wtorek, 6 czerwca 2017

"Zabicie Wapowskiego" Jana Matejki

Obraz "Zabicie Wapowskiego w czasie koronacji Henryka Walezego" został namalowany w 1861 r. przez Jana Matejkę. Wystawiony został w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Następnie znalazł się w warszawskiej Zachęcie. Zakupił go Prezes Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych – książę Władysław Sanguszko (za 800 florenów). Publicznie prezentowany był dwukrotnie. Pierwszym razem w 1883 r. na wystawie jubileuszowej Jana Matejki na Wawelu oraz w 1894 r. we Lwowie w Pawilonie Matejki w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej. Do 1903 r. był w posiadaniu rodziny Sanguszków. Od 1937 r. obraz uważany był za zaginiony. Odnalazł się w 2012 r. w Ameryce Południowej (znalazł się tam prawdopodobnie w wyniku II wojny światowej). Sprowadzono go do Polski dzięki Salonowi Dzieł Sztuki Connaisseur. Pokazano go na Zamku Wawelskim, a następnie znalazł się w depozycie Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Jan Matejko, 1862 r. Zdjęcie ze zbiorów NAC

W 1574 r. w trakcie uroczystości koronacyjnych Henryka Walezego na Wawelu odbył się turniej. W trakcie jego trwania kopię zatkniętą przez Samuela Zborowskiego podjął dworzanin Jana Tęczyńskiego. Zborowski uznał to za obrazę tak dużą (byle pachołek nie będzie dotykał kopii wysoko urodzonego), że zaatakował Tęczyńskiego śmiertelnie raniąc czekanem Andrzeja Wapowskiego usiłującego zapobiec awanturze. 

Jan Matejko, Zabicie Wapowskiego, 1861 r.
Zdjęcie za pl.wikipedia.org

Obraz przedstawia moment, w którym śmiertelnie rannego Wapowskiego przyniesiono przed oblicze króla. Na pierwszym planie widać grupę z rannym Andrzejem Wapowskim. Po prawej tyłem stoi sprawca Samuel Zborowski z czekanem w dłoni. W centrum widać Jana Tęczyńskiego, proszącego króla o sprawiedliwy wyrok. (Samuel Zborowski, mimo że była to sprawa gardłowa, został skazany tylko na banicję)


Obraz olejny na płótnie ma wymiary 132 × 101 cm. 8 czerwca 2017 r. został  wylicytowany w Domu Aukcyjnym DESA Unicum w Warszawie za 3,7 mln złotych (cena wywoławcza 2,3 mln złotych).

Być może na jego kolejną publiczną prezentację będzie trzeba poczekać... znów kilkadziesiąt lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz