W pokoju, do którego najpierw wprowadzone jesteśmy, t.j. w tak zwanej poczekalni, zwracają uwagę, rozwieszone na ścianach, tablice z malowanymi wyobrażeniami kur rozmaitego gatunku, a stojący w rogu wypchany kogut wygląda bardzo wspaniale; oprócz tego spostrzegłyśmy fotograficzna grupę uczennic , które już dawniej zakład ten opuściły. Dalej tablicę, na której znajduje się wypalona krowa, podzielona na części numerowane, według gatunku mięsa; jest to robota jednej z uczennic, podobno wynik pobieranych tu lekcji weterynarii.
Wszędzie, tak w pokojach, jak i korytarzach i schodach uderza wzorowy porządek i nadzwyczajna czystość, która więcej posiada uroku, niż komfort najwyszukańszy, a zaniedbany.
Wysuszone i ogrzane zaczynamy zwiedzanie zakładu od kaplicy, która jest niewielka, ale bardzo miłe robi wrażenie: widna, jasna, o ładnych, kolorowych oknach, z których na jednym przedstawiona jest Matka Boska. Chrystus ukrzyżowany spogląda z głównego ołtarza, a w bocznym Królowa nasza Jasno-Górska czeka na przychodzących do Niej z prośbami, aby ich zawsze wysłuchać. Jakże miło być musi uczennicom, gdy znużone całodzienną pracą fizyczną, co dzień; przy wspólnym, wieczornym pacierzu zgromadzają się tutaj, zjednoczone duchem i modlitwą.
Z kaplicy udajemy się do sypialni panienek, które dzielą się na praktykantki i uczennice. Różnica między pierwszymi a drugimi polega na wyższej opłacie i lepszym stole; w zajęciach różnicy nie ma żadnej. Wszystkie wstają o godzinie 7-ej i same muszą sobie posłać łóżka, oczyścić suknie i trzewiki, a to w tym celu, ażeby się nauczyły obywać bez ciągłej usługi.
Zajęcia mają teoretyczne i praktyczne. Słuchają wykładów higieny, weterynarii, hodowli, mleczarstwa; w lecie ogrodnik, przyjeżdżający z Warszawy, udziela lekcji ogrodnictwa. Poza tym uczą się wykonywania własnoręcznie wszelkich robót praktycznych; same gotują, piorą, prasują, zajmują się około drobiu i trzody.
Praktykantek jest trzynaście. Sypialnia ich przedstawia nader miły widok; jest to duża, jasna sala, podzielona na 15 maleńkich pokoików, tak, że każda panienek posiada swój kącik osobny. Pokoik taki ma trzy, nie bardzo wysokie, drewniane ścianki jasno-zielonawego koloru, z ciemniejszymi wrębami, a zamiast czwartej, białą firankę zasuwaną, stanowiącą wejście. Znajduje się tam łóżko biało zasłane, obok niego szafka na suknie i bieliznę, umywalka z białą miednicą, nad łóżkiem półeczki na wszelkie drobiazgi.
Uczennice śpią także wszystkie w jednej sali, ale łóżka ich niczym nie są rozdzielone; umywalnie również mają wspólne, tylko poprzegradzane białymi firaneczkami.
Do sypialni przytyka pokój dla nie zaraźliwie chorych.
 |
Budynek Zakładu Gospodarczego w Chyliczkach. Zdjęcie ze strony przegladpiaseczynski.pl |
Na drugim piętrze znajduje się strych, na którym rzędami ustawione są skrzynie drewniane na bieliznę do prania, każda z napisem, na jakie części bielizny jest przeznaczona. Pod ścianami stoją oznaczone numerami kosze i kufry praktykantek, dalej w osobnym oddziale skład ubrań uczennic, a więc: szafa na mundurki, z których każdy wisi pod swoim numerem, szafa na suknie nie mundurowe, wieszadła na okrycia, półki na buciki i kalosze, a wszystko to w należytym porządku.
W dalszych oddziałach strychu znajdują się rozmaite zapasy spiżarniane i rzeczy zapasowe. Winda dochodzi aż na samą górę, nie ma więc trudności w znoszeniu choćby najcięższych przedmiotów. Ze strychu wracamy na dół, do jadalni, w której, na wprost drzwi, zawieszony jest obraz Chrystusa, błogosławiącego chleb. W oznaczonych godzinach przy dwóch stołach zasiadają panienki do posiłku. Zastawa przechowywana jest w szafie, stojącej w rogu pokoju; prócz niej znajduje się inna z wieloma przegródkami, przeznaczonymi na podręczne rzeczy panienek. Naprzeciwko jadalni, oddzielona od niej korytarzem, jest umieszczona spiżarnia. Wchodzić do niej wszystkim panienkom nie wolno, tylko dyżurna przez wycięte w drzwiach okienko podaje żądane przedmioty. Szufladki i półki zapełnione słojami zawierają wszystko, co w gospodarstwie w ciągu całego dnia może być potrzebne. u sufitu wiszą na bloczkach woreczki z rozmaitymi kaszami, owocami suszonymi i t.d. Ze spiżarni przechodzimy do kuchni, których jest dwie obok siebie. Jak w jednej, tak w drugiej, ogromny komin dochodzi aż do środka izby, podłoga kamienna bardzo ładna i czysta. W ogóle czystość wszędzie panuje; w kuchni naturalnie starają się o nią najwięcej. Stoją więc dla kucharek umywalki do mycia rąk wraz z ręcznikami; obok zmywaczki do naczyń, z których jedna służy do pierwszego zmycia brudnych naczyń, druga do potoknięcia ich w czystej wodzie. Umyte sztuki stawia się na specjalnym przyrządzie, złożonym z całego rzędu pręcików, poziomo na drewnianej podstawie osadzonych, na których naczynie z wody ocieka. na półce w bliskości komina cała armia słoików zawiera mąkę, korzenie i wszelkie przyprawy.
W suterynach mieszczą się; mleczarnia, lodownia, spiżarnia główna, piekarnia, skład węgla, lampiarnia i izba robocza.
Podczas naszego zwiedzania trzy panienki zajęte były w mleczarni; dwie układały masło, nadając mu przy pomocy odpowiednich deszczułek formę sześciokątną, a jedna wyżłobionymi deseczkami kręciła kulki, z których każda miała ważyć łut. W tej formie otrzymują praktykantki masło do kolacji, każda po trzy kulki. Do oddzielenia śmietanki używa się centryfugi i ochładzacza; do wyrobu masła – baryłek, poruszanych za pomocą korby ręcznej.
Obok mleczarni znajduje się serownia. Składa się ona z dwóch izb: w pierwszej jest urządzony komin z dużym kotłem do gotowania twarogu, w drugiej skład serów. Na niskich półkach leżą one rzędami, czekając swego dojrzewania, które nie następuje prędzej, jak we dwa miesiące od chwili wyrobu. W spiżarni głównej zgromadzone są wszelkie zapasy: szynki, słonina solona, ułożone w beczułkach marynaty, najrozmaitsze konserwy, zarówno z owoców, jak jarzyn np. groszku, szparagów i t.p. Przy gotowaniu konserw w słoikach nie używają tutaj siana, jak to się najczęściej zdarza, lecz specjalnego przyrządu, który składa się z ażurowego cylindra, stojącego na szerokiej, metalowej podstawie i posiadającego u góry jak gdyby łapki do podtrzymywania kompotierek. Te ostatnie nie są obwiązane pęcherzem, lecz zamykają się hermetycznie przy pomocy plastra gumowego i szerokiego korka. Przyrząd ten doskonale zabezpiecza słoiki od stłuczenia, a konserwy od zepsucia, widziałyśmy bowiem konserwy, stojące przeszło rok, doskonale zachowane.
Lampiarnia służy za skład lamp i miejsce do ich czyszczenia. Czynność ta należy również do uczących się panienek i dokonywana bywa, według określonych przepisów. Najpierw więc dyżurna rozkłada duży kawałek flaneli, na nim układa szkła i pojedyncze, rozebrane części lamp, z których każdą czyści za pomocą odpowiednich przyrządów (szczoteczek, drucików, waty), potem wszystkie części składa i dopiero nalewa naftę.
Piekarnia składała się z dwóch izb: w jednej, zawierającej wszelkie do tego potrzebne naczynia, wyrabiają ciasto; w drugiej – pieką je w wielkim piecu chlebowym.
Dalsze zwiedzanie przerwane zostało obiadem, który przyrządziły same uczennice tutejsze, dając tym świadectwo, że wiele się nauczyły i skorzystały.
Po obiedzie zaczęłyśmy oglądanie gospodarstwa wewnętrznego od kurników, urządzonych bardzo praktycznie; widziałyśmy tu "inkubator", czyli przyrząd służący do wylęgania kurcząt, a także inny, zwany "hydromatką", w którym ogrzewają się małe kurczęta, za pomocą gorącej wody. Wszystkie kurniki mają asfaltowe podłogi, co bardzo sprzyja porządkowi, a przy tym jest pożyteczne, gdyż z takiej podłogi łatwiej zebrać nawóz, który bywa dość drogo sprzedawany do białoskórnictwa. Grzędy urządzone są w ten sposób, że wszystkie znajdują się na jednej wysokości; gdyż, jeżeli jest inaczej, wtedy, stosownie do przysłowia, które mówi: "daj kurze grzędę, a ona rzecze: jeszcze wyżej siędę" – rzeczywiście wszystkie kury chcą usiąść najwyżej, a wtedy powstaje zamieszanie i niezgoda, której unikać trzeba nawet między nierozumnymi istotami.
Każda kura ma swój osobny koszyk do znoszenia jaj – do wysiadywania zaś mają również osobne i zupełnie spokojne miejsca.
Ziarno znajduje się w naczyniach tak urządzonych, że się z nich wysypać nie może; woda zaś jest w gliniankach, z których spływa powoli siłą ciężkości do znajdującej się u spodu miseczki. Wspaniałe okazy kurzego rodu przechadzały się dumnie, wzbudzając rzeczywiście podziw swą postacią. Przyzwyczajone są one widocznie do odwiedzin, bo bardzo łaskawie pozwalały się brać do ręki i głaskać.
Mniej grzecznymi okazały się kaczki i gęsi, bo powitały nas krzykliwymi głosami, to też pożegnałyśmy je prędko, aby przejść do stworzeń czworonożnych i nie odznaczających się w ogóle porządkiem, te jednak, które tu widziałyśmy, były wyjątkowo czysto utrzymane. Chlewy mają asfaltową podłogę, a każda sztuka posiada w swej klatce wzniesione miejsce ze słomy, służące za posłanie. Koryta urządzone są w ten sposób, że jedzenie kładzie się ze strony zewnętrznej i nic się rozlewać, ani rozrzucać nie może. Zaraz obok chlewów znajduje się parnik do gotowania kartofli, stanowiących pokarm trzody.
Z chlewów udałyśmy się do obory, gdzie krów jest niewiele wprawdzie, ale za to doskonale utrzymanych; co dzień są myte i czyszczone szczotką, a obejście z nimi jest łagodne, co podobno wpływać ma bardzo na zwiększenie wydajności mleka. W oborze znajduje się tablica, na której zapisywany bywa udój mleka trzy razy dziennie.
Objaśnienia o wszystkim przy zwiedzaniu dawała nam jedna z praktykantek, a ze sposobu w jaki mówiła znać było, że nabyła w Chyliczkach gruntownych wiadomości.