Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstancin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konstancin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2019

Walka z gruźlicą - Konstancin 1925 r.


"Kurier Warszawski" w 1925 roku donosił:

Walka z gruźlicą

W tych dniach otwarto siódmą z kolei w pow. warszawskim przychodnię przeciwgruźliczą w Konstancinie. Przychodnia ta będzie obsługiwała gminy: wilanowską, Konstancin-Skolimów i Jeziornę. Będzie utrzymywana przez sejmik warszawski przy współudziale trzech gmin. Zadaniem jej będzie walka z gruźlicą oraz innymi chorobami społecznymi, roztoczenie opieki lekarskiej nad dziećmi, uczęszczającymi do szkół 'powszechnych w trzech gminach. Przy przychodni otwarto gabinet dentystyczny wyłącznie dla dziatwy szkolnej.

Przychodnia wykonywać będzie również szczepienia ochronne przeciwko chorobom zakaźnym.

wtorek, 19 lutego 2019

Banda "hr. Gucia" bywała w Skolimowie i Konstancinie

Banda „Hr. Gucia" wpadła w ręce wywiadowców


Wydział śledczy pow[iatu] warszawskiego aresztował dwóch włamywaczy, którzy dokonali włamań we Włochach, Pruszkowie, Milanówku, Skolimowie i Konstancinie. Aresztowani zostali Kazimierz Żywczyński lat 21, Kazimierz Kamiński lat 25, zam[ieszkały] przy ul. Hutniczej 1 w Gocławku. Do włamań przyznali się. Rzeczy oddawali paserowi i hersztowi szajki Władysławowi Gawronkiewiczowi, używającemu pseudonimu "hr. Gucio", zam[ieszkały] przy ul. Towarowej 51.
W mieszkaniu Gawronkiewicza znaleziono cały skład skradzionych rzeczy, jak futer, obuwia, ubrań, patefonów itd.

za: "ABC-Nowiny codzienne" nr 22 z 22 stycznia 1939 r.
zdjęcie z filmu "Niebezpieczny romans" 1930 r. 

wtorek, 12 lutego 2019

Okupacja nad Jeziorką

W książce Pro memoria (1941-1944). Raporty Departamentu Informacji Delegatury Rządu RP na Kraj o zbrodniach na narodzie polskim (Warszawa/Pułtusk 2004/2005)  znalazło się kilka wzmianek o terenach nad Jeziorką.


Nr 10
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU W OKRESIE 16 KWIETNIA - 31 MAJA 1942 R. 

[rozd.] IV. O polską siłę roboczą 

[pkt.] W Generalnym Gubernatorstwie 

[...] ponieważ werbunek nie daje jednak wystarczającego kontyngentu sił roboczych, a przy tym Arbeitsamty muszą często szybko zaspakajać terminowe zapotrzebowanie sił roboczych - więc także w Gen[eralnym] Gub[ernatorstwie] również nie są rzadkością obecnie obławy publiczne na siły robocze. W okresie sprawozdawczym obławy takie miały miejsce wielokrotnie w różnych punktach Warszawy, a także w Miechowskim, w pociągach pod Żyrardowem i Mińskiem Mazowieckim, w powiecie mińsko-mazowieckim, w Wilanowie, Powsinie, Konstancinie i innych miejscowościach. [s. 169] 

Łapanka. Zdjęcie ze zbiorów NAC

Nr 13
SPRAWOZDANIE Z SYTUACJI W KRAJU W OKRESIE 26 VIII - 10 X 1942 

[rozd.] III. Masowa branka do robót przymusowych 

[pkt.] Na prowincji 

Na terenach prowincjonalnych, w mniejszym niż w Warszawie stopniu, kładą Niemcy nacisk na indywidualne wyznaczenie poszczególnych osób na wyjazdy do Rzeszy. Natomiast główny ich wysiłek idzie tam w kierunku uzyskiwania kontyngentów sił roboczych do gmin i uzupełnienia ich przez masowe obławy. [...] Na podwarszawskie Piaseczno wyznaczono kontyngent 400 ludzi, na Wilanów, Jeziorną i Raszyn po 50-ciu. B[ardzo] szeroki zakres przybrały na prowincji w okresie sprawozdawczym publiczne masowe obławy na ludzi. Są one stosowane na kolejach, kolejkach dojazdowych, na targowiskach, na ulicach i placach miast i miasteczek. Stosowane są one b[ardzo] często przy użyciu dość znacznych sił policyjnych. [s. 237] 

Niemiecka obława na Kercelaku, - 12 maja 1942 r.
Zdjęcie z książki Tomasza Szaroty Okupowanej Warszawy dzień powszedni

Nr 24
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU. GENERALNE GUBERNATORSTWO I ZIEMIE WSCHODNIE W OKRESIE 27 VIII - 20 IX 1943 Z UZUPEŁNIENIAMI Z OKRESU POPRZEDNIEGO 

[rozd.] VII. Terror niemiecki 

[pkt.] Obławy-rewizje-aresztowania 

[...] W dniu 29 sierpnia policja niemiecka otoczyła plac pod Konstancinem, gdzie odbywał się mecz piłki nożnej; aresztowano dużo osób. [s. 475] 

Nr 28
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU ("GENERALNA GUBERNIA") W OKRESIE OD 10 III DO 10 IV 1944 R. I UZUPEŁNIANIA Z OKRESU POPRZEDNIEGO 

[rozd.] II. Terror polityczny, gospodarczy i społeczny 

[...] W gminach Wilanów i Piaseczno pow[iatu] warszawskiego w dn[iach] 6-7-8 III aresztowano ok[oło] 30 osób z gotowej listy. Dn[ia] 9 III spomiędzy aresztowanych rozstrzelano 19 w lesie Kabaty na terenie gm. Wilanów. [s. 587]

Obwieszczenie ze zbiorów Polona.pl

wtorek, 29 stycznia 2019

Konstancin - a Mussolini

W stałej rubryce sobotniego wydania "Kuriera Warszawskiego" SZTYCHY (nr 208 z 31 lipca 1926 r.) ukazał się felieton Zdzisława Kleszczyńskiego (ps. Sęk) dotyczący Konstancina.

Energiczny i trzeźwo myślący dyktator współczesnych Włoch, Mussolini, od tego przede wszystkim zaczął w swej ojczyźnie sanację, że podwindował srodze zaniedbane... finanse. 
Ostatnio zaś, stwierdziwszy, iż forestiery [Francuzi] jakoś od Italii stronią, że hotele przeświecają pustką, że kupcy narzekają na zły sezon, że Niemców latoś skąpo — rzucił szef włoskiego rządu inot d‘ordre: 
- Obniżać ceny! 
Jakoż, zaczęły na gwałt obniżać ceny hotele i pensjonaty w całych Włoszech: koleje włoskie zastosowały bardzo wydatne zniżki; uczyniono niejeden wersalski gest pod adresem cudzoziemców, kierując się dobrze zrozumianym interesem własnym... 
Bo pozycja "Fremdenverkehr'u‘" [turystyki] w ojczyźnie Dantego to nie fraszka! 


Notable konstancińscy nie zgadzają się z Mussolinim. Nie wychodzą z tych samych założeń, co Mussolini. Mają program budżetowy znacznie dojrzalszy, lepszy. Mądrzejszy! Ustawili w tych dniach barierę przy wjeździe. Przy barierze ustawili kilku bardzo sympatycznych młodzieńców - i każą sobie opłacać haracz w kwocie 3-ch (trzech!) złotych za wjazd do uroczego Konstancina, autem. 
"Drogą lądową." 
„Drogą morską" (t j. kolejką wilanowską, kołyszącą, jak fale La Manche) można na razie, po dawnemu, wjeżdżać darmo. 
- Hm... Trzy złote... Dlaczego nie trzydzieści? Nie trzysta? 
Normalne rogatkowe (choć i to przeżytek!) wynosi 20-50 groszy. Jeden jedyny Zakroczym, o ile nas pamięć nie myli, wysadził się na podobny absurdalny haracz — to też omija go, kto może... A tu nagle Konstancin! 


Nie przeczymy, że mnogie ma - i ważkie - atuty gmina konstancińska, wobec których atuty takiego Mussoliniego bledną! Te balsamiczne wonie w okolicach kasyna, zatykające (o, tak!) za pas Taorminę i Capri!... Te arcydzieła sztuki, rozsiane między willami!... Te wykopaliska arcycenne, gaszące Pompeję! Te freski cudne, zabijające Willę Dionizyjskich Misterii!... 
- A cóż dopiero wulkany? Kiep Wezuwiusz! Jednego dnia na zabawie strażackiej nożami się rżną... Kiedy indziej, w cichej willi, z rewolwerów walą... Trup się ściele gęsto... Jest na co popatrzeć! 


A swoją drogą, Szanowni Państwo, odłożywszy żarty na stronę, trzeba się nareszcie poważnie zapytać: 
- Czy używanie lokomocji samochodowej jest występkiem? 
Bo wszystko się składa na to, żeby sobie nasi nieszczęśni automobiliści żyły otworzyli, albo gardła popodrzynali: szos w okolicach Warszawy, jak już kilkakrotnie pisaliśmy, prawie niema: kupy szutru i kilometry wybojów nie są szosami. 
Jeżeli jeszcze jazda jedyną możliwą drogą, lądującą w Konstancinie, ma być tak kosztowna, jeżeli obywatel, spędzający lato w tej czarownej miejscowości, ale mający interes w Warszawie, ma opłacać dzienny podatek w kwocie 3-ch, a czasem, jak dobrze pójdzie, i 6-ciu złotych - to czy nie lepiej, w ogóle, wrócić do komunikacji furmankami?... 

Sęk 

P. S. W ostatniej chwili dowiadujemy się, że złowrogą barierę podniesiono. Wisi nad drogą, jak miecz Damoklesa. Od 2-ch dni nikt nie pobiera haraczu. Wjazd po dawnemu, wolny... 
Ale, być może jutro znowu bariera zapadnie, a nieszczęśliwi automobiliści będą musieli opłacać, tytułem rogatkowego... 3000 złotych? 
- Chi lo sa? [kto wie]


Zdzisław Kleszczyński (1889-1938) pisarz, poeta, dziennikarz. W latach 1924-1938 był felietonistą „Kuriera Warszawskiego”. Równolegle od 1926 r. do 1931 r. pełnił funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Radio”.

wtorek, 25 grudnia 2018

Wycieczka do Konstancina i Skolimowa - 1911 r.

W niedzielę dnia 29 b. m. [października] odbyła się ostatnia w r. b. [1911] wycieczka zamiejska Tow[arzystwa][1] do Konstancina i Obór. Po przybyciu do Konstancina wycieczka udała się do parku miejscowego, gdzie prezes Tow[arzystwa], prof[esor] Kulwieć[2]wygłosił pogadankę o jesieni. Następnie obejrzano Konstancin, podziwiając piękne wille i europejskie urządzenia tego wykwintnego letniska, założonego na wzór niemieckiego Grünewaldu[3].

Kazimierz Kulwieć.
Zdjęcie z pl.wikipedia.org

Z Konstancina udano się malowniczą drogą leśną do sąsiedniego majątku Obór, starożytnej siedziby hr. Potulickich, i obejrzawszy park tamtejszy powrócono inną drogą do Konstancina, skąd brzegiem rzeki Jeziorki wycieczka udała się do pobliskiego letniska Skolimowa dla zwiedzenia tamtejszego kościółka. Wycieczce sprzyjała piękna pogoda jesienna. Uczestniczyło w niej 91 osób pod przewodnictwem p[ani] Rodysówny[4].

Za:



[1] Polskie Towarzystwo Krajoznawcze powstało w 1906 r. Głównym propagatorem idei polskiego krajoznawstwa był Aleksander Janowski, urzędnik Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej w Sosnowcu, a później w Warszawie. W warszawskim mieszkaniu Janowskiego zbierali się ludzie zainteresowani wspólnym odbywaniem wycieczek i poznawaniem ziem polskich. Tu również narodziła się myśl zawiązania organizacji krajoznawczej. Projekt jej statutu złożyli władzom carskim w 1905 r. A. Janowski i Aleksander Patek.
[2] Kazimierz Jakub Kulwieć (urodził się 1 maja 1871 w Turbiszkach (pow. kalwaryjski) na Suwalszczyźnie. W 1897 r. ukończył studia przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim ze stopniem kandydata nauk przyrodniczych. Z inicjatywy Kazimierza Kulwiecia oraz m.in. Zygmunta Glogera i Aleksandra Janowskiego powstało w 1906 r. Polskie Towarzystwo Krajoznawcze. W 1910 r. pod redakcją Kulwiecia zaczął wychodzić organ PTK – „Ziemia”. Był członkiem Zarządu Głównego Polskiej Macierzy Szkolnej w 1908 r. W czasie I wojny światowej w Moskwie organizował polskie gimnazjum i przez trzy lata był jego dyrektorem. Po powrocie do kraju utworzył gimnazjum w Warszawie. W początkach lat 20. XX w. kupił majątek Rusocin nad Świtezią. Zabiegał o uruchomienie placówki krajoznawczej nad Wigrami. W 1929 r. oddano do użytku w Starym Folwarku schronisko PTK, którego patronem został Kazimierz Kulwieć. Od czerwca 1935 r., przez jedną kadencję, pełnił funkcję prezesa Zarządu Oddziału Pomorskiego Ligi Ochrony Przyrody z siedzibą w Toruniu. 10 lutego 1940 r. rodzina Kulwieciów została deportowana w głąb archangielskiej tajgi. Tu zmarł 14 lutego 1943 r. Pozostał po nim olbrzymi dorobek krajoznawczy (publikacje, fotografie) i pedagogiczny. Niestety nie można go było przewieźć do Polski i całość córka Wanda z Kulwieciów-Strumiłłowa (1899–1991) zniszczyła.
[3] Leżał na północ od Berlina (obecnie jego dzielnica). Grünewald zakładano jako letnisko, modny stał się około 1880 r. 
[4] Janina Rodysówna, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego i jego sekretarz.

Odznaka organizacyjna PTK.
Zdjęcie za pl.wikipedia.org


wtorek, 18 grudnia 2018

Skolimów i Konstancin bawi się - 1917 r.


Niedziela. 12 sierpnia 1917 r. Co to był za dzień. Konstancin i Skolimów pełen gości, którzy zjechali tu, żeby uczestniczyć w interesujących wydarzeniach kulturalnych. Trudno było się zdecydować, co wybrać. Czy wysłuchać koncertu orkiestry Opery Warszawskiej, czy wziąć udział w skolimowskim podwieczorku... 

W Konstancinie:
Stacja Konstancin.
Zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Orkiestra opery warsz[awskiej] w Konstancinie 

Dziś odbędzie się wielki koncert orkiestry Opery Warsz[awskiej] w parku w Konstancinie pod dyr[ekcją] Tadeusza Mazurkiewicza[1].
Na program złożą się dzieła: Wagnera, Bizeta, Ponchiellego, Webera, Gounoda, Griega i inn. Świetny program koncertu naszej opery ściągnie niezawodnie liczną publiczność. Początek koncertu o 5 p[o] p[ołudniu].

W Skolimowie: 
Willa "Zagłobin" w Skolimowie.
Zdjęcie ze strony allegro.pl

Podwieczorek artystyczny w Skolimowie 

Dziś, w sali "Zagłobin" w Skolimowie, odbędzie się drugi z cyklu podwieczorków, organizowanych przez p[ana] Andrzeja Własta. Dochód przeznaczono tym razem na rzecz polskiego komitetu opieki nad jeńcami. 
Udział w koncercie przyrzekły np. R. Bończa, W. Dobosz-Markowska, M. Kamińska, H. Małkowski, S. Oksza, J. Urstein i E. Żytecki. Akompaniować będzie p[ani] Mira Wereszczyńska[2]Początek o g. 4 1/2 po poł[udniu].


za: "Kurier Warszawski" nr 221 z 12 sierpnia 1917 r.

[1] Tadeusz Mazurkiewicz, dyrygent, pedagog, pianista (1887-1968). Uczęszczał m.in. do Szkoły Muzycznej Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Następnie studiował w konserwatorium w Lipsku. W 1910 r. wrócił do kraju. W latach 1910–1912 zajmował stanowisko dyrektora Towarzystwa Muzycznego w Piotrkowie. W 1912 r. został dyrektorem Towarzystwa Śpiewaczego «Lutnia» w Łodzi. W 1915 r. założył Filharmonię Łódzką. W 1917 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie był jednym z dyrygentów Teatru Wielkiego. Był współzałożycielem i prezesem Związku Artystów Scen Polskich i Związku Zawodowego Muzyków. Po drugiej wojnie światowej wrócił do pracy w Operze Warszawskiej i Wyższej Szkole Muzycznej im. F. Chopina. 
Tadeusz Mazurkiewicz.
Zdjęcie ze strony ipsb.nina.gov.pl

[2] Wszyscy to uznani artyści Warszawy. 
Andrzej Włast, właściwie Gustaw Baumritter (1895-1942 lub 1943), librecista i autor ok. 2000 piosenek; 
Andrzej Włast.
Zdjęcie ze strony pl.wikipedia.org 

Rafaela Bończa Rutkowska-Skórewicz (1884-1931); Waleria Dobosz-Markowska (1887-1982); Maria Kamińska-Latoszyńska (1875-1946); Henryk Małkowski (1881-1959); Stanisław Oksza (?); Józef Urstein (1884-1923); 
Józef Urstein.
Zdjęcie ze strony pl.wikipedia.org 

Edward Żytecki, właśc. Zysman (1893-1982); Mira Wereszczyńska-Matuszewska (1896-1955).

Mira Wereszczyńska.
Zdjęcie ze strony ipsb.nina.gov.pl 


wtorek, 4 grudnia 2018

"...nie dopisał Skolimów" - 1901 r.


Lipcowy numer "Kuriera Warszawskiego" informował o konstancińskim koncercie, który odbył się w niedzielę 28 lipca 1901 r.

Koncert w Konstancinie

Do rzędu najlepiej urządzonych letnisk pod Warszawa należy bez zaprzeczenia Konstancin, ulubiony punkt wycieczek warszawian. 
Wczorajszy pierwszy koncert, urozmaicony komedyjką pt. „Nowy teatr” [Jana] Chęcińskiego[1]dostarczył licznie zebranym letnikom i gościom okolicznym (nie dopisał Skolimów) dużo przyjemności. 

Jan Chęciński. Zdjęcie ze strony fdb.cz

W ładnie urządzonej hali, przylegającej do Kasyna, na scenie obitej purpurą i ubranej kwiatami, rozpoczął koncert młodociany pianista, Józio Szulc[2]odegrawszy „Impromptu” Chopina bardzo poprawnie.

Józef Szulc.
Zdjęcie ze strony editionsilvertrust.com

P[ani] Helena Tracewska[3]którą niejednokrotnie słyszeliśmy na koncertach w Warszawie, odśpiewała z prawdziwym powodzeniem: „Do mnie pójdź” Denza, „Serenadę” Galla, walca Straussa i szereg utworów nad program.

Helena Tracewska.
Zdjęcie ze strony staremelodie.pl

Młody, lecz bardzo już zaawansowany skrzypek, p[an] Stanisław Grabowski[4]wykonał nader artystycznie „Kartkę z albumu” Wagnera, „Perpetuum” Riessa, „Kołysankę” Renarda, mazura Wieniawskiego i na bis „kołysankę” Nerudy.

Stanisław Grabowski, 1934 r.
Zdjęcie ze strony http://historialomzy.pl

Inicjator koncertu amator-śpiewak, obdarzony pięknym barytonem, p[an] Witold Biernacki doznał gorącego od słuchaczów przyjęcia za wykonane pieśni, szczególniej swojskie. 
Akompaniamentu podjęli się: p[ani] Stanisława Załęska i p[an] W. K. Rupiński, wywiązawszy się z zadania artystycznie. 
„Nowy teatr”, bluetka Jana Chęcińskiego, dwukrotnie już przedstawiona w Towarzystwie łyżwiarskim w tym samym składzie utalentowanych amatorek i amatorów, doznał i tutaj powodzenia. Panie Maria Sommer i Maria Biernacka, oraz p[anowie] Hryniewiecki i Stanisław Hirszel grali i mówili tak swobodnie, iż słuchacze zapominali na chwilę, że mają do czynienia z amatorami.

za: "Kurier Warszawski" nr 207 z 29 lipca 1901 r.

......................................................................
[1] Aktor, reżyser, pisarz Jan Konstanty Chęciński urodził się 22 grudnia 1826 r. w Warszawie. Od 1850 r. do końca życia związany był z z Warszawskimi Teatrami Rządowymi, których był aktorem i wieloletnim reżyserem; wespół z Heleną. Modrzejewską i Siergiejem Muchanowem zapoczątkował reformę repertuaru i stylu gry. W latach 1864–1868 był pedagogiem warszawskiej Szkoły Dramatycznej. Napisał libretta do oper Stanisława Moniuszki (Verbum nobile, Straszny dwór, Paria), tworzył komedie, powiastki i gawędy wierszem, utwory dla dzieci. Zmarł 30 grudnia 1874 r. w Warszawie.
[2] Pianista Józef Zygmunt Szulc, syn skrzypka, dyrygenta i kompozytora Henryka (1836–1903), urodził się 4 kwietnia 1875 r. w Warszawie. Studiował w konserwatorium w Warszawie, następnie u M. Moszkowskiego w Berlinie i I.J. Paderewskiego w Paryżu; dyrygował orkiestrami w Stuttgarcie, Paryżu i Brukseli; pozostawił utwory kameralne, fortepianowe, skrzypcowe, pieśni, balet, operetkę. Zmarł 10 kwietnia 1956 r. w Paryżu. 
[3] Helena Tracewska urodziła się 11 marca 1883 r. w Warszawie. Śpiewu uczyła się u S. Wołoszki oraz u Giustinianiego. Jeszcze jako uczennica wystąpiła 3 października 1900 r. na koncercie Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. 24 stycznia 1902 r. debiutowała w Warszawskich Teatrach Rządowych w partii Broni ("Hrabina"). Potem koncertowała za granicą, m.in. w Strasburgu. Do zespołu opery WTR została zaangażowana dopiero w 1905 r. (pozostała w nim z przerwami do 1915 r.). W sezonie 1907/08 występowała z koncertami w zaborze pruskim. W 1910 r. śpiewała w Teatrze Polskim w Poznaniu, m.in. partię tytułową w "Halce", oraz koncertowała w miastach Pomorza. Do 1923 r. występowała w Teatrze Wielkim, gdy przeszła na emeryturę. W 1924 r. występowała z dużym powodzeniem w Pradze, a także zapewne w Rosji i na południu Europy. W 1925-26 śpiewała znów w Teatrze Wielkim w Warszawie. Od 1945 r. mieszkała w Krakowie i udzielała lekcji śpiewu. Zmarła 26 marca 1959 r. 
[4] Stanisław Grabowski, syn Stanisława organisty i skrzypka, urodził się 13 stycznia 1887 r. w Łomży. Po ukończeniu gimnazjum w Łomży kształcił się w Instytucie Muzycznym w Warszawie, w klasie fortepianu i skrzypiec. Naukę kontynuował w Konserwatorium Carsko-Rosyjskiego Towarzystwa Muzycznego w Petersburgu, gdzie studiował też dyrygenturę. Dyplom dyrygenta uzyskał w Wiedniu. Od 1910 r. był dyrygentem Pawłowskiego Lejbgwardii Pułku w Petersburgu. W 1918 r. wstąpił do Wojska Polskiego w 1920 r. brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1937 r. awansowany został do stopnia kapitana. W latach 1920-1926 dyrygował plutonem trębaczy I Pułku Ułanów Krechowieckich w Augustowie. W lutym 1926 r. przybył do Bydgoszczy i został kapelmistrzem 62 pułku piechoty. Pozostał na tym stanowisku do 1939 r. Doprowadził do zorganizowania w Bydgoszczy orkiestry symfonicznej. współpracował z Towarzystwem Muzycznym, Polskim Radiem, w którym w latach 1937-1939 często występowały zespoły wojskowe (kameralne, dęte i symfoniczne. W czasie wojny przebywał w oflagu. W latach 1945-1948 współtworzył orkiestrę dętą wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej i prowadził do 1953 r. orkiestrę dęta „Służby Polsce”. Jego brat- Zygmunt Grabowski był kapelmistrzem 63 pułku piechoty w Toruniu. Zmarł 31 grudnia 1954 r. w Bydgoszczy. Pogrzeb odbył się w Łomży 4 stycznia 1955 r.



wtorek, 6 listopada 2018

Jeziorka wylała - 1903 r.

W 1903 roku "Gazeta Lwowska" informowała:

Powodzie
Bardzo poważne straty poniosła kolej wilanowsko-piaseczyńska, szczególniej na przestrzeni od Jeziorny do Chylic. Pomimo fundamentalnej budowy plantu na odnodze ku Konstancinowi, podmycie okazało się tak groźne, że onegdaj wstrzymać musiano ruch pociągów i osoby, podążające do tej pięknej miejscowości, zmuszone były wysiadać na przystanku w Jeziornie. Zawsze głęboka i dość szeroka rzeka Jeziorka wezbrała do tego stopnia, że woda podmyła brzegi, znosiła drzewa i czyniła wyrwy nawet na dobrze wybrukowanych podwórzach. Most kolejowy pod Konstancinem został zniesiony, a szyny wiszą nad wodą w powietrzu. 


W Skolimowie park ucierpiał znacznie, wylew Jeziorki dosięgał prawie dworu. Przez całą noc musiano pracować z wytężeniem, ażeby woda nie przedostała się przez uliczki w parku, niszcząc zupełnie świetnie prowadzone gospodarstwo rybne. 

Straty na kolei grójeckiej są mniejsze, chociaż w pobliżu Moczydłowa i Góry Kalwarii plant również ucierpiał, a ruch pociągów odbywał się z wielką ostrożnością. 

za: "Gazeta Lwowska" nr 160 z 16 lipca 1903 r.

wtorek, 2 października 2018

Bombardowanie Konstancina - 1939 r.

Poniedziałkowy dziennik "Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony" z 4 września 1939 r. donosił:

„Wizytówka Goeringa" 
w konstancińskiej willi ambasadora St[anów] Zjedn[oczonych] 

Odwiedziłem wczoraj pod wieczór kwaterę dziennikarską — trzech korespondentów wojennych mr [mister] Smalla z „Chicago Tribune", Patricka Maltanada [Maitlanda] z londyńskiego „Timesa", Carltona Greena z „Daily Telegraphu". „Wielka trójka" rozlokowała się wygodnie w alei Szucha. 

Korespondenci depeszują do swych redakcji o ostatnich wydarzeniach. 

... Zniszczono 64 samoloty niemieckie. ...Jednostki pancerne Rzeszy poniosły wielkie straty. ... Zbąszyń odebrany brawurowym atakiem na bagnety. ...Bombowce niemieckie zabijają kobiety i dzieci... 

Idą wieści w świat o brawurze polskiego żołnierza i niemieckich haniebnych wyczynach. 

Właśnie Amerykanin Small kończy opracowywanie wywiadu z ambasadorem Drexel Biddle'm o bombardowaniu jego willi w Konstancinie [przy ul. Potulickich]. 

Anthony Joseph Drexel Biddle Jr. 
Zdjęcie za: en.wikipedia.org

— Herman Goering — mówi w tym wywiadzie amb[asador] Drexel Biddle — znał mój adres, nie przypuszczałem jednak, że tak prędko złoży mi wizytówkę. 

Zbrodniczy atak nastąpił właśnie w chwili, gdy ambasador wraz z żoną i córką przygotowywał się do wyjazdu samochodem do Warszawy. W willi znajdowała się również przyjaciółka pani ambasadorowej miss Mary Willis Mackenzie z Hopkinsville (stan Kantucky). 

Bombowce leciały bardzo nisko. 

— Tak nisko, że widziałem nawet twarz lotnika — oświadcza ambasador. 

Pani ambasadorowa i jej córka miss Peg[g]y Schultz zachowały całkowity spokój. 

— Jestem z nich dumny, dzielne Amerykanki — stwierdza ambasador. 

Ambasador z małżonką Margaret.
Na drugim zdjęciu Peggy Schultz.
Zdjęcia ze zbiorów NAC

Od wczoraj odłamek bomby znajduje się na biurku ambasadora. Będzie mu stale przypominał o przyrzeczeniu Hitlera, że lotnicy niemieccy otrzymali zakaz bombardowania ludności cywilnej. 

Ambasador Drexel Biddle nie zraził się jednak do Konstancina. W dalszym ciągu chce spędzać tam weekendy. 

Atak bombowców na ambasadora Drexel Biddle'a był naturalnie dla dziennikarzy amerykańskich wielką sensacją, tak zwaną „big story". Bo po pierwsze ambasador Drexel Biddle jest osobistością b[ardzo] znaną w Stanach, atak bombowców nie Jest rzeczą codzienną, a hitlerowcy są znienawidzeni w Ameryce. Setki słów przetelegrafowano o tym ich bestialskim wyczynie. Wojenni radio - reporterzy poświęcili nalotowi na Konstancin całe audycje. 

Hugh Carlton Greene
Patrick Francis Maitland

Pozostali lokatorzy kwatery mr Green[e] i mr Maitland, pierwszy wysoki, chudy, flegmatyczny blondyn, drugi ruchliwy, jak żywe srebro brunet, wystukiwali w pokoju obok na „Remingtonach" [marka maszyny do pisania] swe reportaże, które godzinę później odczytać mieli przed mikrofonem Polskiego Radia. 

Mr Green[e] kreślił swe wrażenia bardzo barwnie — "z sercem", opisując pierwszy dzień wspólnej wojny przeciw Niemcom — wzruszająca demonstrację przed ambasadą brytyjską. 

„Z niecierpliwością czekaliśmy tu na tę godzinę — dni wojny liczą się podwójnie". A godziny? Zwłaszcza takie, które z ust obcych ludzi rozbrzmiewały raz po raz entuzjastyczne okrzyki: „Niech żyje Wielka Brytania!", "Niech żyje król Jerzy!" 

Manifestacja pod ambasadą brytyjską w Warszawie 3 września 1939 r.
Zdjęcie za pl.wikipedia.org

Wieczorem — wspomina z dumą korespondent — gdy wychodziłem z ambasady spotkałem grupkę studentów. Poznali, że jestem Anglikiem. Wśród okrzyków na cześć Anglii zaczęli mnie podrzucać do góry. Gdybym teraz nie musiał stanąć przed mikrofonem, byłbym razem z nimi — kończy swój reportaż o „niezwykłym dniu" — Carlton Green[e]

Maitland podkreślił dzielną postawę ludności cywilnej, która nic ale to nic nie robi sobie z bombowców — mówił. — Widziałem na własne oczy dorożkarza, który w najlepsze spał na koźle podczas ataku lotniczego.

*****
Informacje o spadających na Konstancin 3 września bombach zebrał Dawid Miszkiewicz w swojej książce Ślady działań wojennych z września 1939 roku w Piasecznie, Konstancinie i okolicy, Konstancin 2014. Prezentowany wyżej tekst - mam nadzieję - uzupełnia i potwierdza podane przez niego ustalenia.

*****
Według ambasadora Drexel Biddle'a "średniej wielkości bombowiec" opuścił szyk i "gwałtownie obniżył się". Z małej wysokości wypuścił 11 bomb. Może tutaj nie chodziło o bombardowanie, lecz o to, że samolot uległ jakiejś awarii i pozbył się "balastu" [hipoteza]. Może specjaliści są w stanie podać jaki był to typ samolotu: Heinkel 111 czy Dornier 17.
Nie udało mi się ustalić bliżej tożsamości korespondenta "Chicago Tribune".

wtorek, 25 września 2018

Marszałek Sejmu w Konstancinie - 1925 r.

W 1925 r. pogorszył się stan zdrowia Stefana Żeromskiego. Tak sam o tym pisał: Przeszedłem grypę z bronchitem, ale bardzo ciężkim, połączonym z niedobrymi objawami. Lekarz wyrzuca mnie na południe i to bez zwłoki. Pisarz wyjechał do Włoch. Niestety nie wpłynęło to na polepszenie stanu jego zdrowia. Żeromski w złym stanie wraca do Konstancina. Zdrowie moje jest w złym stanie - stwierdza krótko w jednym z listów. W Konstancinie odwiedzają chorego pisarza liczni goście. Między innymi był tu 25 sierpnia 1925 r.:

"Głos Lubelski" nr 233 z 26 sierpnia 1925 r. 


Maciej Rataj urodził 19 lutego 1884 r. w Chłopach. W okresie II Rzeczpospolitej pełnił funkcję marszałka Sejmu i zastępcy Prezydenta RP, był działaczem ludowym i publicystą. Był zastępcą komisarza cywilnego przy Dowództwie Głównym Służby Zwycięstwu Polski. W 1939 r. współtworzył Główną Radę Polityczną. Został rozstrzelany 21 czerwca 1940 r. w Palmirach. 

Maciej Rataj. Zdjęcie za: pl.wikipedia.org

Pisarz zmarł 20 listopada 1925 r. w Warszawie w swoim mieszkaniu na Zamku Królewskim.

wtorek, 11 września 2018

Teatrzyk w konstancińskiej willi "Ave"


Teatr w Konstancinie był obecny prawie od początku powstania letniska. 

Janina Mannowa.
Fragment zdjęcia ze zbiorów
Andrzeja Krzyżanowskiego

Przykładem teatrzyk amatorski pani Janiny Mannowej (1879-1970), poetki i autorki sztuk teatralnych. Teatrzyk wystawiał małe formy sceniczne. Na pierwszej fotografii widać scenę ze sztuki Or-Ota (Artura Oppmana) "Anioł Pański. Fragment sceniczny z czasów Ludwika XIV". W sztuce grają tylko dwie osoby: Mniszka lat 18 i dworzanin królewski lat 25. Na pierwszym zdjęciu widzimy w tych rolach Helenę Jaroszyńską i Stanisława Wołowskiego. Drugie zdjęcie przedstawia grupę aktorów w jednej ze scen "Nocy Świętojańskiej" autorstwa Janiny Mannowej (ona sama stoi w środku).


Oba zdjęcia wykonał Z. Kopczyński, który swój zakład fotograficzny miał przy ulicy Kruczej 32 w Warszawie. Zdjęcia zostały wykonane w posiadłości państwa Mannów latem 1912 r., pierwsze na schodach willi "Ave", drugie w ogrodzie.

Willa "Ave". Zdjęcie ze zbiorów Wirtualnego Muzeum Konstancina 


wtorek, 7 sierpnia 2018

Zamieszki w Konstancinie w 1936 r.

Był wtorek 30 czerwca 1936 r. Na konstancińskiej stacji spokój. Nie ma już śladu po tłumach, które przewinęły się tutaj w sobotę i niedzielę. Co prawda ruch jest trochę większy niż zwykle, ale właśnie zaczęły się wakacje. Na ławkach pod drewnianym budynkiem stacji siedzi kilka osób. Czekają na pociąg z Warszawy. Przyjadą nowi letnicy, trzeba ich odebrać. Część czeka, żeby tylko zaspokoić swoją ciekawość: kto tym razem przyjedzie. Senny słoneczny dzień na stacji "Konstancin". 




Nagle z pobliskiej restauracji Franciszka Berentowicza "Elite" zaczęły dochodzić podniesione głosy, okrzyki, szamotanina. Następnie z restauracji wypadło dwóch mężczyzn: kelner Peszke i miejscowy kolporter prasy, pracownik Polskiego Towarzystwa Księgarni Kolejowych RUCH, Stanisław Oślak. Kelner wyraźnie był górą i bezlitośnie obijał kolportera. Natychmiast wokół walczących zebrał się tłum. W obronie słabszego stanęło kilka osób. Między nimi był Jan TurantKędzierski. W tym czasie na stacji pełnił służbę policjant Węgliński (nr służbowy 1361). Początkowo Węgliński nie interweniował tłumacząc się tym, że nie ma do tego uprawnień. Ale tłum żądał reakcji stróża prawa. Wreszcie Węgliński wkroczył do akcji i próbował rozdzielić walczących. Dopiero po jakimś czasie udało mu się przy pomocy Turanta i Kędzierskiego zaprowadzić szarpiącego się Peszkę na posterunek policji w Jeziornie (ul. Warszawska). Tutaj wszyscy zostali wylegitymowani. Kędzierskiego odesłano do domu. Turanta policjanci postanowili zatrzymać. Towarzyszący temu zajściu tłum zaczął domagać się wypuszczenia zatrzymanego. Na odgłos awantury pojawił się na miejscu starszy posterunkowy Muszelski, który zadecydował o wypuszczeniu Turanta, żeby zapobiec dalszym rozruchom. Peszke pozostał w areszcie. Policjanci bali się wypuścić go na ulicę, żeby znowu nie doszło do rękoczynów. Stanisław Oślak zniknął gdzieś niezauważony. Wydawało się, że to już koniec sprawy. 


Nazajutrz rano - o godzinie 4.30 - do mieszkania państwa Turant, trzymających dozorostwo w "Hugonówce", zapukał posterunkowy Duma. Na miejscu spisał protokół z zajścia i poprosił, żeby Turant udał się z nim na posterunek. 

Po prawie dwugodzinnej nieobecności żona zatrzymanego Agnieszka Turantowa udała się na poszukiwanie męża. Na posterunku ku swojemu zdziwieniu i rozpaczy dowiedziała się, że mąż jej powiesił się w celi na kracie okna. Jednak do ciała jej nie dopuszczono. Dopiero po licznych interwencjach i obdukcji lekarza udało się odebrać zwłoki. 

Żona Turanta w zaistniałej sytuacji zawiadomiła stryja inżyniera Hipolita Turanta, pracownika Polskiego Radia w Katowicach, żeby coś zrobił w tej sprawie. Inżynier natychmiast interweniował w urzędzie prokuratorskim, dowodząc, że brata jego z pewnością zamordowano na posterunku policyjnym, wobec czego domaga się aresztowania wszystkich policjantów z posterunku w Jeziornie i Konstancinie, przeprowadzenia drobiazgowego śledztwa i surowego ukarania winnych. 


W trakcie prac dochodzeniowych zwłoki zbadała biegła lekarz. Stwierdziła, że śmierć nastąpiła nie na skutek powieszenia, lecz z innych przyczyn. Nad aresztowanym znęcano się w barbarzyński sposób, miał połamane kończyny, zgniecioną klatkę piersiową oraz dużą ranę na czaszce. W tej sytuacji sędzia śledczy 19 rewiru na powiat warszawski w Piasecznie w trybie pilnym postanowił zawiesić w czynnościach i usunąć z posterunku Węglińskiego i dwóch innych policjantów. 

W sobotę 4 lipca odbył się pogrzeb Jana Turanta.  Był lubiany przez mieszkańców Konstancina, którzy uważali go za człowieka spokojnego. Nigdy nie był karany sądownie i nigdy nie miał zatargów z policją. Pozostawił żonę i trójkę dzieci: 17-letniego syna Konstantego (hydraulik pracujący w Warszawie), 14-letnią Wandę i 10-letniego Wacława, uczniów szkoły powszechnej. 


Ciekawe, że o całej sprawie nie wspomniał, zawsze dobrze poinformowany, "Kurier Warszawski". Natomiast podał po czasie interesującą informację. Według niej 4 lipca [był to dzień pogrzebu] na stacji w Konstancinie policjant zatrzymał za "awantury" Szczepana Tyrkego (Tyrka). Zatrzymany stawiał opór. Powstało zbiegowisko, próbowano odbić zatrzymanego. Sytuacja była bardzo napięta. Zostały powiadomione pobliskie posterunki policji i po przybyciu posiłków udało się stróżom prawa opanować sytuację. Kilkanaście osób aresztowano i odstawiono do aresztu w Warszawie. 

Prawdopodobnie obie sprawy się łączą. W Konstancinie musiało być duże wzburzenie po śmierci Jana Turanta. Przypuszczalnie po pogrzebie część zgromadzonych wznosiła okrzyki przeciw miejscowej policji. Wśród nich zapewne wyróżniał się zatrzymany. Interwencja posterunkowego dolała tylko oliwy do ognia. Informacja o posiłkach z innych posterunków, w tym z Warszawy, wskazuje na to, że rozruchy miały szerszy zasięg. Sytuacja po pewnym czasie została opanowana przez policję. Na wszelki wypadek zatrzymanych przewieziono do Warszawy. 

Ale może być druga interpretacja opisanego przez "Kurier Warszawski" wydarzenia. Informator gazety pomylił chronologię. I to co opisał pod datą 4 lipca miało miejsce 30 czerwca. Zapewne też przekręcono nazwisko: Szczepan Tyrke (niektóre gazety Turantowi dawały imię  Szczepan) to być może Jan Turant. 


Śledztwo w sprawie śmierci Jana Turanta zostało zakończone zaskakująco szybko. Już w połowie sierpnia sprawa została umorzona. Zarzucono Turantowi, że stawiał opór władzy, wtrącając się do zajścia, a na posterunku "istotnie popełnił samobójstwo". Co dziwne, żaden ze zwolnionych policjantów nie został przywrócony do służby. 

Apelacje rodziny przez długi czas nie odniosły żadnego skutku. Rodzina nie dała jednak za wygraną. W jej imieniu adwokat Adam Kon wniósł zażalenie do wydziału III karnego Sądu Okręgowego w Warszawie. W październiku 1936 r. sąd postanowił wznowić śledztwo i przesłuchać dodatkowych 17 świadków. 

Wyniki powtórnego śledztwa nie są mi znane. 

A o kelnerze Peszke i kolporterze Oślaku historia milczy. 

opracowano na podstawie informacji z gazet: "Goniec Warszawski", "Słowo Pomorskie", "Orędownik", "Dziennik Bydgoski", "Lech - Gazeta gnieźnieńska", "Głos Lubelski", "Gazeta Polska", "Śląski Kurier Poranny", "Kurier Warszawski".