Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaseczno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaseczno. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2019

O burmistrzu Piaseczna - 1928 r.

"Dzień dobry" nr 91 z 2 kwietnia 1932 r. opublikował list czytelnika:

Przypomnienie niedawnej przeszłość:
0 działalności burmistrza Piaseczna
Poruszona w piśmie Pana Redaktora sprawa gospodarki p[ana] Herba[1]burmistrza m. Piaseczna, przypomina mi zebranie Rady Miejskiej podczas wielkich mrozów, które nawiedziły Polskę w r. 1928. Było do podziału miedzy biedotę dwa wagony węgla. lecz p[an] burmistrz i bogaty obywatel p[an] Kazubek[2], okryci w ciepłe futra sprzeciwili się rozdaniu węgla. Tej treści uchwała zapadła w sali baraków szkolnych. Gdy wieść o tym przedostała się na ulice, zmarznięta biedota, oczekującą na węgiel. włamała się do sali, pobiła burmistrza, poturbowała p[ana] Kazubka. uważając ich za głównych sprawców uchwały, po czym przypominając burmistrzowi, że jeszcze niedawno, zanim się dorobił, mieszkał też w biednych nieopalanych izbach, rozeszli się do domów. 

Piotr Kazubek, 1940 r.
Zdjęcie ze strony
FB "Piaseczno - kawiarenka  historyczna"

A p[an] burmistrz i p[an] Kazubek zostali w sali, radząc. jak wybrnąć z tak przykrej sytuacji. No i uradzili, że wszystkiemu winna opozycja w Radzie Miejskiej i z radnego-nauczyciela zrobiono rewolucjonistę! Zadepeszowano do prokuratora o podniesionym w Piasecznie buncie, oddano profesora pod dozór policji, grożąc ciężkim więzieniem. I cóż się okazało — sądy nie uznały winy nauczyciela. 

Piotr Herb, 1927 r.
Zdjęcie ze strony
FB "Piaseczno - kawiarenka  historyczna"

Tak oto rządzi w Piasecznie p[an] burmistrz Herb. 

O. 
(Nazwisko autora listu oraz nauczyciela znane są Redakcji)



[1] Józef Herb - burmistrz Piaseczna w latach 1927-1934.
[2] Piotr Kazubek - ławnik i radny w Radzie Miasta Piaseczna w latach 30. XX w.

wtorek, 12 marca 2019

Straszna śmierć w płomieniach - 1880 r.


"Gazeta Świąteczna" ze stycznia 1881 r. donosiła [autor prawdopodobnie Konrad Prószyński]:

Dziwnym jest, ile to złego dzieje się nie ze złej woli, lecz przez niedbałość i głupotę ludzką. Jakże często zdarza się widzieć ludzi, którzy nie mają baczenia ani na siebie samych, na własne dobro, ani na dobro swych dzieci, nie dbając wcale o ich zdrowie i życie. Nieraz ojcowie patrzą na to, jak ich dziecko czyni coś na swą zgubę, i nie tylko że nie starają się mu w tym przeszkodzić, ale jeszcze sami ku temu dopomagają. W wielu okolicach na przykład szerzy się prawdziwa zaraza: dzieci ledwie od ziemi odrosłe, naśladując starszych, biorą się do palenia tytoniu, a ojcowie i matki na to im pozwalają. Co gorsza — zdarzyło mi się w jednej wiosce widzieć tego lata matkę, która zachęcając pięcioletnie dziecko do popilnowania krowy, przyrzekała, że kupi mu za to papierosów. Do czegóż takie postępowanie doprowadzi? 

Kiedym indziej będziemy mówili o innych złych tego skutkach, a teraz przytoczę tu tylko jeden przykład, jeden wypadek, jaki się tej jesieni zdarzył [1880 r.], we wsi Dąbrówce, leżącej na drodze z Warszawy do Piaseczna. Gospodarz tamtejszy, Michał Buzek, miał pięcioro własnych dzieci i szóstego siostrzeńca, a tymczasem izba w chacie jego dla takiej gromadki była za szczupła. Wyprawiał więc zwykle starsze dzieci na noc do stodoły i dla bezpieczeństwa zamykał je tam na kłódkę. Najstarszym pomiędzy dziatwą był ów siostrzeniec Jan Rosłon, chłopiec 14-letni, który zapatrując się na starszych bawił się w palenie papierosów. Pewnego wieczora w miesiącu październiku poszły dzieci podług zwyczaju spać do stodoły. Oprócz Janka udał się tam 13-letni Stach, 9-letnia Kasia i 7-letnia Maryśka. Światła żadnego dzieci z sobą nie wzięły. Buzek zamknąwszy stodołę od nadworzą [podwórza], położył się w izbie, i oboje gospodarstwo usnęli. W tym budzi się gospodyni i spostrzega, że cała stodoła a przy niej stajnia i obora stoją w ogniu. Ściąga przerażona męża z łóżka i śpieszą na ratunek. Ale Buzek, z twardego snu nagle zbudzony i nieprzytomny, nie wiedział co czynić i zaczął tylko wołać na ludzi ze wsi. Gdy sąsiedzi z pomocą przybiegli i chcieli wrota od stodoły otworzyć, przepalony dach zawalił się do środka. Ratunku więc już dla dzieci nie było żadnego. Po ugaszeniu ognia znaleziono tylko przepalone kości leżące w jednym miejscu. Widać że nieszczęśliwe dzieci, nie mając żadnego ratunku, tuliły się w męczarniach do siebie. Lecz skądże powstał ogień? Wykryło się to niebawem, bo karczmarz zeznał, że Janek Rosłon kupił u niego tego dnia kilka papierosów i paczkę zapałek; a dzieci ze wsi opowiedziały, że tenże Janek sprawunek swój im pokazywał i przechwalał się, że wieczorem palić będzie. 


Przez swawolę więc chłopaka, na jaką nierozumni rodzice nieraz pozwalają, zginęło taką straszną śmiercią czworo dzieci, spłonęły budowle gospodarskie, a w nich i cały inwentarz włościanina. Na dobitek jeszcze i on sam został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej za nieciągnięty do odpowiedzialności sądowej za niedozór [brak dozoru] nad dziećmi. — Niechże ten wypadek będzie przestrogą dla innych!

wtorek, 12 lutego 2019

Okupacja nad Jeziorką

W książce Pro memoria (1941-1944). Raporty Departamentu Informacji Delegatury Rządu RP na Kraj o zbrodniach na narodzie polskim (Warszawa/Pułtusk 2004/2005)  znalazło się kilka wzmianek o terenach nad Jeziorką.


Nr 10
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU W OKRESIE 16 KWIETNIA - 31 MAJA 1942 R. 

[rozd.] IV. O polską siłę roboczą 

[pkt.] W Generalnym Gubernatorstwie 

[...] ponieważ werbunek nie daje jednak wystarczającego kontyngentu sił roboczych, a przy tym Arbeitsamty muszą często szybko zaspakajać terminowe zapotrzebowanie sił roboczych - więc także w Gen[eralnym] Gub[ernatorstwie] również nie są rzadkością obecnie obławy publiczne na siły robocze. W okresie sprawozdawczym obławy takie miały miejsce wielokrotnie w różnych punktach Warszawy, a także w Miechowskim, w pociągach pod Żyrardowem i Mińskiem Mazowieckim, w powiecie mińsko-mazowieckim, w Wilanowie, Powsinie, Konstancinie i innych miejscowościach. [s. 169] 

Łapanka. Zdjęcie ze zbiorów NAC

Nr 13
SPRAWOZDANIE Z SYTUACJI W KRAJU W OKRESIE 26 VIII - 10 X 1942 

[rozd.] III. Masowa branka do robót przymusowych 

[pkt.] Na prowincji 

Na terenach prowincjonalnych, w mniejszym niż w Warszawie stopniu, kładą Niemcy nacisk na indywidualne wyznaczenie poszczególnych osób na wyjazdy do Rzeszy. Natomiast główny ich wysiłek idzie tam w kierunku uzyskiwania kontyngentów sił roboczych do gmin i uzupełnienia ich przez masowe obławy. [...] Na podwarszawskie Piaseczno wyznaczono kontyngent 400 ludzi, na Wilanów, Jeziorną i Raszyn po 50-ciu. B[ardzo] szeroki zakres przybrały na prowincji w okresie sprawozdawczym publiczne masowe obławy na ludzi. Są one stosowane na kolejach, kolejkach dojazdowych, na targowiskach, na ulicach i placach miast i miasteczek. Stosowane są one b[ardzo] często przy użyciu dość znacznych sił policyjnych. [s. 237] 

Niemiecka obława na Kercelaku, - 12 maja 1942 r.
Zdjęcie z książki Tomasza Szaroty Okupowanej Warszawy dzień powszedni

Nr 24
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU. GENERALNE GUBERNATORSTWO I ZIEMIE WSCHODNIE W OKRESIE 27 VIII - 20 IX 1943 Z UZUPEŁNIENIAMI Z OKRESU POPRZEDNIEGO 

[rozd.] VII. Terror niemiecki 

[pkt.] Obławy-rewizje-aresztowania 

[...] W dniu 29 sierpnia policja niemiecka otoczyła plac pod Konstancinem, gdzie odbywał się mecz piłki nożnej; aresztowano dużo osób. [s. 475] 

Nr 28
PRO MEMORIA O SYTUACJI W KRAJU ("GENERALNA GUBERNIA") W OKRESIE OD 10 III DO 10 IV 1944 R. I UZUPEŁNIANIA Z OKRESU POPRZEDNIEGO 

[rozd.] II. Terror polityczny, gospodarczy i społeczny 

[...] W gminach Wilanów i Piaseczno pow[iatu] warszawskiego w dn[iach] 6-7-8 III aresztowano ok[oło] 30 osób z gotowej listy. Dn[ia] 9 III spomiędzy aresztowanych rozstrzelano 19 w lesie Kabaty na terenie gm. Wilanów. [s. 587]

Obwieszczenie ze zbiorów Polona.pl

wtorek, 24 lipca 2018

Prezydent Ignacy Mościcki w Piasecznie - 1928 r.

Na zaproszenie władz Centralnego Związku Kółek Rolniczych, Prezydent Ignacy Mościcki 3 czerwca 1928 r. wyjechał ze stolicy na spotkanie z polskimi rolnikami. Towarzyszyli mu: podpułkownik Wojciech Fyda, adiutant przyboczny Prezydenta rotmistrz Kazimierz Jurgielewicz, kapitan Tadeusz Ropelewski, doktór Zygmunt Skowroński, minister rolnictwa Karol Niezabytowski, jego sekretarz Stanisław Leśniowski. Pierwszego dnia przed południem towarzyszył Prezydentowi jeszcze minister reform rolnych Witold Staniewicz. Na terenie poszczególnych województw towarzyszyli Prezydentowi wojewodowie: warszawski Stanisław Twardo, kielecki Władysław Korsak, łódzki Władysław Jaszczołt. Ze strony Związku towarzyszyli głowie państwa: wiceprezes CZKR Andrzej Czapski, kierownicy Wiesław Czermiński i Tadeusz Niedzielski. W niektórych miejscowościach obecny był prezes CZKR Tomasz Wilkoński.

Ignacy Mościcki, 1925 r.
Zdjęcie za: pl.wikipedia.org

[...] Pierwszy postój [Prezydenta] wypadł w Piasecznie (pow. warszawski). Po powitaniu przy bramie triumfalnej Pana Prezydenta przez prezesa Wojewódzkiego Zw[iązku] Kółek Rolniczych p. [Zdzisława] Czałbowskiego i prezesa miejscowego kółka rolniczego, p. Jana Laferego, który spotkał Pana Prezydenta w otoczeniu członków zarządu kółka p[anów]: Piotra Kazubka, K. Makowskiego, Witkowskiego i innych. Pan Prezydent był obecny przy poświęcaniu kamienia węgielnego pod Dom Ludowy Jego Imienia, położył pierwszą cegłę i złożył podpis na akcie założycielskim Domu, po czym zwiedził odbywający się pokaz bydła nizinnego, obejrzał roboty melioracyjne spółki wodnej, zapoznał się w mieszkaniu p. Laferego z działalnością kółka, spółki maszynowej i Kasy Stefczyka, zlewni mleka i innych urządzeń miejscowych organizacji drobnego rolnictwa. 
Z Piaseczna przez Górę Kalwarię i Grójec przejechaliśmy do wsi Wilczogóra, w pow. grójeckim [...]

Pan Prezydent wraz z otoczeniem udaje się na poświęcenie Domu Ludowego,
 mleczarni spółdzielczej i kasy spółdzielczej w Piasecznie 
Zwiedzanie robót melioracyjnych na polach członków kółka rolniczego w Piasecznie

za: "Poradnik gospodarstw wiejskich" nr 25 z 17 czerwca 1928 r.

niedziela, 22 lipca 2018

Otwarcie Domu Ludowego w Piasecznie - 1928 r.

W ślad za postem z 20 lipca br., następna cegiełka do dziejów piaseczyńskiej spółdzielczości rolniczej. Warto zwrócić uwagę na pierwsze zdjęcie przedstawiające Dom Ludowy. Pokazany budynek jest tożsamy z budynkiem ze zdjęcia z poprzedniego postu, czyli budowy spółdzielczej zbiornicy mleka.


Życie w dawnej Woli Piaseczańskiej, przyłączonej obecnie do miasteczka Piaseczna i przemianowanej na ul. Kościelną, przed laty kilkunastu podobne było do życia wielu dzisiejszych naszych wiosek. 

Bieda ogólna, bezradność i bezład, przeplatane narzekaniem na niedolę. Stan ten istniał od tak dawna, jak dawna jest historia powstania wioski. Piaseczańska Wola, jak z nazwy wynika, z woli pana i władcy, obszernych włości, powstała trwałaby zapewne jeszcze wiele lat w swej nędzy, gdyby kilka dzielniejszych jednostek nie wzięło się do pracy, by zaradzić złu i wydźwignąć się z biedy. 

Zrozumiawszy, że tylko wspólnymi siłami zdołają cel osiągnąć, zorganizowali kółko rolnicze i w nim rozpoczęli swą pracę. Pierwszym wspólnym czynem kółkowiczów, niejako próbą siły gromadzkiej, było uporządkowanie błotnistej, pełnej wybojów drogi do miasteczka. Wybrukowano ją i częściowo ułożono chodniki. Droga ta była bolączką wsi, zapewne od chwili jej powstania. Tonęły tam wozy, a i ludziom trudno było ją przebyć w okresach większych roztopów. Obecnie, droga stała się możliwą do przewożenia ciężarów w każdej porze roku, bez obawy zatonięcia, a co najmniej złamania kola i przemęczania koni. Chodnikiem można obecnie przejść, nie brudząc sobie zbytnio obuwia. 

Zachęceni pierwszym powodzeniem, kółkowicze przeprowadzają coraz to nowe prace. I tak wkrótce kółko rolnicze sprowadza dla swoich członków uszlachetnione ziarno siewne, nawozy sztuczne, organizuje sekcję maszynową, zakupuje szereg maszyn i narzędzi rolniczych jak: siewniki, maszyny do czyszczenia ziarna i t. p., zaprowadzają kontrolę mleczności i użytkowości krów. Wreszcie, przystępują do drenowania pól, by doprowadzić ogólną przestrzeń meliorowanych gruntów do 580 kg. 

Lecz nie poprzestają na tym; organizują coraz to nowe prace, sięgając do nowych dziedzin. Powoli, pod wpływem dokonanych prac, zmienia się utarte i mocno zakorzenione mniemanie, że „u nas nic się nie da zrobić". 

Wdrożeni do wspólnej rzetelnej pracy nie lękają piętrzących się zewsząd trudności, żmudnym wysiłkiem przełamują niechęć i niedowierzanie bliższych i dalszych sąsiadów, stojących dotychczas poza organizacją. 

Wyrabia się więc nowy typ obywatela-rolnika, który rozumie korzyść i obowiązki życia i pracy gromadzkiej. Sąsiad sąsiadowi staje się bliższym, przyjacielem chętnym do udzielenia pomocy w myśl zasady, że on potrzebuje jej dziś, a ja może jutro. 

Po przełamaniu obojętności i niechęci, wypróbowawszy swoje siły, podejmują wspólnie rolnicy-obywatele coraz to trudniejsze prace i biorą na siebie coraz to poważniejsze zadania. 

W swoich dalszych zamierzeniach, stawiają na pierwszym planie zorganizowanie spółdzielczej zlewni mleka. Wkrótce też spółdzielnia rozpoczyna swoje istnienie, przy dostarczanych przez 4 członków 28 litrów mleka dziennie, by po niespełna dwuletniej działalności ilość dostarczanego mleka doprowadzić do 43 tys[ięcy] litr[ów] miesięcznie. Świadczy to o niezwykłej żywotności i zdrowym rozwoju instytucji. Następna organizacja, to Koło Młodzieży, które stawia sobie za cel wychowanie przyszłych obywateli i działaczy społecznych. 

Poświęcenie Domu Ludowego w Piasecznie 

W celu dostarczenia członkom taniego kredytu i ułatwienia gromadzenia oszczędności powstaje spółdzielcza Kasa Stefczyka. 

Prowadzona akcja odczytów, a nawet i dłuższych kursów, zdobywa sobie spory zastęp słuchaczów. Czytelnictwo rozwija się. Jednego tylko „Poradnika Gospodarstw Wiejskich" przychodzi 80 egz. Kilku młodych gospodarzy zapisuje się na korespondencyjne kursy rolnicze. 

Narzekania na złą dolę, bez szukania dróg i sposobów zaradczych, powoli znikają. Wzrasta poziom kulturalny i zamożność. 

Dokonanie jednego dzieła tworzy potrzebę następnego, potrzebę nowej pracy. 

To też, po zorganizowaniu tylu instytucji i dokonaniu tak pożytecznych prac rodzi się projekt wzniesienia Domu Ludowego, owego wspólnego Gromadzkiego Domu, gdzie znalazłyby pomieszczenie i należyty rozwój, powstałe organizacje i rozpoczęte prace. 

Projekt znajduje gorących zwolenników i szybko jest realizowany. Wybrany Komitet Budowy Domu Ludowego na czele z p. Janem Laferym, inicjatorem wszelkich prac społecznych w Piasecznie, żywo zakrzątnął się nad zbieraniem funduszów i gromadzeniem materiału budowlanego. 

W dniu 4 czerwca r. b. w obecności Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej prof. Ignacego Mościckiego, został uroczyście poświęcony kamień węgielny pod gmach Domu Ludowego, oraz własnoręcznie przez Pana Prezydenta położona pierwsza cegła. 

Dom Ludowy, dla uczczenia pierwszego Obywatela Polski, został nazwany Domem Ludowym im. Prezydenta prof. Ignacego Mościckiego. Z braku jednak środków materialnych budowę rozpoczęto dopiero z końcem sierpnia r. b. 

Budynek wzniesiony został według projektu arch[itekta] K[azimierza] Kalinowskiego, kierownika Działu Racjonalnego Budownictwa Wiejskiego Centr[alnego] Zw[iązku] Kółek Rolniczych. 

Dużo wysiłku i wytrwałości wykazali Piaseczanie nim wznieśli okazały piętrowy budynek Domu Ludowego kosztem kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dnia 24 listopada r. b. [1928] Dom Ludowy uroczyście został otwarty i oddany do użytku organizacjom. W tak podniosłej uroczystości wzięli udział przedstawiciele Rządu z p. wojewodą inż. St[anisławem] Twardo na czele, przedstawiciele Państwowego Banku Rolnego, Centralnego Związku Kółek Rolniczych, Związku Rewizyjnego Spółdzielni Rolniczych, Związku Mleczarskiego i wiele, wiele innych, oraz gromada mieszkańców Piaseczna i okolic. Poświęcenia dokonał ks. kanonik [Antoni] Kukalski [winno być Kukulski] i złożył jednocześnie serdeczne życzenia pomyślnego rozwoju nowej placówce społeczno-kulturalnej. Po przemówieniu ks. prof. [Augusta] Lotha, p. wojewody i innych, goście oglądali urządzenia Domu Ludowego, podziwiając szczególniej nowocześnie urządzony lokal spółdzielczej zlewni mleka. 

Podniosła to była i niezapomniana chwila nie tylko dla tych, którzy tyle trudu i ofiar włożyli w budowę Domu Ludowego, lecz radosna i dla tych wszystkich, którzy wierzą w potęgę i moc ludu rolnego, w jego niewykorzystane i niespożyte siły i zdolności. 

Uczestnicy uroczystości w sali zebrań Domu Ludowego w Piasecznie

Ze wzniesieniem Domu Ludowego, mieszkańcy dawnej Woli Piaseczeńskiej stają w rzędzie wolnych obywateli kraju i naprawdę uświadomionych członków gromady. 

Skupiwszy, pod dachem Domu Ludowego swoje organizacje, rozwijać w nich będą pracę i składać do ogólnego dorobku narodu to, co mają najpiękniejszego i wartościowego, będą wzbogacać kulturę duchową i materialną swojego Państwa. Z ich myśli i pracy wyrastać będzie nowy czyn, budować będą nową lepszą przyszłość drobnego rolnika i Państwa. 


piątek, 20 lipca 2018

O piaseczyńskich rolnikach - 1928 r.

Powstałe 2 grudnia 1917 r. w podwarszawskim Piasecznie Kółko Rolnicze rozpoczęło statutową działalność w 1918 r. 

Minęło właśnie 100 lat od tego wydarzenia... Warto przypomnieć osiągnięcia rolników piaseczyńskich w pierwszym dziesięcioleciu swojej działalności. Jest rok 1928...

W dniu 1 kwietnia roku bieżącego [1928] nastąpi zakończenie kursu, organizowanego przez C.Z.K.R. [Centralny Związek Kółek Rolniczych] w szkole hodowlano-rolniczej w Dęblinie dla kontrolerów mleczności. Dla uczestników kursu zorganizował C.Z.K.R. wycieczki do Piaseczna pod Warszawą (kółko kontroli mleczności, spółdzielnia-mleczarska), do Radzikowa pow. błońskiego do p. Cz[esława] Michlera (obora zarodowa bydła nizinnego czarno-białego), do Karolewa pow. łowicki do p. Z. Krzywoszewskiego (chlewnia zarodowa trzody rasy wielkiej białej angielskiej) i ostatnio do Borowiny — stacja doświadczalna hodowlana należąca do Instytutu w Puławach. Kurs kończy 50 słuchaczy. 

Spółdzielcza mleczarnia w Piasecznie, dostarczająca mleko „butelkowane"
 do Warszawy rozpoczęła sprzedaż mleka również w Piasecznie.
Ręczny wózek, w którym butelki z mlekiem rozwożone są po Piasecznie 
Uczestnicy kursu kontrolerów zwiedzają Piaseczno

za: "Poradnik gospodarstw wiejskich" nr 14 z 1 kwietnia 1928 r.

I dalej:


Budowa spółdzielczej zbiornicy mleka w Piasecznie 

za: "Poradnik gospodarstw wiejskich" nr 46 z 11 listopada 1928 r.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Ksiądz Wincenty Balul - cd.


Dotarłem do nowych informacji dotyczących Wincentego Balula, o którym pisałem w 2016 r. w postach z 2 lutego, 5 lutego i 22 listopada.

Dwie gazety - "Gazeta Świąteczna" z 1923 r. i "Przewodnik katolicki" z 1932 r. a w nich:


Uroczystość parafialna. Z Piaseczna pod Warszawą piszą do nas: 

W dniu 29 lipca [1923] mieszkańcy Piaseczna byli spółuczestnikami podniosłej uroczystości religijnej. Jego Dostojność arcybiskup metropolita mohylewski, E[dward] Ropp, uproszony przez nauczyciela religii w szkole powszechnej, księdza prałata [Wincentego] Balula, przybył do Piaseczna, aby udzielić dzieciom ze szkoły sakramentu bierzmowania. Uradowane dzieci, wraz z księdzem prefektem i z kierownikiem szkoły [Józefem] Reszczykiem, wyszły na spotkanie dostojnego gościa. Jeden z uczniów, wręczając mu wiązankę kwiatów, wypowiedział serdeczne i proste powitanie od dzieci, po czym zagrzmiało huczne "Niech żyje Arcypasterz!" Uroczystość bierzmowania wyznaczona była na godzinę 5-tą wieczorem. U wylotu głównej ulicy piaseczyńskiej, którą miał przyjechać arcybiskup, wzniesiono bramę powitalną. Przed nią zgromadziły się: straż ogniowa ze swym przewodniczącym, burmistrzem [Wacławem] Kaunem, i z sekretarzem magistratu [Michałem] Borowskim na czele, towarzystwo gimnastyczne "Sokół", szkoła powszechna, schronienie Matki Boskiej Miłosierdzia dla małoletnich dziewcząt ze swymi nauczycielkami, wreszcie proboszcz piaseczyński, ksiądz kanonik [Antoni] Kukalski, poprzedzony przez bractwo kościelne i białą rzęsę dziewczęcą z chorągwiami i sztandarami. W chwili przyjazdu Arcypasterza kapela straży ogniowej zagrzmiała wspaniałym "Boże, coś Polskę"; potem hasło sokołów "Czołem!" przywitało Arcypasterza. Ten wysiadł z powozu wraz z towarzyszącym mu księdzem [Antonim] Około-Kułakiem, odpowiedział również „Czołem!" i z całym orszakiem ruszył po kwiatach, sypanych mu pod nogi przez małe dziewczątka w bieli, ku bramie kościelnej, ozdobionej zielenią i zręcznym z żywych gałązek napisem: "Witaj, Arcypasterzu!" Wszedłszy do kościoła dla uraczenia Najświętszego Sakramentu, Arcypasterz wyszedł wkrótce, już w uroczystych szatach, znowu na cmentarz kościelny, bo tu miał być udzielany sakrament. Towarzyszyli w tej świętej czynności księża: prałat [Antoni] Około-Kułak, prałat [Wincenty] Balul, proboszcz [Ryszard] Borkowski z Jazgarzewa, Harasimowicz z Wilna i ojciec [Konstantinas] Giedrys, marianin z Bielan. Po gorącem, wprost do serca trafiającym przemówieniu, Arcybiskup bierzmował przez dwie godziny. Przystąpiło do sakramentu tego, oprócz 300 dzieci, blisko drugie tyle parafian, którzy się do nich przyłączyli. Opuszczając kościół, musiał Arcypasterz zatrzymać się, choć zmęczony, aby wysłuchać dziękczynnego wierszyka, wypowiedzianego z uczuciem przez jedną dziewczynkę; odpowiedział na jej słowa ze zwykłą ujmującą dobrocią i przystępnością. Nazajutrz przybiegła gromadka uszczęśliwionych dzieci do swego prefekta, aby i jemu podziękować gorąco, boć dobrze rozumiały, że jego to troską i staraniem zgotowana im była tak śliczna uroczystość. Czyste, podniosłe, święte wrażenia, których doznali wszyscy obecni, nie pozostały z pewnością bez następstw; niejedno serce żywiej zabiło dla wyższych, duchowych ideałów... niejedno życie popłynie odtąd innym, szlachetniejszym torem. 

Widz. 


Piaseczno k. Warszawy.
Staraniem Katolickiego Stowarzyszenia Polek i przy współudziale reszty stowarzyszeń parafialnych dzień misyjny oraz święto Chrystusa Króla było w naszej parafii niezwykle uroczyście obchodzone. W dniu misyjnym odbyła się kwesta na rzecz misji. Zebrano przeszło 70 zł. Poza tym sprzedano na ten cel różne pisemka i książeczki w ilości 100 sztuk. W uroczystościach święta Chrystusa Króla wzięło udział 12 organizacji ze sztandarami. W tym dniu odbyło się przyjęcie „rycerek" Krucjaty Eucharystycznej na „apostołki" przez ks. prał. [Wincentego] Balula, a wieczorem odbyła się uroczysta akademia.


wtorek, 3 kwietnia 2018

Kółko Rolnicze w Piasecznie - 1917 r.

Piaseczno pod Warszawą 1914 r. Fot. Stanisław Nofok
Pierwsze kółko rolnicze na ziemiach polskich zostało utworzone w 1862 r. w Piasecznie położonym koło Gniewa na Pomorzu Środkowym. A zebranie organizacyjne kółka rolniczego w Piasecznie pod Warszawą odbyło się 55 lat później - 2 grudnia 1917 r. 
Tak to relacjonował P.B. na łamach tygodnika "Przewodnik kółek i stowarzyszeń rolniczych w Królestwie Polskim" nr 1 z 3 stycznia 1918 r.: 

Zebranie zagaił p. Stefan Holszański, zwracając uwagę zebranych na konieczność zorganizowania kółka rolniczego. 
Instruktor Centralnego Wydziału Kółek rolniczych. p. P[iotr] Biernacki, przedstawił zebranym cele i zadania Kółka rolniczego w Piasecznie, które winno zorganizować gospodarzy małorolnych, a ich gospodarkę, dotąd jeszcze przeważnie zwróconą w kierunku zbożowym, zamienić na warzywną i sadowniczą. Żywe zainteresowanie się zebranych ‘było wymownym dowodem aktualności poruszanej sprawy. 
Oceniając konieczność zorganizowania Kółka rolniczego, wszyscy obecni w liczbie 60 zapisali się na członków Kółka, uchwalając płacić składkę członkowską w wysokości 12 marek rocznie. Na zakończenie zebrania, instruktor p. P[iotr] Biernacki wygłosił pogadankę o przystosowaniu gospodarstwa do warunków wojennych i o widokach gospodarstw podmiejskich na przyszłość.

Autorem krótkiej informacji z "Przewodnika" podpisującego się literami P.B. był zapewne sam Piotr Biernacki.

Zdjęcie z miesięcznika "Pszczelarz" 
 nr 8-9 z sierpnia-września 1919 r.

Celestyn Piotr Biernacki urodził się 1 czerwca 1890 r. we wsi Dobratynle na Wołyniu. Po skończeniu gimnazjum w Łucku, oraz szkoły rolniczej w Czernichowie pod Krakowem, odbył praktykę rolną, w 1913 r. objął stanowisko instruktora Kółek Rolniczych w ziemi Radomskiej, a w 1917 r. został instruktorem Centralnego Związku Kółek Rolniczych. Wędrował piechotą od wsi do wsi, niosąc ludowi oświatę, pouczając go jak się ma organizować, jak ma nowocześnie pracować. Gdy wojska polskie zajęły Łuck, pośpieszył w strony rodzinne. Tu zobaczył okrucieństwa popełniane przez bolszewików na ludności polskiej, chwycił za karabin, wstąpił do szeregów wojska. Poległ 9 czerwca 1919 r. we wsi Młyny pod Łuckiem na Wołyniu w walce z bolszewikami.

wtorek, 27 lutego 2018

Dramat w "Stacji Cyklistów" w Piasecznie - 1908 r.

W niedzielę, późnym wieczorem 15 listopada 1908 r. w  podrzędnej restauracji (traktierni)  Marii Hass - "Stacja Cyklistów" - w Piasecznie doszło do dramatycznego wydarzenia. Popełnia samobójstwo dwoje młodych ludzi: córka właścicielki Bronisława Hass (zmarła po kilku godzinach) i technik Stefan Osiński.

Tak o tym informował tygodnik "Świat" z 21 listopada 1908 r. (nr 47):




Bronisława Hass i Stefan Osiński


Więcej o tej sprawie można przeczytać w tekście Małgorzaty Szturomskiej i Jacka Mrówczyńskiego "Co się zdarzyło w stacji cyklistów w Piasecznie" opublikowanym cztery miesiące temu w "Przeglądzie piaseczyńskim" 
Tekst ten nie posiadał ilustracji...

Nagrobek Jana Hass i jego córki Bronisławy Hass.
 Sektor VIII cmentarza parafialnego w Piasecznie.
Za: Ewa i Włodzimierz Bagieńscy
 "Cmentarz parafialny w Piasecznie"

wtorek, 20 lutego 2018

Komitety Obywatelskie 1914 r. - Jeziorna

W tym roku obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości. Ale mało kto pamięta o tym, że Polacy nie tylko zbrojnie wybijali się na niepodległość. Już od września 1914 r. zaczęto powoływać Komitety Obywatelskie, które przejmowały część funkcji administracji rosyjskiej. Po pewnym czasie zaczęto traktować Komitety Obywatelskie jako legalne przedstawicielstwo społeczne a społeczeństwo miejscowe chętnie poddawało się ich kierownictwu.
Na południe od Warszawy takie komitety powstały w Wilanowie (z podkomitetami w Powsinie i Służewie), Jeziornie, Skolimowie, Piasecznie. 


Dla przykładu podaję odtworzony skład Komitetu Obywatelskiego powołanego w Jeziornej:


O składach innych komitetów i ich działalności można będzie przeczytać w przygotowywanej publikacji.

wtorek, 31 stycznia 2017

Zakład Gospodarczy w Chyliczkach

W 1883 r. przy ulicy Pięknej w Warszawie Cecylia Plater-Zyberkówna otworzyła Zakład Rzemiosł dla Kobiet. Z czasem postanowiła otworzyć nową szkołę, tym razem pod Warszawą. W 1890 r. odkupiła od Leona Braunsteina Chyliczki za kwotę 40 000 rubli. Rok później, we wrześniu 1891 r. Zakład Gospodarczy rozpoczął działalność. Zajęcia prowadzone były w budynku gospodarczym, który mieścił kuchnię, piekarnię, pralnię oraz jadalnię dla uczennic, a także małą kaplicę. Właścicielka i nauczycielki mieszkały w tzw. "Poniatówce". W 1895 r. dodatkowo zbudowano budynek (tzw. „drewniaczek”), który pełnił rolę internatu dla dziewcząt. Z czasem okazało się, że te pomieszczenia są już niewystarczające dla prowadzenia szkoły. 


Cecylia Plater-Zyberkówna.
Zdjęcie z strony pl.wikipedia.org
W 1899 r. rozpoczęto więc budowę nowego gmachu, który po trzech latach został oddany do użytku. Od wschodu wejście do budynku zdobiła oszklona weranda, a od zachodu duży taras z balustradą. W suterenie znajdowały się szatnia, pralnia, magazyny, umywalnia i sanitariaty. Budynek spełniał wszystkie wymogi nowoczesnego zakładu. Dlatego też uruchomiono nowe działy kształcenia gospodarczego: spiżarnia, kuchnia, piekarnia, przetwory owocowe, jarzynowe i mięsne, pralnia, porządki domowe, mleczarnia, hodowla drobiu, trzody chlewnej, ogrodnictwo i ratownictwo. Do tego doszły zajęcia dodatkowe takie jak: etyka, pedagogika, higieny, ekonomia społeczna oraz prawoznawstwo.

W pierwszej fazie istnienia zakładu uczennicami były głównie panny ze wsi, uczące się m.in. na gospodynie, kucharki, praczki. Jednak stopniowo zaczęto przyjmować panienki z wykształceniem średnim. Po 1906 r. przyjmowano już wyłącznie absolwentki szkół średnich.

Dokładny opis Zakładu Gospodarczego w Chyliczkach z tego okresu znajdujemy w trzech numerach tygodnika "Kronika rodzinna" w materiale podpisanym przez "Wolę" i "Czyn" (sic!).


Jeden dzień w Chyliczkach 


Ciemny, smutny, pochmurny ranek zawisł nad Warszawą i deszcz grozi lada chwila, nie zwracając jednak uwagi na niepewna pogodę, wsiadamy do dorożki i każemy wieźć się na stację Grójeckiej kolejki. W kilkanaście minut stajemy na miejscu, lecz tu zaraz słyszymy słowa: 
– "Pociąg odszedł przed chwilą!" –
jesteśmy więc spóźnione; cóż teraz robić? umówiłyśmy się wczoraj z całym towarzystwem, wszyscy już pewnie pojechali, a co z nami będzie? Niedługo jednak zadajemy sobie te
pytania, bo oto spostrzegamy kilka osób z naszego grona, zapewne także spóźnionych i niewiedzących co czynić. Spotykamy się zaraz i wspólnie naradzamy: następny pociąg wychodzi dopiero za kilka godzin – całe nasze towarzystwo, od dawna już w Chyliczkach zgromadzone, niepokoić się o nas będzie, czekać więc tak długo niepodobna; musimy innego sposobu się chwycić, to też we trzy, decydując się, bez dłuższego namysłu wsiadamy do jednej, ze stojących jednokonnej, małej bryczuszki i, sprawdziwszy tylko, czy nie Żyd jest jej właścicielem, każemy jechać do Chyliczek, zostawiając resztę maruderów własnemu ich pomysłowi. 

Stąd ruszała kolejka do Piaseczna.
Plac Unii Lubelskiej (dawniej Plac Keksholmski).
Zdjęcie ze strony duchywarszawy.blogspot.com

Zaledwie jednak ujechałyśmy niecałą wiorstę drogi, zaskoczył nas, ten od rana grożący, silny deszcz wraz z gradem, a ponieważ bryczka była bez żadnego nakrycia, a i my również, licząc na podróż koleją, nic z sobą nie wzięłyśmy, więc też od razu doszczętnie zostałyśmy przemoczone i woda strumieniami z nas ściekała, wobec czego wygląd każdej był tak zabawnym, że nas to ciągłe pobudzało do szalonej wesołości. 

Na szczęście niedługo deszcz ustaje, niebo się trochę rozjaśnia i nawet słońce przebłyskuje z po za chmur, ażeby nas swymi promieniami osuszyć. 

Po półtorej godzinie dojeżdżamy już do Piaseczna, małego miasteczka, skąd do Chyliczek już tylko niecała wiorsta, ale niema więcej szosy, a droga pokryta jest tak gęstym i głębokim błotem, że biedne konisko musiało dobywać sił wszystkich, aby nas z niego wyciągnąć; my zaś z przerażeniem oczekiwałyśmy chwili, gdy, wskutek silniejszego przechylenia bryczki, znajdziemy się na dnie tego błota.

Szczęście jednak, bez dalszych już wypadków, wjeżdżamy w bramę, mijamy kilka domków, ogród i stajemy przed dużym, murowanym domem z oszklonym wejściem, w którego oknach ukazują się białe chusteczki i zaciekawione oczy praktykantek. Zawstydzone naszym opłakanym wyglądem, wchodzimy do obszernej i widnej sieni o terakotowej posadzce; stamtąd dostajemy się na wewnętrzny korytarz i do pokoju przyjęć, gdzie witamy całe już prawie zgromadzone towarzystwo, opowiadając o przygodach i otrzymując pochwały za okazaną energię. 


Uczennice Zakładu Gospodarczego w Chyliczkach.
Od lewej:  Z. Michnowicz, A. Piątkowska, A. Broniewska, J. Kiełpińska,
 siedzi z przodu M.Grabska.
Fotografia wykonana 19 kwietnia 1906 r.
Zdjęcie ze strony piatkowski.plewako.pl


Zanim cośkolwiek zwiedzać zaczniemy, przyprowadzamy jako tako do porządku bardzo nieładnie wyglądające ubiory nasze, w czym dopomagają nam uczące się tu panienki, które, dla rozgrzania nas, przyniosły gorącego rosołu własne zapewne roboty. 

W pokoju, do którego najpierw wprowadzone jesteśmy, t.j. w tak zwanej poczekalni, zwracają uwagę, rozwieszone na ścianach, tablice z malowanymi wyobrażeniami kur rozmaitego gatunku, a stojący w rogu wypchany kogut wygląda bardzo wspaniale; oprócz tego spostrzegłyśmy fotograficzna grupę uczennic , które już dawniej zakład ten opuściły. Dalej tablicę, na której znajduje się wypalona krowa, podzielona na części numerowane, według gatunku mięsa; jest to robota jednej z uczennic, podobno wynik pobieranych tu lekcji weterynarii. 

Wszędzie, tak w pokojach, jak i korytarzach i schodach uderza wzorowy porządek i nadzwyczajna czystość, która więcej posiada uroku, niż komfort najwyszukańszy, a zaniedbany. 

Wysuszone i ogrzane zaczynamy zwiedzanie zakładu od kaplicy, która jest niewielka, ale bardzo miłe robi wrażenie: widna, jasna, o ładnych, kolorowych oknach, z których na jednym przedstawiona jest Matka Boska. Chrystus ukrzyżowany spogląda z głównego ołtarza, a w bocznym Królowa nasza Jasno-Górska czeka na przychodzących do Niej z prośbami, aby ich zawsze wysłuchać. Jakże miło być musi uczennicom, gdy znużone całodzienną pracą fizyczną, co dzień; przy wspólnym, wieczornym pacierzu zgromadzają się tutaj, zjednoczone duchem i modlitwą. 


Z kaplicy udajemy się do sypialni panienek, które dzielą się na praktykantki i uczennice. Różnica między pierwszymi a drugimi polega na wyższej opłacie i lepszym stole; w zajęciach różnicy nie ma żadnej. Wszystkie wstają o godzinie 7-ej i same muszą sobie posłać łóżka, oczyścić suknie i trzewiki, a to w tym celu, ażeby się nauczyły obywać bez ciągłej usługi. 

Zajęcia mają teoretyczne i praktyczne. Słuchają wykładów higieny, weterynarii, hodowli, mleczarstwa; w lecie ogrodnik, przyjeżdżający z Warszawy, udziela lekcji ogrodnictwa. Poza tym uczą się wykonywania własnoręcznie wszelkich robót praktycznych; same gotują, piorą, prasują, zajmują się około drobiu i trzody. 

Praktykantek jest trzynaście. Sypialnia ich przedstawia nader miły widok; jest to duża, jasna sala, podzielona na 15 maleńkich pokoików, tak, że każda panienek posiada swój kącik osobny. Pokoik taki ma trzy, nie bardzo wysokie, drewniane ścianki jasno-zielonawego koloru, z ciemniejszymi wrębami, a zamiast czwartej, białą firankę zasuwaną, stanowiącą wejście. Znajduje się tam łóżko biało zasłane, obok niego szafka na suknie i bieliznę, umywalka z białą miednicą, nad łóżkiem półeczki na wszelkie drobiazgi. 

Uczennice śpią także wszystkie w jednej sali, ale łóżka ich niczym nie są rozdzielone; umywalnie również mają wspólne, tylko poprzegradzane białymi firaneczkami. 

Do sypialni przytyka pokój dla nie zaraźliwie chorych. 

Budynek Zakładu Gospodarczego w Chyliczkach.
Zdjęcie ze strony przegladpiaseczynski.pl

Na drugim piętrze znajduje się strych, na którym rzędami ustawione są skrzynie drewniane na bieliznę do prania, każda z napisem, na jakie części bielizny jest przeznaczona. Pod ścianami stoją oznaczone numerami kosze i kufry praktykantek, dalej w osobnym oddziale skład ubrań uczennic, a więc: szafa na mundurki, z których każdy wisi pod swoim numerem, szafa na suknie nie mundurowe, wieszadła na okrycia, półki na buciki i kalosze, a wszystko to w należytym porządku. 

W dalszych oddziałach strychu znajdują się rozmaite zapasy spiżarniane i rzeczy zapasowe. Winda dochodzi aż na samą górę, nie ma więc trudności w znoszeniu choćby najcięższych przedmiotów. Ze strychu wracamy na dół, do jadalni, w której, na wprost drzwi, zawieszony jest obraz Chrystusa, błogosławiącego chleb. W oznaczonych godzinach przy dwóch stołach zasiadają panienki do posiłku. Zastawa przechowywana jest w szafie, stojącej w rogu pokoju; prócz niej znajduje się inna z wieloma przegródkami, przeznaczonymi na podręczne rzeczy panienek. Naprzeciwko jadalni, oddzielona od niej korytarzem, jest umieszczona spiżarnia. Wchodzić do niej wszystkim panienkom nie wolno, tylko dyżurna przez wycięte w drzwiach okienko podaje żądane przedmioty. Szufladki i półki zapełnione słojami zawierają wszystko, co w gospodarstwie w ciągu całego dnia może być potrzebne. u sufitu wiszą na bloczkach woreczki z rozmaitymi kaszami, owocami suszonymi i t.d. Ze spiżarni przechodzimy do kuchni, których jest dwie obok siebie. Jak w jednej, tak w drugiej, ogromny komin dochodzi aż do środka izby, podłoga kamienna bardzo ładna i czysta. W ogóle czystość wszędzie panuje; w kuchni naturalnie starają się o nią najwięcej. Stoją więc dla kucharek umywalki do mycia rąk wraz z ręcznikami; obok zmywaczki do naczyń, z których jedna służy do pierwszego zmycia brudnych naczyń, druga do potoknięcia ich w czystej wodzie. Umyte sztuki stawia się na specjalnym przyrządzie, złożonym z całego rzędu pręcików, poziomo na drewnianej podstawie osadzonych, na których naczynie z wody ocieka. na półce w bliskości komina cała armia słoików zawiera mąkę, korzenie i wszelkie przyprawy. 

W suterynach mieszczą się; mleczarnia, lodownia, spiżarnia główna, piekarnia, skład węgla, lampiarnia i izba robocza. 

Podczas naszego zwiedzania trzy panienki zajęte były w mleczarni; dwie układały masło, nadając mu przy pomocy odpowiednich deszczułek formę sześciokątną, a jedna wyżłobionymi deseczkami kręciła kulki, z których każda miała ważyć łut. W tej formie otrzymują praktykantki masło do kolacji, każda po trzy kulki. Do oddzielenia śmietanki używa się centryfugi i ochładzacza; do wyrobu masła – baryłek, poruszanych za pomocą korby ręcznej. 


Obok mleczarni znajduje się serownia. Składa się ona z dwóch izb: w pierwszej jest urządzony komin z dużym kotłem do gotowania twarogu, w drugiej skład serów. Na niskich półkach leżą one rzędami, czekając swego dojrzewania, które nie następuje prędzej, jak we dwa miesiące od chwili wyrobu. W spiżarni głównej zgromadzone są wszelkie zapasy: szynki, słonina solona, ułożone w beczułkach marynaty, najrozmaitsze konserwy, zarówno z owoców, jak jarzyn np. groszku, szparagów i t.p. Przy gotowaniu konserw w słoikach nie używają tutaj siana, jak to się najczęściej zdarza, lecz specjalnego przyrządu, który składa się z ażurowego cylindra, stojącego na szerokiej, metalowej podstawie i posiadającego u góry jak gdyby łapki do podtrzymywania kompotierek. Te ostatnie nie są obwiązane pęcherzem, lecz zamykają się hermetycznie przy pomocy plastra gumowego i szerokiego korka. Przyrząd ten doskonale zabezpiecza słoiki od stłuczenia, a konserwy od zepsucia, widziałyśmy bowiem konserwy, stojące przeszło rok, doskonale zachowane. 

Lampiarnia służy za skład lamp i miejsce do ich czyszczenia. Czynność ta należy również do uczących się panienek i dokonywana bywa, według określonych przepisów. Najpierw więc dyżurna rozkłada duży kawałek flaneli, na nim układa szkła i pojedyncze, rozebrane części lamp, z których każdą czyści za pomocą odpowiednich przyrządów (szczoteczek, drucików, waty), potem wszystkie części składa i dopiero nalewa naftę. 

Piekarnia składała się z dwóch izb: w jednej, zawierającej wszelkie do tego potrzebne naczynia, wyrabiają ciasto; w drugiej – pieką je w wielkim piecu chlebowym. 

Dalsze zwiedzanie przerwane zostało obiadem, który przyrządziły same uczennice tutejsze, dając tym świadectwo, że wiele się nauczyły i skorzystały. 

Po obiedzie zaczęłyśmy oglądanie gospodarstwa wewnętrznego od kurników, urządzonych bardzo praktycznie; widziałyśmy tu "inkubator", czyli przyrząd służący do wylęgania kurcząt, a także inny, zwany "hydromatką", w którym ogrzewają się małe kurczęta, za pomocą gorącej wody. Wszystkie kurniki mają asfaltowe podłogi, co bardzo sprzyja porządkowi, a przy tym jest pożyteczne, gdyż z takiej podłogi łatwiej zebrać nawóz, który bywa dość drogo sprzedawany do białoskórnictwa. Grzędy urządzone są w ten sposób, że wszystkie znajdują się na jednej wysokości; gdyż, jeżeli jest inaczej, wtedy, stosownie do przysłowia, które mówi: "daj kurze grzędę, a ona rzecze: jeszcze wyżej siędę" – rzeczywiście wszystkie kury chcą usiąść najwyżej, a wtedy powstaje zamieszanie i niezgoda, której unikać trzeba nawet między nierozumnymi istotami. 

Każda kura ma swój osobny koszyk do znoszenia jaj – do wysiadywania zaś mają również osobne i zupełnie spokojne miejsca. 


Ziarno znajduje się w naczyniach tak urządzonych, że się z nich wysypać nie może; woda zaś jest w gliniankach, z których spływa powoli siłą ciężkości do znajdującej się u spodu miseczki. Wspaniałe okazy kurzego rodu przechadzały się dumnie, wzbudzając rzeczywiście podziw swą postacią. Przyzwyczajone są one widocznie do odwiedzin, bo bardzo łaskawie pozwalały się brać do ręki i głaskać. 

Mniej grzecznymi okazały się kaczki i gęsi, bo powitały nas krzykliwymi głosami, to też pożegnałyśmy je prędko, aby przejść do stworzeń czworonożnych i nie odznaczających się w ogóle porządkiem, te jednak, które tu widziałyśmy, były wyjątkowo czysto utrzymane. Chlewy mają asfaltową podłogę, a każda sztuka posiada w swej klatce wzniesione miejsce ze słomy, służące za posłanie. Koryta urządzone są w ten sposób, że jedzenie kładzie się ze strony zewnętrznej i nic się rozlewać, ani rozrzucać nie może. Zaraz obok chlewów znajduje się parnik do gotowania kartofli, stanowiących pokarm trzody. 

Z chlewów udałyśmy się do obory, gdzie krów jest niewiele wprawdzie, ale za to doskonale utrzymanych; co dzień są myte i czyszczone szczotką, a obejście z nimi jest łagodne, co podobno wpływać ma bardzo na zwiększenie wydajności mleka. W oborze znajduje się tablica, na której zapisywany bywa udój mleka trzy razy dziennie. 

Objaśnienia o wszystkim przy zwiedzaniu dawała nam jedna z praktykantek, a ze sposobu w jaki mówiła znać było, że nabyła w Chyliczkach gruntownych wiadomości.


Niejedno jeszcze widzieć by się tu dało, ale ponieważ pociąg nie czeka, więc, bojąc się powtórnego spóźnienia, zbierać się musimy z powrotem do Piaseczna. Cała droga do Warszawy przeszła bardzo prędko w wesołym towarzystwie, przy ożywionej rozmowie, przeplatanej śpiewem chóralnym. Zakład chyliczkowski tak dodatnie na każdym wywrzeć musi wrażenie, że niejedną z nas ogarnęła chęć przepędzenia jakiegoś czasu w tym miłym ustroniu, gdzie nabyć można tyle ważnych wiadomości, a także tej najpotrzebniejszej, ale i najtrudniejszej zarazem umiejętności urządzenia sobie życia podług ściśle przepisanego regulaminu, tak jak to właśnie daje się zauważyć w Chyliczkach. 

To też, unosząc z tej jednodniowej wycieczki bardzo miłe wspomnienie, wyrażamy przy tym życzenie, aby kraj nasz posiadał jak najwięcej podobnie pożytecznych zakładów. 


za:
"Kronika rodzinna. Tygodnik obrazkowy, popularny, religijno-społeczny dla rodzin katolickich" z 1903 r., Dział obrazkowy; 
nr 40 z 18 września (1 października), s.317(957) - 318(958); 
nr 41 z 25 września (8 października), s.324(980) - s. 326(982); 
nr 43 z 9(22) października, s.341(1129) - s.342(1130).

uwspółcześniłem pisownię (np. spiżarnia a nie śpiżarnia; korytarz a nie kurytarz; i inne)