian Porajski[1] (Wilcza 76) wdał się w bardzo skomplikowany proces z bogatym przemysłowcem p[anem] Albinem P. o honorarium za operację. 
Stan faktyczny sprawy jest dość niepowszedni. 
Pewnej nocy po dr. Porajskiego zajechał elegancki samochód, zabierając go; do Skolimowa, gdzie — jak mu oświadczono — żona przemysłowca pana P. oczekiwała rozwiązania. Lekarz spędził przy chorej całą noc, nie doczekał się jednak połogu. 
Mąż pacjentki obiecał załatwić rachunki po zakończeniu opieki nad chorą. 
Po trzech tygodniach wezwano dr. Porajskiego ponownie. Tym razem był już potrzebny istotnie i musiał dokonać trudnej operacji oraz szeregu późniejszych zabiegów chirurgicznych 
Po paru dniach p[an] P. zjawił się u lekarza w sprawie honorarium. Lekarz wystawił ogólny rachunek na 1000 zł.: za pierwszą wizytę w nocy, operację, oraz dwie wizyty w celu zdjęcia klamer i opatrunków. 

Wejście do Lourse'a w Hotelu Europejskim.
Zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Umówiono się na następny dzień u Lourse‘a[2], gdzie pan P. miał oczekiwać za pieniędzmi i samochodem w celu zabrania doktora do chorej. 
Pan P. nie zjawił się jednak ani w cukierni, ani też w ogóle, wobec czego dr Porajski wystąpił przeciw małżonkom p[anu] Albinowi i p[ani] Wandzie z powództwem o umówione honorarium. 

Na rozprawie pełnomocnik pozwanych wystąpił z niespodzianką. Okazało się, że małżonka pana P. nie ma nic wspólnego ze Skolimowem, a osoba, odbywająca w tym miejscu intymną kurację, była tylko przyjaciółką przemysłowca i nazywała się p[ani] Wanda W. 
Sąd pierwszej instancji skazał pana P. na zapłacenie żądanej przez lekarka sumy, zwalniając go od solidarności z żoną. 
Pozwany odwołał się do drugiej instancji, gdzie wysunął nową tezę. 
— Ja nie mogę płacić honorarium, gdyż sprawę tę powinna załatwić pani Wanda W., ona to bowiem, a nie ja wzywała lekarza. Moja rola polegała jedynie na udzieleniu samochodu. 
Wydział odwoławczy Sądu okręgowego pod przewodnictwem prezesa Stankiewicza uznał wyjaśnienia porwanego za wykręty i uprzedni wyrok zatwierdził, obciążając nadto przemysłowca kosztami za dwie instancje. 


[1] Dr med. Marian Porajski był w latach 1935-1938 dyrektorem Miejskiego Zakładu Ginekologiczno – Położniczego im. św. Zofii przy ul. Żelaznej 88 w Warszawie. 
[2] Cukiernia " Lourse" powstała w 1821 r. Przeniosła się do Hotelu Europejskiego w 1873 r.

wtorek, 19 lutego 2019

Banda "hr. Gucia" bywała w Skolimowie i Konstancinie

Banda „Hr. Gucia" wpadła w ręce wywiadowców


Wydział śledczy pow[iatu] warszawskiego aresztował dwóch włamywaczy, którzy dokonali włamań we Włochach, Pruszkowie, Milanówku, Skolimowie i Konstancinie. Aresztowani zostali Kazimierz Żywczyński lat 21, Kazimierz Kamiński lat 25, zam[ieszkały] przy ul. Hutniczej 1 w Gocławku. Do włamań przyznali się. Rzeczy oddawali paserowi i hersztowi szajki Władysławowi Gawronkiewiczowi, używającemu pseudonimu "hr. Gucio", zam[ieszkały] przy ul. Towarowej 51.
W mieszkaniu Gawronkiewicza znaleziono cały skład skradzionych rzeczy, jak futer, obuwia, ubrań, patefonów itd.

za: "ABC-Nowiny codzienne" nr 22 z 22 stycznia 1939 r.
zdjęcie z filmu "Niebezpieczny romans" 1930 r. 

wtorek, 5 lutego 2019

Włamywacz z Jeziorny

Młodociany włamywacz rozpłakał się nad pustą kasą 


Do kasy kolejowej w Jeziornie Królewskiej włamał się Stefan Mieczysław Brzezina, lat 15, mieszkaniec Jeziornej. Brzezina skradł kasetkę i ukrył ją, zakopując w ogrodzie. Policja młodocianego włamywacza aresztowała. Wskazał on miejsce w którym ukrył kasetkę. Po otworzeniu okazało się, że pieniędzy w niej nie ma. Brzezina na widok pustej kasetki rozpłakał się, bowiem, nie mogąc rozbić kasetki, przypuszczał, że znajdują się wewnątrz pieniądze.


za: "ABC - Nowiny Codzienne" nr 22 z 22 stycznia 1939 r.

wtorek, 29 stycznia 2019

Konstancin - a Mussolini

W stałej rubryce sobotniego wydania "Kuriera Warszawskiego" SZTYCHY (nr 208 z 31 lipca 1926 r.) ukazał się felieton Zdzisława Kleszczyńskiego (ps. Sęk) dotyczący Konstancina.

Energiczny i trzeźwo myślący dyktator współczesnych Włoch, Mussolini, od tego przede wszystkim zaczął w swej ojczyźnie sanację, że podwindował srodze zaniedbane... finanse. 
Ostatnio zaś, stwierdziwszy, iż forestiery [Francuzi] jakoś od Italii stronią, że hotele przeświecają pustką, że kupcy narzekają na zły sezon, że Niemców latoś skąpo — rzucił szef włoskiego rządu inot d‘ordre: 
- Obniżać ceny! 
Jakoż, zaczęły na gwałt obniżać ceny hotele i pensjonaty w całych Włoszech: koleje włoskie zastosowały bardzo wydatne zniżki; uczyniono niejeden wersalski gest pod adresem cudzoziemców, kierując się dobrze zrozumianym interesem własnym... 
Bo pozycja "Fremdenverkehr'u‘" [turystyki] w ojczyźnie Dantego to nie fraszka! 


Notable konstancińscy nie zgadzają się z Mussolinim. Nie wychodzą z tych samych założeń, co Mussolini. Mają program budżetowy znacznie dojrzalszy, lepszy. Mądrzejszy! Ustawili w tych dniach barierę przy wjeździe. Przy barierze ustawili kilku bardzo sympatycznych młodzieńców - i każą sobie opłacać haracz w kwocie 3-ch (trzech!) złotych za wjazd do uroczego Konstancina, autem. 
"Drogą lądową." 
„Drogą morską" (t j. kolejką wilanowską, kołyszącą, jak fale La Manche) można na razie, po dawnemu, wjeżdżać darmo. 
- Hm... Trzy złote... Dlaczego nie trzydzieści? Nie trzysta? 
Normalne rogatkowe (choć i to przeżytek!) wynosi 20-50 groszy. Jeden jedyny Zakroczym, o ile nas pamięć nie myli, wysadził się na podobny absurdalny haracz — to też omija go, kto może... A tu nagle Konstancin! 


Nie przeczymy, że mnogie ma - i ważkie - atuty gmina konstancińska, wobec których atuty takiego Mussoliniego bledną! Te balsamiczne wonie w okolicach kasyna, zatykające (o, tak!) za pas Taorminę i Capri!... Te arcydzieła sztuki, rozsiane między willami!... Te wykopaliska arcycenne, gaszące Pompeję! Te freski cudne, zabijające Willę Dionizyjskich Misterii!... 
- A cóż dopiero wulkany? Kiep Wezuwiusz! Jednego dnia na zabawie strażackiej nożami się rżną... Kiedy indziej, w cichej willi, z rewolwerów walą... Trup się ściele gęsto... Jest na co popatrzeć! 


A swoją drogą, Szanowni Państwo, odłożywszy żarty na stronę, trzeba się nareszcie poważnie zapytać: 
- Czy używanie lokomocji samochodowej jest występkiem? 
Bo wszystko się składa na to, żeby sobie nasi nieszczęśni automobiliści żyły otworzyli, albo gardła popodrzynali: szos w okolicach Warszawy, jak już kilkakrotnie pisaliśmy, prawie niema: kupy szutru i kilometry wybojów nie są szosami. 
Jeżeli jeszcze jazda jedyną możliwą drogą, lądującą w Konstancinie, ma być tak kosztowna, jeżeli obywatel, spędzający lato w tej czarownej miejscowości, ale mający interes w Warszawie, ma opłacać dzienny podatek w kwocie 3-ch, a czasem, jak dobrze pójdzie, i 6-ciu złotych - to czy nie lepiej, w ogóle, wrócić do komunikacji furmankami?... 

Sęk 

P. S. W ostatniej chwili dowiadujemy się, że złowrogą barierę podniesiono. Wisi nad drogą, jak miecz Damoklesa. Od 2-ch dni nikt nie pobiera haraczu. Wjazd po dawnemu, wolny... 
Ale, być może jutro znowu bariera zapadnie, a nieszczęśliwi automobiliści będą musieli opłacać, tytułem rogatkowego... 3000 złotych? 
- Chi lo sa? [kto wie]


Zdzisław Kleszczyński (1889-1938) pisarz, poeta, dziennikarz. W latach 1924-1938 był felietonistą „Kuriera Warszawskiego”. Równolegle od 1926 r. do 1931 r. pełnił funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Radio”.

wtorek, 22 stycznia 2019

Krwawa bójka w Skolimowie - 1926


Zbierając materiały do nowego wydania historii Ochotniczej Straży Pożarnej w Skolimowie trafiłem na ciekawą informację. W sobotę 17 lipca 1926 r.  w Skolimowie:


Ochotnicze straże pożarne w warszawskich letniskach podmiejskich urządziły pod Skolimowem zabawę ludową, na którą licznie przybyli stali mieszkańcy tych miejscowości. W czasie zabawy wybuchła sprzeczka o jedną z tancerek. Strażak jej towarzyszący dobył topór i ugodził nim jednego z uczestników, co wywołało ogólną bójkę, która przeniosła się aż pod dworzec w Konstancinie, gdzie powstał popłoch wśród letników. Letnicy uzbrojeni w rewolwery położyli kres mordowni. Pięciu uczestników „zabawy" jest lekko rannych, czterech z nich jeszcze po przewiezieniu do szpitala nie odzyskało przytomności, 11 osób [jest] lżej rannych


Warto dodać, że kres bójce położyli będący na miejscu oficerowie:

W Skolimowie niedaleko Warszawy pokłócili się podczas zabawy goście z strażnikiem tak dalece, że przyszło do krwawej bójki na kije i topory. Zaciętej walce przybierającej coraz, większe rozmiary, położyło wreszcie kres kilku oficerów przy pomocy rewolwerów i szabli. Pięciu strażników ciężko zraniono, czterech nie odzyskało dotąd przytomności, 15 osób [jest] lekko ranione [rannych].

za: "Gazeta Wągrowiecka" nr 86 z 20 lipca 1926 r., "Dziennik Kujawski" nr 172 z 30 lipca 1926 r.

wtorek, 15 stycznia 2019

Brzytwa w ręku szaleńca - Skolimów 1929

Piękne letnisko Skolimów. Miejsce wypoczynku wielu wczasowiczów, głównie z Warszawy. Woda, zieleń, czyste powietrze. Zabawy, rauty, pokazy, występy. Ale miał on też inną twarz, ukrytą...

W nocy z soboty na niedzielę [6 na 7 lipca 1929 r.] rozegrała się w Skolimowie krwawa tragedia, której szczegóły są następujące: 


W domu Grunwalda [może pisał się przez ü] zamieszkuje 38-letni Jan Napruszewski, nałogowy alkoholik, z nieślubną żoną 32-letnią Franciszką Siekierską, oraz dwojgiem drobnych dzieci. 

Dnia 24 ub[iegłego] miesiąca [czerwca] Napruszewski, w dniu swych imienin po obfitej libacji posprzeczał się z Siekierską, przy czym ta ostatnia zapowiedziała mu, że porzuci go. Od tego czasu Napruszewski popadł w melancholię i w dalszym ciągu pił dzień w dzień. W ub[iegłą] sobotę [6 lipca] Napruszewski dostał ataku furii, groził wszystkim domownikom, że pozabija ich. Po pewnym czasie Napruszewski uspokoił się nieco lecz w dalszym ciągu był silnie zdenerwowany. 

Około godz. 2 [w nocy], gdy wszyscy domownicy byli pogrążeni we śnie, Napruszewski, który wcale nie położył się do łóżka, zbliżył się do stolika wziął brzytwę i poderżnął gardło śpiącej Siekierskiej. Ranna ofiara zaczęła jęczeć i obudziła w ten sposób siostry swe 24-letnią Jadwigę Siekierską, 34-letnią Stanisławę Czarnecką i męża jej Tomasza, którzy tegoż dnia przyjechali z Warszawy w odwiedziny. Wtedy szaleniec doskoczył do Czarneckiej i zadał jej głęboki cios brzytwą od szczytu ramienia prawego aż do samych kończyn. Rana była zadana tak głęboko, że uległy przecięciu arterię i ścięgna, w następstwie czego wynikł silny upływ krwi. 


Na krzyk żony nadbiegł z sąsiedniego pokoju mąż jej Tomasz, na którego również usiłował rzucić się szaleniec. Jednak Czarnecki w porę zasłonił się krzesłem. Widząc to Napruszewski targnął się na życie, podcinając sobie gardło. 

Szalejąca w tym czasie burza i ulewa udaremniały pozostałym przy życiu domownikom wyjście z domu, celem zaalarmowania policji lub lekarza. Z powodu zerwania przez burzę przewodników telefonicznych, nie można było zażądać pomocy z Warszawy. Dopiero następnego dnia wyruszyła na miejsce karetka. 

Karetki warszawskiego pogotowia ratunkowego - 1929 r.
Zdjęcie z moich zbiorów

Siekierską i Czarnecką przewieziono do szpitala [Dzieciątka Jezus], gdzie Czarnecka pomimo usilnych zabiegów zmarła z powodu silnego upływu krwi. Napruszewskiego przewieziono do szpitala św. Jana Bożego. Według opinii lekarzy stan Siekierskiej i Napruszewskiego nie budzi poważniejszych obaw.


Za: "Słowo Pomorskie" nr 156 z 10 lipca 1929 r., "Dziennik Bydgoski" nr 35 z 10 lipca 1929 r.

wtorek, 8 stycznia 2019

Zbrodniarz Kościuk był też w Skolimowie - 1937

Łódzkie "Echo" informuje:



POTWORNY DUSICIEL SŁUŻĄCYCH 
Szczegóły aresztowania niebezpiecznego zbrodniarza 

WARSZAWA, 18. 3. – Patrol policji na ulicy Wolność zatrzymał osobnika, którym okazał się Władysław Maj. Oświadczył on, że mieszka na ul. Wolność nr 5 i że dokumenty jego są złożone w administracji domu. Policja stwierdziła, że książeczka wojskowa zatrzymanego jest sfałszowana. Nadto Wojewódzki Urząd Śledczy otrzymał meldunek, że we wsi Adamowa Góra, pow. sochaczewskiego, w podstępny sposób została okradziona Maria Majcher, siostra rolnika tej wsi Władysława Majchra i że o kradzież oskarżony był Władysław Maj, który przychodni do niej w roli narzeczonego. 

W Wojewódzkim Urzędzie Śledczym zrobiono daktyloskopijne odciski aresztowanego Maja i przesłano do Centrali Służby Śledczej, gdzie okazało się, że jest to Marian Kościuk, lat 32, urodzony we Lwowie poszukiwany za morderstwo. 


W dniu 18 lipca 1933 r. Kościuk, i zawodu cukiernik, od dłużnego czasu bezrobotny, dokonał morderstwa na osobie służącej, Józefy Zalot, lat 21, która pracowała u Hersza Frydmana przy Hoffmana nr 4 we Lwowie. Kościuk przychodził do Zalotówny w charakterze narzeczonego i korzystając z nieobecności Frydmana w domu udusił Zalotównę, ograbił mieszkanie z biżuterii i zabrał oszczędności swej ofiary. 


Dla zatarcia śladów zbrodni, oblał zamordowaną naftą i podpalił. Powstał pożar, który miejscowa straż ugasiła. Policja zbrodnię wykryła. Od tej chwili Kościuk ukrywał się. 

Ostatnio Kościuk zamieszkał z Zofia Żórek, służącą przy ul. Wolność. Żurek miała większą sumę uskładanych pieniędzy i pod pozorem ożenku niewątpliwie Kościuk wyłudziłby od dziewczyny pieniądze gdyby nie został aresztowany. 

Poza tym Kościuk dokonał rabunku w Skolimowie okradając służącą. 

Ukrywanie się Kościuk ułatwiał sobie sprytnym fałszowaniem dokumentów. Ustalono, że występował on pod nazwiskiem Wacława Grzelczaka, Tadeusza Bitnera, Aleksandra Pawlaka, T. Bednarskiego, Mariana Orłowskiego i ostatnio Wacława Maja. Ostatnio Kościuk poszukiwany byt przez prokuratora z Siedlec, za dokonanie rabunku pod Stoczkiem Węgrowskim, gdzie również usiłował udusić Marię Malinowską, służącą, lat 19 i ograbić. Decyzją sędziego śledczego, Kościuk został osadzony w więzieniu przy ulicy Dzielnej. 

Najprawdopodobniej ofiarą potwornego dusiciela jest również pokojówka Kazimiera Boksówna, lat 30, której zwłoki znaleziono na polach wsi Wielkie Woje, gm. Wychodź, pow. płońskiego, w dniu pierwszego czerwca ubiegłego roku, Boksówna została uduszona, Pracowała ona u R. Perechodnikowej przy ulicy Nowolipki nr 31 w Warszawie. W dniu 30 maja ubiegłego roku B[oksówna] pożegnała chlebodawców, wyjeżdżając na dwutygodniowy urlop do rodziny, zamieszkałej w Naruszewie.


Z Warszawy odjechała statkiem „Herold", udającym się w kierunku Płocka. Boksówna najprawdopodobniej poznała swego mordercę na statku i zgodziła się wysiąść z nim w Wychodźcu, nie dojechawszy do końcowej stacji Czerwińsk, skąd drogą lądową do Naruszewa miała jeszcze około 15 kilometrów. B[oksówna] wiozła ze sobą większą ilość paczek zawierających liczne prezenty dla rodziny. Paczek tych, ani oszczędności, jakie miała przy sobie, przy trupie nie znaleziono. 

Energiczne dochodzenie prowadzone jest nadal celem wykrycia wszystkich zbrodni Kościuka.

wtorek, 1 stycznia 2019

Aktorzy w Skolimowie - 1914


W "Kurierze Warszawskim" 105 lat temu ukazała się krótka wzmianka o występach w Skolimowie. 


Teatr letni w Skolimowie 

W ubiegłą niedzielę [19] w pięknej miejscowości letniej w Skolimowie w parku „Zagłobin" odbyła się zabawa w połączeniu z przedstawieniem teatralnym, które wypełniły trzy jednoaktówki pt. „Dryndziarz", "Nektar miłości" i „Wesoły detektyw", z udziałem pp.: Ireny Leśniewskiej[1], M. Leszko[2], Z. Renard[3], J. Leśniewskiego[4], S. Śliwińskiego[5], Alisiewicza[6], Kubickiego i innych.
 
Willa "Zagłobin" w Skolimowie

Wszyscy wykonawcy wywiązali się ze swych zadań bardzo pomyślnie, za co tłumnie zebrana publiczność darzyła ich niemilknącymi oklaskami. 

Zabawę poprzedził konkurs piękności pań. Pierwszą nagrodę otrzymała p[ani] Kazimiera Czaplińska (złoty duży medalion), druga — p[ani] Irena Leśniewska (srebrny żeton). 

Pomysłowe i starannie urządzane zabawy tłumnie odwiedzają letnicy Skolimowa i okolicy, spędzając czas bardzo wesoło w dni świąteczne w uroczym parku.



[1] Aktorka Irena Leśniewska (pseud. Gniewosz), (ur. 20 października 1886 r. w Warszawie, zm. 18 stycznia 1930 r. w Warszawie). Żona Seweryna Józefa Nasberga.
[2] Być może chodzi o aktorkę Anielę Krystynę Leszko działającą w latach 1908-1923.
[3] Prawdopodobnie chodzi o konferansjera, aktora Władysława Renard, (wł. Szymon Władysław Czarnocki) (ur. ok. 1868 r. w Warszawie, zm. 21 stycznia 1937 r. w Wilnie).
[4] Aktor, reżyser, dyrektor teatru Seweryn Józef Leśniewski (wł. S.J. Nasberg) (ur. 10 kwietnia 1884 r., zm. 31 grudnia 1945 r. w Skolimowie).
Józef Leśniewski.
Zdjęcie z encyklopediateatru.pl
[5] Aktor, reżyser Jan Stanisław Śliwiński (ur. 8 maja 1882 r. w Krakowie, zm. 17 listopada 1972 r. w Poznaniu).
Stanisław Śliwiński.
Zdjęcie z encyklopediateatru.pl
[6] Aktor, reżyser Aleksander Alisiewicz (wł. A. Bruce) działał w latach 1901-1918.


wtorek, 18 grudnia 2018

Skolimów i Konstancin bawi się - 1917 r.


Niedziela. 12 sierpnia 1917 r. Co to był za dzień. Konstancin i Skolimów pełen gości, którzy zjechali tu, żeby uczestniczyć w interesujących wydarzeniach kulturalnych. Trudno było się zdecydować, co wybrać. Czy wysłuchać koncertu orkiestry Opery Warszawskiej, czy wziąć udział w skolimowskim podwieczorku... 

W Konstancinie:
Stacja Konstancin.
Zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Orkiestra opery warsz[awskiej] w Konstancinie 

Dziś odbędzie się wielki koncert orkiestry Opery Warsz[awskiej] w parku w Konstancinie pod dyr[ekcją] Tadeusza Mazurkiewicza[1].
Na program złożą się dzieła: Wagnera, Bizeta, Ponchiellego, Webera, Gounoda, Griega i inn. Świetny program koncertu naszej opery ściągnie niezawodnie liczną publiczność. Początek koncertu o 5 p[o] p[ołudniu].

W Skolimowie: 
Willa "Zagłobin" w Skolimowie.
Zdjęcie ze strony allegro.pl

Podwieczorek artystyczny w Skolimowie 

Dziś, w sali "Zagłobin" w Skolimowie, odbędzie się drugi z cyklu podwieczorków, organizowanych przez p[ana] Andrzeja Własta. Dochód przeznaczono tym razem na rzecz polskiego komitetu opieki nad jeńcami. 
Udział w koncercie przyrzekły np. R. Bończa, W. Dobosz-Markowska, M. Kamińska, H. Małkowski, S. Oksza, J. Urstein i E. Żytecki. Akompaniować będzie p[ani] Mira Wereszczyńska[2]Początek o g. 4 1/2 po poł[udniu].


za: "Kurier Warszawski" nr 221 z 12 sierpnia 1917 r.

[1] Tadeusz Mazurkiewicz, dyrygent, pedagog, pianista (1887-1968). Uczęszczał m.in. do Szkoły Muzycznej Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Następnie studiował w konserwatorium w Lipsku. W 1910 r. wrócił do kraju. W latach 1910–1912 zajmował stanowisko dyrektora Towarzystwa Muzycznego w Piotrkowie. W 1912 r. został dyrektorem Towarzystwa Śpiewaczego «Lutnia» w Łodzi. W 1915 r. założył Filharmonię Łódzką. W 1917 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie był jednym z dyrygentów Teatru Wielkiego. Był współzałożycielem i prezesem Związku Artystów Scen Polskich i Związku Zawodowego Muzyków. Po drugiej wojnie światowej wrócił do pracy w Operze Warszawskiej i Wyższej Szkole Muzycznej im. F. Chopina. 
Tadeusz Mazurkiewicz.
Zdjęcie ze strony ipsb.nina.gov.pl

[2] Wszyscy to uznani artyści Warszawy. 
Andrzej Włast, właściwie Gustaw Baumritter (1895-1942 lub 1943), librecista i autor ok. 2000 piosenek; 
Andrzej Włast.
Zdjęcie ze strony pl.wikipedia.org 

Rafaela Bończa Rutkowska-Skórewicz (1884-1931); Waleria Dobosz-Markowska (1887-1982); Maria Kamińska-Latoszyńska (1875-1946); Henryk Małkowski (1881-1959); Stanisław Oksza (?); Józef Urstein (1884-1923); 
Józef Urstein.
Zdjęcie ze strony pl.wikipedia.org 

Edward Żytecki, właśc. Zysman (1893-1982); Mira Wereszczyńska-Matuszewska (1896-1955).

Mira Wereszczyńska.
Zdjęcie ze strony ipsb.nina.gov.pl 


wtorek, 4 grudnia 2018

"...nie dopisał Skolimów" - 1901 r.


Lipcowy numer "Kuriera Warszawskiego" informował o konstancińskim koncercie, który odbył się w niedzielę 28 lipca 1901 r.

Koncert w Konstancinie

Do rzędu najlepiej urządzonych letnisk pod Warszawa należy bez zaprzeczenia Konstancin, ulubiony punkt wycieczek warszawian. 
Wczorajszy pierwszy koncert, urozmaicony komedyjką pt. „Nowy teatr” [Jana] Chęcińskiego[1]dostarczył licznie zebranym letnikom i gościom okolicznym (nie dopisał Skolimów) dużo przyjemności. 

Jan Chęciński. Zdjęcie ze strony fdb.cz

W ładnie urządzonej hali, przylegającej do Kasyna, na scenie obitej purpurą i ubranej kwiatami, rozpoczął koncert młodociany pianista, Józio Szulc[2]odegrawszy „Impromptu” Chopina bardzo poprawnie.

Józef Szulc.
Zdjęcie ze strony editionsilvertrust.com

P[ani] Helena Tracewska[3]którą niejednokrotnie słyszeliśmy na koncertach w Warszawie, odśpiewała z prawdziwym powodzeniem: „Do mnie pójdź” Denza, „Serenadę” Galla, walca Straussa i szereg utworów nad program.

Helena Tracewska.
Zdjęcie ze strony staremelodie.pl

Młody, lecz bardzo już zaawansowany skrzypek, p[an] Stanisław Grabowski[4]wykonał nader artystycznie „Kartkę z albumu” Wagnera, „Perpetuum” Riessa, „Kołysankę” Renarda, mazura Wieniawskiego i na bis „kołysankę” Nerudy.

Stanisław Grabowski, 1934 r.
Zdjęcie ze strony http://historialomzy.pl

Inicjator koncertu amator-śpiewak, obdarzony pięknym barytonem, p[an] Witold Biernacki doznał gorącego od słuchaczów przyjęcia za wykonane pieśni, szczególniej swojskie. 
Akompaniamentu podjęli się: p[ani] Stanisława Załęska i p[an] W. K. Rupiński, wywiązawszy się z zadania artystycznie. 
„Nowy teatr”, bluetka Jana Chęcińskiego, dwukrotnie już przedstawiona w Towarzystwie łyżwiarskim w tym samym składzie utalentowanych amatorek i amatorów, doznał i tutaj powodzenia. Panie Maria Sommer i Maria Biernacka, oraz p[anowie] Hryniewiecki i Stanisław Hirszel grali i mówili tak swobodnie, iż słuchacze zapominali na chwilę, że mają do czynienia z amatorami.

za: "Kurier Warszawski" nr 207 z 29 lipca 1901 r.

......................................................................
[1] Aktor, reżyser, pisarz Jan Konstanty Chęciński urodził się 22 grudnia 1826 r. w Warszawie. Od 1850 r. do końca życia związany był z z Warszawskimi Teatrami Rządowymi, których był aktorem i wieloletnim reżyserem; wespół z Heleną. Modrzejewską i Siergiejem Muchanowem zapoczątkował reformę repertuaru i stylu gry. W latach 1864–1868 był pedagogiem warszawskiej Szkoły Dramatycznej. Napisał libretta do oper Stanisława Moniuszki (Verbum nobile, Straszny dwór, Paria), tworzył komedie, powiastki i gawędy wierszem, utwory dla dzieci. Zmarł 30 grudnia 1874 r. w Warszawie.
[2] Pianista Józef Zygmunt Szulc, syn skrzypka, dyrygenta i kompozytora Henryka (1836–1903), urodził się 4 kwietnia 1875 r. w Warszawie. Studiował w konserwatorium w Warszawie, następnie u M. Moszkowskiego w Berlinie i I.J. Paderewskiego w Paryżu; dyrygował orkiestrami w Stuttgarcie, Paryżu i Brukseli; pozostawił utwory kameralne, fortepianowe, skrzypcowe, pieśni, balet, operetkę. Zmarł 10 kwietnia 1956 r. w Paryżu. 
[3] Helena Tracewska urodziła się 11 marca 1883 r. w Warszawie. Śpiewu uczyła się u S. Wołoszki oraz u Giustinianiego. Jeszcze jako uczennica wystąpiła 3 października 1900 r. na koncercie Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. 24 stycznia 1902 r. debiutowała w Warszawskich Teatrach Rządowych w partii Broni ("Hrabina"). Potem koncertowała za granicą, m.in. w Strasburgu. Do zespołu opery WTR została zaangażowana dopiero w 1905 r. (pozostała w nim z przerwami do 1915 r.). W sezonie 1907/08 występowała z koncertami w zaborze pruskim. W 1910 r. śpiewała w Teatrze Polskim w Poznaniu, m.in. partię tytułową w "Halce", oraz koncertowała w miastach Pomorza. Do 1923 r. występowała w Teatrze Wielkim, gdy przeszła na emeryturę. W 1924 r. występowała z dużym powodzeniem w Pradze, a także zapewne w Rosji i na południu Europy. W 1925-26 śpiewała znów w Teatrze Wielkim w Warszawie. Od 1945 r. mieszkała w Krakowie i udzielała lekcji śpiewu. Zmarła 26 marca 1959 r. 
[4] Stanisław Grabowski, syn Stanisława organisty i skrzypka, urodził się 13 stycznia 1887 r. w Łomży. Po ukończeniu gimnazjum w Łomży kształcił się w Instytucie Muzycznym w Warszawie, w klasie fortepianu i skrzypiec. Naukę kontynuował w Konserwatorium Carsko-Rosyjskiego Towarzystwa Muzycznego w Petersburgu, gdzie studiował też dyrygenturę. Dyplom dyrygenta uzyskał w Wiedniu. Od 1910 r. był dyrygentem Pawłowskiego Lejbgwardii Pułku w Petersburgu. W 1918 r. wstąpił do Wojska Polskiego w 1920 r. brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1937 r. awansowany został do stopnia kapitana. W latach 1920-1926 dyrygował plutonem trębaczy I Pułku Ułanów Krechowieckich w Augustowie. W lutym 1926 r. przybył do Bydgoszczy i został kapelmistrzem 62 pułku piechoty. Pozostał na tym stanowisku do 1939 r. Doprowadził do zorganizowania w Bydgoszczy orkiestry symfonicznej. współpracował z Towarzystwem Muzycznym, Polskim Radiem, w którym w latach 1937-1939 często występowały zespoły wojskowe (kameralne, dęte i symfoniczne. W czasie wojny przebywał w oflagu. W latach 1945-1948 współtworzył orkiestrę dętą wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej i prowadził do 1953 r. orkiestrę dęta „Służby Polsce”. Jego brat- Zygmunt Grabowski był kapelmistrzem 63 pułku piechoty w Toruniu. Zmarł 31 grudnia 1954 r. w Bydgoszczy. Pogrzeb odbył się w Łomży 4 stycznia 1955 r.