wtorek, 13 czerwca 2017

Jak to z konstancińskim parkiem zdrojowym było...

Lubię przeglądać starą prasę. Szczególnie pisma ilustrowane z przełomu XIX i XX wieku. Kopalnia wiedzy. Nie wspominając już o przepięknych ilustracjach. Zagłębiając się w ich roczniki, znalazłem taki to oto tekst ["Wędrowiec" z 1899 r. nr 23]:


Bardzo niemile dotknęła przed rokiem, nie tylko ogrodników i budowniczych naszych, którym odebrano sposobność i zarobku i wykazania, uzdolnienia, ale również ogół cały; wiadomość, że hrabiowie Skórzewski i Potulicki, przystępując do urządzenia zakładu klimatycznego w bliskości Warszawy, w Oborach, prace wykonawcze powierzyli ludziom obcym -- Niemcom. Czyżbyśmy nie mieli wśród nas fachowców, którzy by równie dobrze umieli wywiązywać [się] z zadania?
   Na pytania, w ten sposób zadawane, nie odpowiadano wcale, więc też czekaliśmy cierpliwie na ową chwilę, gdy daną nam będzie możność podziwiania owych "cudów-niewidów". Jako argument bardzo silny przytaczali ci, którzy nie widzieli w sprowadzaniu kierowników i majstrów obcych nic złego, słynną niesłowność naszych ogrodników, budowniczych i rzemieślników. "Nasi partaczyliby Bóg wie, jak długo tamci zrobią na pewno wszystko w terminie, oznaczonym z góry" -- mówiono nie bez pewnej racji. 


   Tymczasem minął rok, skorzystałem z pierwszego pięknego dnia słonecznego i wyruszyłem kolejką wilanowską do Obór, ażeby na własne oczy obejrzeć roboty już wykonane. Przyznaję, że nie zachwyciłem się bynajmniej. Do zupełnego ukończenia bardzo jeszcze daleko, ale już z tego, co jest, przebija kilka kardynalnych błędów. Przede wszystkim uderza w Oborach zupełny brak ładnych widoków, co w sąsiednim Skolimowie znajduje się na każdym niemal kroku. Panowie Niemcy porobili dalej uliczki nadzwyczaj wąskie, dobre w ogrodzie, ale nie w parku, mającym służyć dla publiczności, która tłumnie się ma tutaj przechadzać. Ostre kanty przy trawnikach także niemile rażą oko, nasi ogrodnicy starają się wdzięcznie wygładzać właśnie te ścięcia ku uliczkom i to wygląda daleko lepiej. Nasi ogrodnicy kierują się dalej zasadą, że drzewa powinny być urozmaicone, tymczasem niemieccy drzewa te zasadzają partiami, kiedy więc dali klony, to już te klony same tylko znajdują się na pewnej przestrzeni itp. Słowem, znać w Oborach, albo raczej w Konstancinie (taką bowiem nazwę nosi dworzec kolejowy, dość gustowny), robotę, sztukę, i jestem pewny, że gdyby nasi ogrodnicy zajęliby się byli tą sprawą, przede wszystkim w obszernych i pięknych dobrach wybraliby inne miejsce, tu bowiem bardzo mało jest wody, skutkiem czego całość razi monotonią.


   Nie jestem fachowcem, nie mogę też sobie rościć pretensji do wypowiadania "ostatniego słowa", uważałbym jednak za bardzo pożyteczne, gdyby Towarzystwo ogrodnicze urządziło wycieczkę, do tej nowej miejscowości klimatycznej. W każdym razie włożono tu setki rubli, a dla ludzi fachowych wielka nadarza się sposobność do obserwacji i uwag. Warto także porównać park oborski z tworzącym się parkiem w Skolimowie; tam Niemcy, tu pan Chrząński [1], tam krocie, tu skromne tysiące, a jednak tzw. deptak skolimowski ma zarys bardzo gustowny.
   Jedno trzeba przyznać inicjatorom, pp. hr. Skórzewskiemu i Potulickiemu, a mianowicie to, że rzutkością swoją sprawili, iż okolica od Jeziorny do Piaseczna podniosła się ogromnie, i kto wie, czy za lat kilka cały świat elegancki Warszawy nie będzie na lato wyruszał w te strony. A wówczas?
   Wówczas, jak dowcipnie wyraził się siedzący obok mnie wybitny przedstawiciel naszego kleru, na skręcie ku Oborom, Jeziornie, Skolimowie stanąć powinien pomnik z napisem: "Milionerzy Hussowi" [2]. Dzielny ten bowiem inżynier bez funduszów pokazał, jaką potęgą są kolejki podmiejskie, wąskotorowe. Sam upadł, ale kolejka pozostała i wzmogła bogactwo krajowe.


   Cytując fragment powyższego tekstu z "Wędrowca" redakcja "Ogrodnika Polskiego"  [nr 17 z 1899 r., s. 401] pyta: Czy takie niedowierzanie własnym siłom długo jeszcze trwać będzie?


[1] Teodor Chrząński, ogrodnik planista z Warszawy. Uczył się w Szkole Ogrodniczej przy Ogrodzie Pomologicznym. Studiował we Francji (m.in. pracował w ogrodach wersalskich). Twórca wielu założeń ogrodowo-parkowych w Łodzi. Wspólnie z Walerianem Kronenbergiem zakładał parki i ogrody w Królestwie Polskim. Członek Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego, w latach 1895-1899 jego sekretarz.
[2] Budowniczy carskich kolei żelaznych inżynier Henryk Huss (1838-1915), jeden z trzech założycieli kolejki wilanowskiej  w 1891 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz