Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1939. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1939. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lutego 2019

Banda "hr. Gucia" bywała w Skolimowie i Konstancinie

Banda „Hr. Gucia" wpadła w ręce wywiadowców


Wydział śledczy pow[iatu] warszawskiego aresztował dwóch włamywaczy, którzy dokonali włamań we Włochach, Pruszkowie, Milanówku, Skolimowie i Konstancinie. Aresztowani zostali Kazimierz Żywczyński lat 21, Kazimierz Kamiński lat 25, zam[ieszkały] przy ul. Hutniczej 1 w Gocławku. Do włamań przyznali się. Rzeczy oddawali paserowi i hersztowi szajki Władysławowi Gawronkiewiczowi, używającemu pseudonimu "hr. Gucio", zam[ieszkały] przy ul. Towarowej 51.
W mieszkaniu Gawronkiewicza znaleziono cały skład skradzionych rzeczy, jak futer, obuwia, ubrań, patefonów itd.

za: "ABC-Nowiny codzienne" nr 22 z 22 stycznia 1939 r.
zdjęcie z filmu "Niebezpieczny romans" 1930 r. 

wtorek, 5 lutego 2019

Włamywacz z Jeziorny

Młodociany włamywacz rozpłakał się nad pustą kasą 


Do kasy kolejowej w Jeziornie Królewskiej włamał się Stefan Mieczysław Brzezina, lat 15, mieszkaniec Jeziornej. Brzezina skradł kasetkę i ukrył ją, zakopując w ogrodzie. Policja młodocianego włamywacza aresztowała. Wskazał on miejsce w którym ukrył kasetkę. Po otworzeniu okazało się, że pieniędzy w niej nie ma. Brzezina na widok pustej kasetki rozpłakał się, bowiem, nie mogąc rozbić kasetki, przypuszczał, że znajdują się wewnątrz pieniądze.


za: "ABC - Nowiny Codzienne" nr 22 z 22 stycznia 1939 r.

wtorek, 2 października 2018

Bombardowanie Konstancina - 1939 r.

Poniedziałkowy dziennik "Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony" z 4 września 1939 r. donosił:

„Wizytówka Goeringa" 
w konstancińskiej willi ambasadora St[anów] Zjedn[oczonych] 

Odwiedziłem wczoraj pod wieczór kwaterę dziennikarską — trzech korespondentów wojennych mr [mister] Smalla z „Chicago Tribune", Patricka Maltanada [Maitlanda] z londyńskiego „Timesa", Carltona Greena z „Daily Telegraphu". „Wielka trójka" rozlokowała się wygodnie w alei Szucha. 

Korespondenci depeszują do swych redakcji o ostatnich wydarzeniach. 

... Zniszczono 64 samoloty niemieckie. ...Jednostki pancerne Rzeszy poniosły wielkie straty. ... Zbąszyń odebrany brawurowym atakiem na bagnety. ...Bombowce niemieckie zabijają kobiety i dzieci... 

Idą wieści w świat o brawurze polskiego żołnierza i niemieckich haniebnych wyczynach. 

Właśnie Amerykanin Small kończy opracowywanie wywiadu z ambasadorem Drexel Biddle'm o bombardowaniu jego willi w Konstancinie [przy ul. Potulickich]. 

Anthony Joseph Drexel Biddle Jr. 
Zdjęcie za: en.wikipedia.org

— Herman Goering — mówi w tym wywiadzie amb[asador] Drexel Biddle — znał mój adres, nie przypuszczałem jednak, że tak prędko złoży mi wizytówkę. 

Zbrodniczy atak nastąpił właśnie w chwili, gdy ambasador wraz z żoną i córką przygotowywał się do wyjazdu samochodem do Warszawy. W willi znajdowała się również przyjaciółka pani ambasadorowej miss Mary Willis Mackenzie z Hopkinsville (stan Kantucky). 

Bombowce leciały bardzo nisko. 

— Tak nisko, że widziałem nawet twarz lotnika — oświadcza ambasador. 

Pani ambasadorowa i jej córka miss Peg[g]y Schultz zachowały całkowity spokój. 

— Jestem z nich dumny, dzielne Amerykanki — stwierdza ambasador. 

Ambasador z małżonką Margaret.
Na drugim zdjęciu Peggy Schultz.
Zdjęcia ze zbiorów NAC

Od wczoraj odłamek bomby znajduje się na biurku ambasadora. Będzie mu stale przypominał o przyrzeczeniu Hitlera, że lotnicy niemieccy otrzymali zakaz bombardowania ludności cywilnej. 

Ambasador Drexel Biddle nie zraził się jednak do Konstancina. W dalszym ciągu chce spędzać tam weekendy. 

Atak bombowców na ambasadora Drexel Biddle'a był naturalnie dla dziennikarzy amerykańskich wielką sensacją, tak zwaną „big story". Bo po pierwsze ambasador Drexel Biddle jest osobistością b[ardzo] znaną w Stanach, atak bombowców nie Jest rzeczą codzienną, a hitlerowcy są znienawidzeni w Ameryce. Setki słów przetelegrafowano o tym ich bestialskim wyczynie. Wojenni radio - reporterzy poświęcili nalotowi na Konstancin całe audycje. 

Hugh Carlton Greene
Patrick Francis Maitland

Pozostali lokatorzy kwatery mr Green[e] i mr Maitland, pierwszy wysoki, chudy, flegmatyczny blondyn, drugi ruchliwy, jak żywe srebro brunet, wystukiwali w pokoju obok na „Remingtonach" [marka maszyny do pisania] swe reportaże, które godzinę później odczytać mieli przed mikrofonem Polskiego Radia. 

Mr Green[e] kreślił swe wrażenia bardzo barwnie — "z sercem", opisując pierwszy dzień wspólnej wojny przeciw Niemcom — wzruszająca demonstrację przed ambasadą brytyjską. 

„Z niecierpliwością czekaliśmy tu na tę godzinę — dni wojny liczą się podwójnie". A godziny? Zwłaszcza takie, które z ust obcych ludzi rozbrzmiewały raz po raz entuzjastyczne okrzyki: „Niech żyje Wielka Brytania!", "Niech żyje król Jerzy!" 

Manifestacja pod ambasadą brytyjską w Warszawie 3 września 1939 r.
Zdjęcie za pl.wikipedia.org

Wieczorem — wspomina z dumą korespondent — gdy wychodziłem z ambasady spotkałem grupkę studentów. Poznali, że jestem Anglikiem. Wśród okrzyków na cześć Anglii zaczęli mnie podrzucać do góry. Gdybym teraz nie musiał stanąć przed mikrofonem, byłbym razem z nimi — kończy swój reportaż o „niezwykłym dniu" — Carlton Green[e]

Maitland podkreślił dzielną postawę ludności cywilnej, która nic ale to nic nie robi sobie z bombowców — mówił. — Widziałem na własne oczy dorożkarza, który w najlepsze spał na koźle podczas ataku lotniczego.

*****
Informacje o spadających na Konstancin 3 września bombach zebrał Dawid Miszkiewicz w swojej książce Ślady działań wojennych z września 1939 roku w Piasecznie, Konstancinie i okolicy, Konstancin 2014. Prezentowany wyżej tekst - mam nadzieję - uzupełnia i potwierdza podane przez niego ustalenia.

*****
Według ambasadora Drexel Biddle'a "średniej wielkości bombowiec" opuścił szyk i "gwałtownie obniżył się". Z małej wysokości wypuścił 11 bomb. Może tutaj nie chodziło o bombardowanie, lecz o to, że samolot uległ jakiejś awarii i pozbył się "balastu" [hipoteza]. Może specjaliści są w stanie podać jaki był to typ samolotu: Heinkel 111 czy Dornier 17.
Nie udało mi się ustalić bliżej tożsamości korespondenta "Chicago Tribune".

wtorek, 29 maja 2018

Żołnierze Niepodległej (II)

Kazimierz Zduńczyk urodził się 2 marca 1899 r. Mieszkał w Skolimowie przy ul. Deotymy 10. Jego rodzicami byli Jan i Anna. 

Kazimierz Zduńczyk. Foto ze zbiorów Józefa Hertla

   Walczył w I wojnie światowej. Służył w armii carskiej, przez moment był u bolszewików. Żołnierskie tułacze życie doprowadziło go na północ Rosji. Tutaj w 1918 r. walczył w polskim oddziale Murmańczyków (potoczna nazwa formacji walczącej w latach 1918–1919 przeciwko bolszewikom w rejonie Murmańska i Archangielska na północy Rosji). W połowie września 1919 r. polska formacja została ewakuowana do Archangielska i przez Anglię dotarła w grudniu 1919 r. do Polski. Po powrocie do Polski natychmiast zostali włączeni do walk. 

Ćwiczenia w rejonie Murmańska. Stoi Kazimierz Zduńczyk.
 Ilustracja z "Tygodnika Ilustrowanego" nr 1 z 1920 r.

   W styczniu 1920 r. Batalion Murmańczyków wszedł w skład nowo sformowanego 64 Grudziądzkiego Pułku Piechoty (od 1938 r. 64 Pomorski Pułk Strzelców Murmańskich) jako jego 3. batalion. Zduńczyk wraz ze swoim batalionem na wiosnę 1920 r. wziął udział w bitwie o Ukrainę, następnie w kontruderzeniu znad Wieprza w ramach bitwy warszawskiej.
    W 1939 r. pułk walczył w składzie 16 dywizji piechoty. Brał udział w walkach nad Bzurą. Po przegranej kampanii Zduńczyk znalazł się w konspiracji. Wstąpił do Związku Polski Niepodległej (od kwietnia 1940 r. Kadra Polski Niepodległej). W maju 1943 r. w AK. Żołnierz Obwodu VII AK "Obroża" Rejon V "Gątyń". W okresie wrzesień 1941 r. - styczeń 1944 r. zastępca dowódcy plutonu, od stycznia 1944 r. dowódca 1705 plutonu. Za zasługi bojowe został odznaczony m.in. Krzyżem Walecznym. Zmarł 11 kwietnia 1987 r. Pochowany został na skolimowskim cmentarzu. 


Kazimierz Zduńczyk. Foto ze zbiorów Józefa Hertla

wtorek, 26 września 2017

Kampania wrześniowa na afrykańskich znaczkach

Kiedyś fascynowała mnie filatelistyka. Był taki czas, kiedy dawała ona możliwość "wędrowania" po świecie, który był za "żelazną kurtyną". Teraz po latach fascynacja minęła. Chociaż nie do końca może to prawda... czasami uzupełniam swoje zbiory o znaczki Grecji królewskiej. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że pierwszy znaczek jaki pokazał mi Dziadek był właśnie grecki. Wtedy też pierwszy raz trzymałem w ręku katalog Michela "Briefmarken Katalog Europa 1939" wydany w Lipsku (przetrwał do dziś w domu). Pamiętam też pierwszy zakup serii znaczków greckich (seria z 1947/48 r. dotycząca II wojny światowej) w małym antykwariacie przy placu Kościuszki we Wrocławiu, do którego schodziło się po schodkach w dół. 


Świat się zmienił. Teraz nie ma ograniczeń w zakupie znaczków. Tak jak nie ma ograniczeń w podróżowaniu po wszystkich zakątkach świata. Ale lubię i dzisiaj, z ciekawości, popatrzeć na znaczki byłych kolonii brytyjskich, francuskich...
Teraz znaczki są bardziej kolorowe, robione pod gusta klientów. Tematyka różnoraka. Od flory, fauny po bohaterów popkultury. Nie dziwią mnie już serie bohaterów Disneya, marvelowskie itd. Ale są serie które mnie zaskakują... Przykładem znaczki wydane w 2014 r.  przez egzotyczne państwa afrykańskie dotyczące kampanii 1939 r. w Polsce.

Republika Środkowoafrykańska
Republika Gwinei Bissau
 Republika Togijska

wtorek, 19 lipca 2016

Skolimowski szpital polowy w 1939 r.

Po umieszczeniu tydzień temu informacji o szpitalu w Skolimowie, spotkała mnie niespodzianka. Okazało się, że w moich zbiorach znajduje się relacja o skolimowskim szpitalu polowym.

Jeziorka w Skolimowie. Zdjęcie ze strony muzeumkonstancina.pl

Jej autorka Wanda Wysocka-Zemło, przed wojną mieszkała z rodziną w willi "Wacławówka" na ul. Rycerskiej róg Oborskiej. 
Wspomnienia "Szpital polowy w Skolimowie w 1939 r." (12 stron) napisała w 1983 r. na prośbę brata, członka komisji historycznej środowiska 30 Pułku Strzelców Kaniowskich. Autorka wspomnień zmarła w 1985 r.

[...] Spałam po 3, 4 godziny na dobę. Jadłam stojąc często zasypiając z kawałkiem pożywienia. Nikt nie rozbierał się do snu i ja także.
Tak zachowywały się i inne dziewczyny pracujące przy rannych. Po tym nawale było trochę luzu i nagle znowu cała masa rannych.
Tym razem przywożono nam żołnierzy polskich z ochotniczych batalionów prezydenta Starzyńskiego - z fortów Czerniakowa. Bohaterskich chłopców - ochotników powoływanych przez apele niestrudzonego w obronie Warszawy jej Prezydenta. Niemcy po zaciętej walce do upadłego, często do walki wręcz, do zwalenia z nóg - pobitych, rannych z miejsc zdobytych odsyłali do szpitala. Najbliższym Czerniakowa był Skolimów. Ranni milczeli, mimo bólu, głodu, pragnienia, gorączki. Byli jeszcze w szoku bitewnym, pełni jakiejś godności i zapamiętania walki, którą do końca swych możliwości wykonali. Pierwsze ich słowa były przeważnie pytaniem: "Pani! czy Warszawa się jeszcze broni? powiedźcie nam, my z Czerniakowa". Później sypał się grad przekleństw na Hitlera i Niemców. Wielu przestawało mówić w pół zdania z wyczerpania. Tym trzeba było dać najpierw pić i jeść. Przeważnie rannymi zajmowała się moja siostra Krystyna (obecnie Kremlewska, zamieszkała obecnie w Skolimowie).
Na prośby rannych, wycyganiłam od doktora papierosy, wydostałam także nową porcję opatrunków, które pochodziły z Radomia, podobnie jak i papierosy. [...]


Warto wspomnieć, że szpital mieścił się w willi Borzuchowskich "Corso" przy ul. Chylickiej i Prusa. Willę wynajmowała wcześniej "Rodzina Wojskowa" na kolonie dla dzieci.

wtorek, 12 lipca 2016

Skolimów w 1939 roku

Jest wrzesień 1939 r. Okrążona Warszawa walczy z napierającymi oddziałami niemieckimi. Od południa, od strony Wilanowa pozycji broni 360 pułk piechoty. Walki te opisuje Wit Gawrak[1]. W trakcie walk na Sadybie Oficerskiej zostaje ranny i dostaje się do niewoli niemieckiej. Stąd został przewieziony do Skolimowa.

Wit Gawrak na Forcie Czerniakowskim we wrześniu 1939 r.

[...] W przyfrontowym szpitaliku w Skolimowie, obsługiwanym przez polski personel, lecz nadzorowanym już przez Niemców, dotarły do nas ostatnie wieści. W kilka dni po krwawym odwrocie z Sadyby Oficerskiej stolica skapitulowała. [...] Szpital przyfrontowy - zatłoczony ponad miarę przedsionek śmierci - krzyki konających w agonii, woskowoblade twarze sióstr zakonnych, zasuwających bezszelestnie białe parawany wokół umierających, słodkawy zapach jodoformu, mieszany z odorem ropiejących ran, to znają wszystkie szpitale wojenne. Osobliwością naszego szpitala był drastyczny brak medykamentów, krwi do transfuzji, kroplówek, elementarnych środków w walce ze śmiercią. [...] Nie było wprawdzie zbawczej transfuzji, nie brakło natomiast religijnej terapii. [...] siostra szpitalna niosąc pleciony talerz, pełen świeżych jabłek zerwanych w sadzie otaczającym szpitalne domki [...] zjawiła się niebawem w asyście trzech naszych lekarzy [...] Kontakty między rannymi w szpitalu i światem zewnętrznym zapewniała osobistość znana ówczesnej Warszawie, żona byłego premiera, doktor Świtalska. [...] wojna zastała ją w Skolimowie i teraz kiedy sytuacja zaczynała powoli się klarować się, nawiązywała kontakty z Warszawą i przemycała z niej aktualne wiadomości. [...] Wehrmacht nie omieszkał zaanonsować wkrótce swego zwierzchnictwa nad szpitalem, wprowadzając bezpośredni dozór podoficerów nad każdą z sal. [...] Wieczorem pojawił się w naszej sali ogorzały, leciwy kapral Wehrmachtu, jeden z tych, którzy mieli nadzorować rannych jeńców [...] Pochodził, jak się okazało, z Bawarii [...] Lecz jeśli nam dopisał szczęśliwy traf, na innych salach szpitalnych dyżurni Wehrmachtowcy mrozili nastrój typowym pruskim drylem. [...] Wehrmacht komasował tymczasem rozrzucone po całym terenie wojennym obiekty w wielkie i jak się okazało śmiercionośne kombinaty szpitalne. Mieliśmy zostać wcieleni do jednego z nich, w każdym razie taką informację przemyciła nam doktor Świtalska. [...] Ewakuację zarządzono niespodziewanie któregoś dnia pod wieczór. Niespodziewanie, jeśli idzie o porę transportu rannych, albowiem miano ich ewakuować nocą. Szosy i drogi były zarezerwowane wyłącznie dla wojsk niemieckich, wieziono więc nas niewiarygodnymi wertepami. Sanitarki przypominały kutry miotane sztormem. Odległość ze Skolimowa do Łowicza - około 100 kilometrów - pokonywano prawie całą noc. [...]

[Wit Gawrak, W batalionie robotniczym. Wspomnienia, Warszawa 1971, s.97-109]

Dowództwo 1 kompanii Batalionu Ochotniczego im. Ordona 
na Forcie Czerniakowskim. Z przodu, pierwszy z lewej dowódca kompanii 
por. rez. Stefan Górski, drugi Stasiak.Stoją od lewej: podoficer służbowy plutonu, 
podoficer sanitarny,Wit Gawrak, por. Pałyska z 360 pp, podchor. ze Szkoły Sanitarnej



[1] Wit Gawrak urodził się 20 maja 1916 r. Ukończył Uniwersytet Jagielloński. Był członkiem Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej - Lewicy. Od wiosny 1939 r. pracował w Spółdzielni "Grupa Techniczna" w Warszawie. We wrześniu 1939 r. brał udział w obronie Warszawy w szeregach Batalionu Ochotniczego im. Ordona (V batalion 360 pp). Walczył na Sadybie. Ranny dostał się do niewoli. Przebywał w licznych szpitalach (m.in. Skolimów, Łowicz, Łodzi, Szpital Ujazdowski). Walczył w powstaniu warszawskim. Zmarł 12 października 1985 r.

czwartek, 31 marca 2016

Oksywie - wraki w porcie wojennym 1939 r.

Po opublikowaniu 24 marca informacji o ORP Bałtyk trafiłem na forum DWS na wątek "Uzbrojenie Mazura". Toczy się tam dyskusja m.in. na temat miejsca zatonięcia ORP Mazur we wrześniu 1939 r. Jednym z wątków tej dyskusji jest problem zatopionych statków w porcie oksywskim. 
Na moje zapytanie na forum DWS dotyczące jednego z moich zdjęć "wystające kominy to?"  admirał croclik  odpowiedział, że wrakami mogą być: ORP Ursus (pochylony) i chyba Nurek. Z kolei podporucznik marynarki ptasznik stwierdził:  URSUS tak, ale NUREK legł przecież w dwóch częściach przy molo OP. Poza tym NUREK (jego wrak) zachował maszt, a wrak ze zdjęcia go nie ma. Może to MISTRZ? I zadał interesujące pytanie: Ciekawe czyj jest maszt za rufą URSUSa? A później dodał: To chyba maszt ATLASa.

z1. Zdjęcie było przeze mnie publikowane w poprzednim poście. 
Teraz je wykadrowałem i zaznaczyłem na nim wrak


Dwa zdjęcia z publikacji Jerzego Pertka Wielkie dni małej floty i Okręty szkolne 
(są takie same, różnią się wykadrowaniem)

Postanowiłem przyjrzeć się bliżej zatopionym statkom. Z dwóch moich wcześniej opublikowanych zdjęć wykadrowałem wraki. Dodałem do tego jeszcze trzy nowe zdjęcia (jedno wykadrowane). 

z2. Niepublikowane do tej pory zdjęcie (wykadrowane) portu oksywskiego. 
Widok na trzy wraki ze zdjęcia z1 tylko z innej strony

Wpisałem je wszystkie w szkic. Cyframi rzymskimi zaznaczyłem wraki. Linie przerywane (zaznaczone z1, z2, z3, z4, z5) to kierunek zrobienia zdjęcia. Posłużę się tutaj ustaleniami podporucznika marynarki ptasznika: "I" to "Ursus", "II" to "Mistrz", a "III" to "Atlas" (nie do końca jestem przekonany).

Szkic portu wojennego na Oksywiu IX 1939 r. Trójkąty czerwone to wraki na moich zdjęciach,
 czarne na szkicu Jerzego Koziołkowskiego,
 podwójne dodane przeze mnie "Toruń" i "Mazur" w basenie zewnętrznym.
 Pomarańczowa kropka dodane przeze mnie miejsce upadku bomby.
ps. W szkic wkradł się błąd. Zamiast "Torunia" powinny być "Ioannis Carras" i "Robur VII" 
(dziękuję ptasznikowi z forum DWS za zwrócenie uwagi).

Wspomniane w tekście  trzy holowniki:

Holownik ORP Ursus. Zbiory NAC
Holownik ORP Mistrz. Zbiory NAC
Holownik ORP Atlas. Zbiory NAC

Następnie przyjrzałem się szkicowi Jerzego Koziołkowskiego (ten z forum DWS przesłany przez podporucznika marynarki Minera). Wykorzystując zawarte tam dane, na swoim szkicu cyframi arabskimi zaznaczyłem miejsca upadku bomb. Tylko w jednym wypadku (nr 4) można przyjąć, że potwierdziła się informacja Jerzego Koziołkowskiego. Innych miejsc upadku bomb na zdjęciach nie widać.

z5. Miejsce eksplozji bomby na nadbrzeżu portu oksywskiego

Dla przypomnienia szkic Jerzego Koziołkowskiego:



Holownik ORP Krakus. 
Podobna była "Wanda" (nie udało mi się znaleźć zdjęcia tego holownika).
 Zdjęcie ze strony m.dobroni.pl
ORP Nurek – baza nurków. Zbiory NAC

Drugim elementem, obok miejsc upadku bomb, który pojawia się na szkicu Koziołkowskiego to miejsca zatopienia "Wandy", "Nurka" i "Mazura". Na moim zdjęciu nie widać "Wandy" (zaznaczyłem tylko żółtą linią ewentualne miejsce jej zatopienia). Jak ktoś zauważył w dyskusji na forum DWS nie powinna wystawać z wody. Miejsce zatonięcia "Nurka" znajduje się niestety poza kadrem. 
I tu dochodzimy do najciekawszego. Na zdjęciu nr 4 widać wystający z wody wrak (zaznaczony "IV").


z4. Niepublikowane do tej pory zdjęcie. 
Widok na basen nr 1 portu wojennego na Oksywiu

Według Koziołkowskiego w tym miejscu powinien być wrak "Mazura". Zresztą na szkicu błędnie zaznacza ilość bomb eksplodujących przy "Mazurze". Powinien zaznaczyć dwie. Pierwsza eksplodowała na wysokości zainstalowanych na dziobie dział, druga przy molo, a jej wybuch odrzucił okręt od nabrzeża na ok. 10-70 m (źródła podają różne odległości). Niektóre wersje podają, że druga bomba trafiła w śródokręcie. 
Czy na zdjęciu jest widoczny wrak "Mazura"?

z3. Wrak ORP Mazur?

W pewnym stopniu potwierdza to podporucznik marynarki ptasznik, który stwierdził na forum DWS, że z wraku "Mazura" w  basenie nr 1 powinien być widoczny tylko komin, ewentualnie jeszcze kawałek nadbudówki

ORP Mazur. Zdjęcie ze strony pl.wikipedia.org


Zdjęcia z1, z2, z3, z4 i z5 pochodzą z moich zbiorów.


czwartek, 24 marca 2016

ORP Bałtyk - 1939 r.

"D'Entreasteaux" - francuski krążownik pancernopokładowy został wybudowany w 1896 r. Od 1927 r. pod nazwą ORP Bałtyk służył w polskiej marynarce wojennej jako hulk mieszkalny i szkolny, mieszczący Centrum Wyszkolenia Specjalistów Floty. We wrześniu 1939 r., po kapitulacji Gdyni, wpadł w niemieckie ręce.

Posterunek niemiecki przy pomoście prowadzącym do ORP Bałtyk

Józef Szewczykowski, obrońca Oksywia, po wzięciu do niewoli został skierowany do prac porządkowych. We wspomnieniach opublikowanych w miesięczniku "Morze" nr 1 z 1987 r. opisuje jeden z tych dni.

Zniszczenia na pokładzie ORP Bałtyk
            
Rano znów jechaliśmy na Oksywie. Podobnie jak wczoraj, podzielono nas na dwie grupy robocze. „Sprzątacze" nadal pracowali na terenie koszar. Moja grupa udała się do portu. [...] powiedzieli nam, że teraz udamy się do pracy na „polski pancernik''. [...] Okręt-hulk ORP Bałtyk stał zakotwiczony w basenie otwartym na awanport. [...]

Widok na przejęty przez Niemców ORP Bałtyk stojący w porcie oksywskim

            W pierwszych dniach wojny "Bałtyk" został zbombardowany. W śródokręcie trafiła jedna, lekka bomba, która spowodowała pożar. Przez kilka dni stał nad hulkiem słup dymu, widoczny z terenu Płyty Oksywskiej. Sądziliśmy, że ten dziwaczny, pofrancuski grat, szpecący port wojenny, wypalił się całkowicie. Okazało się, że lekka bomba przebiła dwa pokłady i eksplodując wewnątrz, zapaliła wilgotne szmaty, papierzyska, różne rupiecie i trochę wykładzin drewnianych. Ogień nie rozprzestrzenił się. Tlił się tylko i wytwarzał dużo dymu, który walił przez wyrwane pokłady, jak z fabrycznego komina. Jak lokalny był to pożar, świadczy fakt, iż znajdująca się w pobliżu biblioteka okrętowa, pełna książek, nie została spalona. Nie wiem, czy nasza straż portowa ogień stłumiła, czy dopiero Niemcy po zajęciu Oksywia.

Zniszczenia na pokładzie ORP Bałtyk

            Otrzymaliśmy zadanie usunąć bibliotekę okrętową. Przez otwarty, burtowy luk, na podstawioną wcześniej bańkę, wyrzucaliśmy książki o tematyce beletrystycznej i naukowej. Dokumentacja okrętów, mechanizmów, uzbrojenia, podręczniki nawigacji, plany, szkice i wykresy - wszystko szło na makulaturę. Marnował się bogaty dorobek kilkunastu lat, na którym szkoliło się wiele roczników marynarzy. Nie usunęliśmy wszystkiego. [...] Przeglądaliśmy pomieszczenia, magazyny i wszystkie schowki. Znaleźliśmy trochę starej bielizny, części mundurów, trochę zawilżonych papierosów, a także najcenniejszą zdobycz: całą skrzynię doskonałego, tranowego mydła w kawałkach [...]

ORP Bałtyk w porcie oksywskim. Na pierwszym planie grupa oficerów niemieckich

            Z górnego pokładu nadbudówki obserwowaliśmy zatokę i dobrze widoczną na horyzoncie kosę Helu. Tam był jeszcze skrawek wolnej Polski. Na Zatoce i na Helu panowała cisza. Nad cyplem Helu unosił się dym. Coś się tam dopalało. Po redzie Gdyni krążyły powoli dwa trałowce. W basenie widać było dziób i rufę przełamanego bombą ORP Mazur i maszty zatopionych „drobnoustrojów". Przy warsztatach marynarki niemieccy rusznikarze przestrzeliwali w stronę Zatoki zdobyte na Oksywiu karabiny maszynowe. [...]

ORP Bałtyk w porcie oksywskim
Grupa oficerów niemieckich w porcie oksywskim. W tle ORP Bałtyk


Wszystkie prezentowane zdjęcia pochodzą z mojej kolekcji.

niedziela, 28 lutego 2016

Batalion Obrony Narodowej "Kościerzyna" 1939 r. - Jan Szalewski

Wpadły mi w ręce kartki z kalendarzyka Jana Kazimierza Szalewskiego dotyczące jego udziału w walkach wrześniowych w 1939 r. 

Właściciel kalendarzyka jest co prawda postacią znaną, ale dla porządku przypomnę krótko jego życiorys. 


Jan Szalewski w 1945 r. 

Szalewski urodził się 31 maja 1914 r. w Czersku. W 1935 r. zdał maturę w Chojnicach. Ukończył szkołę podchorążych rezerwy w Zambrowie. Pracował w magistracie w Czersku, w gminie w Konarzynach i w gminie Kościerzyna (wieś). We wrześniu 1939 r. walczył jako dowódca 3 plutonu 1 kompanii ON "Kościerzyna I", następnie w obronie Warszawy w 36 pułku piechoty. 
Po ucieczce z niewoli dowodził oddziałem partyzanckim w powiatach kościerskim i chojnickim. Działał w TOW "Gryf Pomorski", Polskiej Armii Powstania "PAP", AK. W lutym 1945 r. został ranny w walkach o Czersk. W sierpniu 1945 r. został aresztowany, opuścił więzienie w lipcu 1946 r. 


Komendant chojnicko-tczewskiego inspektoratu AK por. Jan Szalewski ps. „Soból” 
wraz z dowódcą oddziału partyzanckiego Alfonsem Kwiczorem ps. „Czarny”.
 
Zdjęcie ze strony ak-wrzeszcz.pl

Pracował jako nauczyciel historii w Kościerzynie, Starogardzie i Słupsku. W 1949 r. uzyskał tytuł magistra na UMK w Toruniu, a w 1966 r. obronił pracę doktorską. W 1973 r. został mianowany na stopień majora. Po przejściu na nauczycielską emeryturę  w 1974 r. zamieszkał w Gdańsku. Zginął w wypadku 4 marca 1988 r.

Zainteresowanych działaniami Batalionu Obrony Narodowej "Kościerzyna" we wrześniu 1939 r. odsyłam m.in. na stronę obronanarodowa1939.pl serwis poświęcony formacjom obrony narodowej II Rzeczypospolitej i Przysposobienia Wojskowego Konnego. 

Zapiski zajmują siedem stron kalendarzyka na rok 1939 (8 cm x 10 cm). W wielu miejscach są trudne do odczytania (zaznaczyłem te fragmenty trzema kropkami ... ). W nawiasach kwadratowych rozwiązałem skróty.

Cztery strony z kalendarzyka Jana Szalewskiego

Rok 1939
Sierpień
21 poniedziałek  
22                   Wymarsz z Garczyna do Łubiany w s[zyku] bojowym wieczorem
23                   Łubiana
24                   Łubiana.  Pojechałem do
25
26
27                   Msza polowa
28                   Spowiedź. Garczyn
29                   Wymarsz z Garczyna wieczorem do Łubiany bojowo na linię
30                   Całą  noc w lesie leżałem ...  Noc w samej ...
31                   Po poł[udniu] udałem się do Wierzyska do taboru
Wrzesień
1 piątek          Odwiedziłem kwaterę. Pobudka o 23.30 i odmarsz  st. Olpuch - W...
2                     Całość udaje się do Starego Wierzchucina ..., Bukowiec, Przesiersk
3                     Przybyliśmy do Chełm[n]a i przeprawiłem się przez Wisłę - Przechowo
4                     Chełmża,  front nad Wisłą, Toruń
5                     Toruń, ostrzeliwanie przez dywersanci [tów]
6                     Włocławek,  Kowal, marsz, spotkanie
7                     Kutno, maj[ątek] Żarwieniec,  Łowicz
8                     Warszawa, mjr Kiedrowski
9                     Przydział do batalionu 36 pp, dca mjr Kiedrowski Jan
10                   Walki na Żoliborzu
11
12                   12 poległo
13                   działka ppanc, Czepita
14                   bombardowanie Cytad[eli]
15
16                   walka na bagnety
17                   walki, 6 zabitych
18                   8 zab[itych], 20 r[annych]
19                   Virtuti Mil[itari] dla bohat[erskiego] sanitariusza
20                   dalsze walki
21                   głód, filtry, 100 ...
22                   padłe konie i ludzie
23
24
25                   walki na bagnety
26                   8 zabitych
27                   kapitulacja, nominacja na ppor.
28                   zakopanie broni, Gąsiorowski, Mścisławska
29                   zawieszenie broni 12.00
30                   zajęcie Warszawy. Wymarsz z Cytadeli
Październik
1 niedziela    do Błonia, postój w Błoniu 1 dzień i noc
2                     dalszy wymarsz do Sochaczewa, noc w Sochaczewie wśród deszczu
3                     w Sochaczewie. Noc w Sochaczewie
4                     wymarsz do fabryki jedwabiu
5                     noc w fabryce. Rano załadowanie na transport odjazd k[ierunek] Toruń
6                     ucieczka . Przyjazd do Tucholi
7                     Przyjazd do domu


Zapewne wrócę jeszcze do postaci Jana Szalewskiego, żeby rozszyfrować notatki i pokazać jego szlak bojowy w 1939 r.