Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Gazeta Świąteczna". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Gazeta Świąteczna". Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2019

Straszna śmierć w płomieniach - 1880 r.


"Gazeta Świąteczna" ze stycznia 1881 r. donosiła [autor prawdopodobnie Konrad Prószyński]:

Dziwnym jest, ile to złego dzieje się nie ze złej woli, lecz przez niedbałość i głupotę ludzką. Jakże często zdarza się widzieć ludzi, którzy nie mają baczenia ani na siebie samych, na własne dobro, ani na dobro swych dzieci, nie dbając wcale o ich zdrowie i życie. Nieraz ojcowie patrzą na to, jak ich dziecko czyni coś na swą zgubę, i nie tylko że nie starają się mu w tym przeszkodzić, ale jeszcze sami ku temu dopomagają. W wielu okolicach na przykład szerzy się prawdziwa zaraza: dzieci ledwie od ziemi odrosłe, naśladując starszych, biorą się do palenia tytoniu, a ojcowie i matki na to im pozwalają. Co gorsza — zdarzyło mi się w jednej wiosce widzieć tego lata matkę, która zachęcając pięcioletnie dziecko do popilnowania krowy, przyrzekała, że kupi mu za to papierosów. Do czegóż takie postępowanie doprowadzi? 

Kiedym indziej będziemy mówili o innych złych tego skutkach, a teraz przytoczę tu tylko jeden przykład, jeden wypadek, jaki się tej jesieni zdarzył [1880 r.], we wsi Dąbrówce, leżącej na drodze z Warszawy do Piaseczna. Gospodarz tamtejszy, Michał Buzek, miał pięcioro własnych dzieci i szóstego siostrzeńca, a tymczasem izba w chacie jego dla takiej gromadki była za szczupła. Wyprawiał więc zwykle starsze dzieci na noc do stodoły i dla bezpieczeństwa zamykał je tam na kłódkę. Najstarszym pomiędzy dziatwą był ów siostrzeniec Jan Rosłon, chłopiec 14-letni, który zapatrując się na starszych bawił się w palenie papierosów. Pewnego wieczora w miesiącu październiku poszły dzieci podług zwyczaju spać do stodoły. Oprócz Janka udał się tam 13-letni Stach, 9-letnia Kasia i 7-letnia Maryśka. Światła żadnego dzieci z sobą nie wzięły. Buzek zamknąwszy stodołę od nadworzą [podwórza], położył się w izbie, i oboje gospodarstwo usnęli. W tym budzi się gospodyni i spostrzega, że cała stodoła a przy niej stajnia i obora stoją w ogniu. Ściąga przerażona męża z łóżka i śpieszą na ratunek. Ale Buzek, z twardego snu nagle zbudzony i nieprzytomny, nie wiedział co czynić i zaczął tylko wołać na ludzi ze wsi. Gdy sąsiedzi z pomocą przybiegli i chcieli wrota od stodoły otworzyć, przepalony dach zawalił się do środka. Ratunku więc już dla dzieci nie było żadnego. Po ugaszeniu ognia znaleziono tylko przepalone kości leżące w jednym miejscu. Widać że nieszczęśliwe dzieci, nie mając żadnego ratunku, tuliły się w męczarniach do siebie. Lecz skądże powstał ogień? Wykryło się to niebawem, bo karczmarz zeznał, że Janek Rosłon kupił u niego tego dnia kilka papierosów i paczkę zapałek; a dzieci ze wsi opowiedziały, że tenże Janek sprawunek swój im pokazywał i przechwalał się, że wieczorem palić będzie. 


Przez swawolę więc chłopaka, na jaką nierozumni rodzice nieraz pozwalają, zginęło taką straszną śmiercią czworo dzieci, spłonęły budowle gospodarskie, a w nich i cały inwentarz włościanina. Na dobitek jeszcze i on sam został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej za nieciągnięty do odpowiedzialności sądowej za niedozór [brak dozoru] nad dziećmi. — Niechże ten wypadek będzie przestrogą dla innych!

wtorek, 10 kwietnia 2018

Ksiądz Wincenty Balul - cd.


Dotarłem do nowych informacji dotyczących Wincentego Balula, o którym pisałem w 2016 r. w postach z 2 lutego, 5 lutego i 22 listopada.

Dwie gazety - "Gazeta Świąteczna" z 1923 r. i "Przewodnik katolicki" z 1932 r. a w nich:


Uroczystość parafialna. Z Piaseczna pod Warszawą piszą do nas: 

W dniu 29 lipca [1923] mieszkańcy Piaseczna byli spółuczestnikami podniosłej uroczystości religijnej. Jego Dostojność arcybiskup metropolita mohylewski, E[dward] Ropp, uproszony przez nauczyciela religii w szkole powszechnej, księdza prałata [Wincentego] Balula, przybył do Piaseczna, aby udzielić dzieciom ze szkoły sakramentu bierzmowania. Uradowane dzieci, wraz z księdzem prefektem i z kierownikiem szkoły [Józefem] Reszczykiem, wyszły na spotkanie dostojnego gościa. Jeden z uczniów, wręczając mu wiązankę kwiatów, wypowiedział serdeczne i proste powitanie od dzieci, po czym zagrzmiało huczne "Niech żyje Arcypasterz!" Uroczystość bierzmowania wyznaczona była na godzinę 5-tą wieczorem. U wylotu głównej ulicy piaseczyńskiej, którą miał przyjechać arcybiskup, wzniesiono bramę powitalną. Przed nią zgromadziły się: straż ogniowa ze swym przewodniczącym, burmistrzem [Wacławem] Kaunem, i z sekretarzem magistratu [Michałem] Borowskim na czele, towarzystwo gimnastyczne "Sokół", szkoła powszechna, schronienie Matki Boskiej Miłosierdzia dla małoletnich dziewcząt ze swymi nauczycielkami, wreszcie proboszcz piaseczyński, ksiądz kanonik [Antoni] Kukalski, poprzedzony przez bractwo kościelne i białą rzęsę dziewczęcą z chorągwiami i sztandarami. W chwili przyjazdu Arcypasterza kapela straży ogniowej zagrzmiała wspaniałym "Boże, coś Polskę"; potem hasło sokołów "Czołem!" przywitało Arcypasterza. Ten wysiadł z powozu wraz z towarzyszącym mu księdzem [Antonim] Około-Kułakiem, odpowiedział również „Czołem!" i z całym orszakiem ruszył po kwiatach, sypanych mu pod nogi przez małe dziewczątka w bieli, ku bramie kościelnej, ozdobionej zielenią i zręcznym z żywych gałązek napisem: "Witaj, Arcypasterzu!" Wszedłszy do kościoła dla uraczenia Najświętszego Sakramentu, Arcypasterz wyszedł wkrótce, już w uroczystych szatach, znowu na cmentarz kościelny, bo tu miał być udzielany sakrament. Towarzyszyli w tej świętej czynności księża: prałat [Antoni] Około-Kułak, prałat [Wincenty] Balul, proboszcz [Ryszard] Borkowski z Jazgarzewa, Harasimowicz z Wilna i ojciec [Konstantinas] Giedrys, marianin z Bielan. Po gorącem, wprost do serca trafiającym przemówieniu, Arcybiskup bierzmował przez dwie godziny. Przystąpiło do sakramentu tego, oprócz 300 dzieci, blisko drugie tyle parafian, którzy się do nich przyłączyli. Opuszczając kościół, musiał Arcypasterz zatrzymać się, choć zmęczony, aby wysłuchać dziękczynnego wierszyka, wypowiedzianego z uczuciem przez jedną dziewczynkę; odpowiedział na jej słowa ze zwykłą ujmującą dobrocią i przystępnością. Nazajutrz przybiegła gromadka uszczęśliwionych dzieci do swego prefekta, aby i jemu podziękować gorąco, boć dobrze rozumiały, że jego to troską i staraniem zgotowana im była tak śliczna uroczystość. Czyste, podniosłe, święte wrażenia, których doznali wszyscy obecni, nie pozostały z pewnością bez następstw; niejedno serce żywiej zabiło dla wyższych, duchowych ideałów... niejedno życie popłynie odtąd innym, szlachetniejszym torem. 

Widz. 


Piaseczno k. Warszawy.
Staraniem Katolickiego Stowarzyszenia Polek i przy współudziale reszty stowarzyszeń parafialnych dzień misyjny oraz święto Chrystusa Króla było w naszej parafii niezwykle uroczyście obchodzone. W dniu misyjnym odbyła się kwesta na rzecz misji. Zebrano przeszło 70 zł. Poza tym sprzedano na ten cel różne pisemka i książeczki w ilości 100 sztuk. W uroczystościach święta Chrystusa Króla wzięło udział 12 organizacji ze sztandarami. W tym dniu odbyło się przyjęcie „rycerek" Krucjaty Eucharystycznej na „apostołki" przez ks. prał. [Wincentego] Balula, a wieczorem odbyła się uroczysta akademia.