Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Tygodnik Ilustrowany". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Tygodnik Ilustrowany". Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 czerwca 2018

"Pieszczotka" w Skolimowie płaci karę

Adam Zyszczyk na swojej stronie facebookowej "Konstancin-Jeziorna. Historia, Ludzie, Architektura" umieścił tekst opublikowany wcześniej w „Robotniku” z 1928 r. Bardzo interesujący tekst. Pokazuje on Konstancin i Skolimów od zupełnie innej strony niż ta opiewana przez wielbicieli tych podwarszawskich letnisk. Nie pokazuje piękna i zabytków. Zresztą po ćwierćwieczu jakie to zabytki. Ot dom... ładny, średni, brzydki. Tekst ten opisuje jak wtedy część społeczeństwa widziała wspomniane letniska. Nie interesuje ich, że w tej willi mieszka właściciel fabryki, banku zasłużony dla ... no właśnie dla kogo. Nie wpadają w euforię jak zobaczą murowaną willę. A opis stanu ulic i niektórych budynków, które są mizernego stanu i nieestetycznego wyglądu, zapewne przejaskrawiony, ale zapewne prawdziwy.

Czy nie uśmiechamy się, gdy czytamy:

Konstancin i częściowo Skolimów, to taki mały, letni światek wielkiej burżuazji, przytulisko opływających w forsę próżniaków. (...) Konstancin. (...) kręci się  [tu] mnóstwo panienek z adoratorami. Panienki przesadnie umalowane, sukienki spory kawał powyżej kolan, w buzi papieros, w prawej ręce laseczka, w lewej sznureczek, na sznureczku – piesek. Młodzieńcy w strojach tenisowych, ruchy teatralne. Szyk, wytworność, bezdenna nuda. (...) [na ulicy roje] krygujących się podlotków i zblazowanych złotych młodzieńców, spotyka się jeno nabrzmiałe od wyżery i szampana, różowe, zadowolone, dumne, a bezdennie głupie gęby paskarzy, już to świeżo upieczonych, już to starych przedwojennych, takich, co to panie z dziada pradziada… 

A propos paskarzy. Coś musiało być na rzeczy, bo już w 1922 r. gazety krajowe podały taką to oto informację:


Informacja za:

Swoją drogą właściciel  "Pieszczotki" był niezłym "spryciarzem". Już "Tygodnik Ilustrowany" z 1914 r. (nr 42) donosił, że jej właściciel "wykręcił się Niemcom sianem", które posiadał po zabranym koniu. Dzięki temu, oszczędzono "domek" letni, który nie utracił ani jednej szyby, mimo, że mury ma pokaleczone przez kule, a ogródek usiany odłamkami szrapneli.

"Pieszczotka", 1914 r. 

*****
A do panienek z adoratorami na konstancińskim "bruku" jeszcze wrócimy.....

wtorek, 6 marca 2018

Szkoła w "Leonówce" - Konstancin 1929 r.

160 lat temu urodziła się wybitna pedagog i właścicielka szkół w Warszawie i Konstancinie.

Leontyna Barbara Rudzka (Leonia) przyszła na świat 15 marca 1858 r. w Woli Ługowej (pow. białobrzeski). Była córką Józefa, ziemianina, właściciela majątku Wola Ługowa, i Anny z Domańskich. Była wybitną działaczką oświatową, pedagogiem, nauczycielką, właścicielką żeńskiej szkoły średniej w Warszawie. Została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta za zasługi w działalności patriotycznej, oświatowej i społecznej (1927). Zmarła 20 lutego 1929 r.

Leontyna Rudzka. Zdjęcie ze zbiorów NAC




Rudzka była właścicielką dwóch konstancińskich willi - „Leonówka” i „Biała”. W 1912 r. uruchomiła w „Leonówce” swoją drugą szkołę (pierwsza znajdowała się w Warszawie przy ul Zielnej 13). Początkowo miała ona tylko klasę wstępną, ale dwa lata później w szkole były czynne już 3 klasy (wstępna, I i II) oraz internat. Niestety wybuch I wojny światowej przerwał działalność szkoły. 

Willa "Leonówka". 
Zdjęcie ze zbiorów
Wirtualnego Muzeum Konstancina

Jesienią 1929 r., po jej śmierci, szkołę ponownie uruchomiły jej siostrzenice Maria i Jadwiga Domańskie i przekształciły w Gimnazjum Koedukacyjne Rozwojowe z internatem istniejące do 1936 r. Mieściło się także w willi „Leonówka” przy ul. Mickiewicza i w sąsiedniej willi „Biała". 


Tak o tym pisał w "Tygodniku Ilustrowanym" w numerze 35 z 1929 r. anonimowy autor podpisujący się literką "D.": 

Szkoła w Konstancinie 

Coraz czyściej rozpowszechnia się zagranicą typ wzorowej szkoły prywatnej, mieszczącej się zdała od zgiełku miasta. Typ takich szkól. najliczniej rozpowszechniony w Szwajcarii, przenika i do nas, dzięki dobrym warunkom w Polsce. Szkoły takie cieszą się tym samym wielkim powodzeniem, albowiem posiadają te dobre strony, których miasto nie posiada z przyczyn naturalnych. 

Myśl to znajduje zrozumienie i w naszych sferach rodzicielskich i pedagogicznych, czego dowodem jest powstanie w Konstancinie pod Warszawą „Prywatnej Powszechnej Szkoły Koedukacyjnej" z programem równorzędnym niższemu gimnazjum. 

Celem szkoły jest dać uczniom nie tylko wykształcenie teoretyczne ale i wychowanie; stale przebywanie na świeżym powietrzu, na słońcu i swobodzie rozwija nie tylko umysł ucznia żywością natury, ale i rozwija i udoskonala fizycznie – to wszystko dzięki temu, iż uczeń znajduje się z dala od miasta, ulicznego pyłu i wyziewów, dymu i zepsucia wielkomiejskiego, które ujemnie wpływają, tak na organizm jak i duszę młodzieży.


Willa "Leonówka" 1900 r.


W szkole konstancińskiej lekcje podczas dni pogodnych i ciepłych odbywają się w pięknym i zacisznym parku, otaczającym budynek szkolny, dzieci więc oddychają świeżym, czystym powietrzem. Niewielka ilość dzieci w poszczególnych klasach pozwala profesorom i wychowawcom na gruntowniejszą naukę, jak również poznanie charakterów i braków, co ułatwia w dużej mierze celowe zastosowanie indywidualnego kierunku. w jakim dziecko pójść winno. 

Założycielami tej pożytecznej szkoły są siostrzenice ś. p. Leonii Rudzkiej, a zarazem długoletnie współpracowniczki jej gimnazjum, które w ten sposób urzeczywistniają dążenia zmarłej, która swych szczytnych zamierzeń dokonać nie mogła. 

Jeśli dodamy, że przy szkole znajduje się wzorowy internat dla dziewcząt i te liczne udogodnienia, które szkoła posiada, to przyznać należy, iż myśl utworzenia podobnego zakładu jest najbardziej godną uznania i poparcia. 

Szkoła w Konstancinie daje bardzo poważne wyniki, stanowiąc jeden z wybitnych czynników podnoszenia się poziomu szkolnictwa różnych typów, a szczególnie takiego, jaki dawno zagranicą został przez sfery, tak urzędowe jak i fachowe uznany za najlepszy, bowiem jednym z głównych postulatów, jakich wymaga się od szkoły jest właśnie obok szkolenia teoretycznego, wychowanie młodego pokolenia na zdrowych fizycznie i moralnie obywateli. 

Zapisy odbywają się w szkole codziennie, szczegółowych informacji można zasięgnąć na miejscu w Konstancinie lub listownie: Al. Mickiewicza, willa „Leonówka". 

wtorek, 23 maja 2017

"The Illustrated London News" - 175 lat

Zapewne mało kto pamięta, że mija właśnie 175 rocznica powstania pierwszego i jednego z najważniejszych tygodników ilustrowanych świata "The Illustrated London News" - powołanego do życia w Londynie przez Herberta Ingrama. 


14 maja 1842 r. ukazał się pod redakcją Fredericka Williama Naylor Bayley'a pierwszy numer. Zawierał m.in. materiał o pierwszej wojnie afgańsko-angielskiej, katastrofie pociągu we Francji, o balu młodej królowej Victorii, kandydatach na prezydenta USA. 


Numer ten o objętość 16 stron (zawierał 32 drzeworyty) w cenie 6 pensów sprzedał się w ilości 26000 egzemplarzy. Do końca roku nakład pisma wzrósł do 60000 egzemplarzy, aby w następnych latach osiągnąć nakład w 1851 r. 150000, w 1855 r. 200000, w 1863 r. 300000 egzemplarzy.


"The Illustrated London News" był tygodnikiem do 1971 r., następnie zmieniał częstotliwość a w 2003 r. został ostatecznie zamknięty.


Nasz "Tygodnik Ilustrowany" ukazał się siedemnaście lat później - w 1859 r. i trwał tylko do 1939 r.

ilustracje za: en.wikipedia.org, blog.britishnewspaperarchive.co.uk, pl.wikipedia.org

wtorek, 9 maja 2017

"Pochód na Wawel" Szymanowskiego

Po wielkim sukcesie w Wiedniu rzeźba-pomnik "Pochód na Wawel" była eksponowana w salach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Cała Warszawa, nie tylko artystyczna, oczekiwała tej prezentacji. 2 marca 1912 r. tłumy zainteresowanych mogły zobaczyć na własne oczy dzieło Wacława Szymańskiego.



Informacje o wystawie zamieszczane
w "Kurierze Warszawskim" w 1912 r. nr 59, 61, 62

W 1905 r. Wawel został przekazany władzom Galicji i Lodomerii. Sześć lat później ostatni żołnierz austriacki opuścił zamek wawelski. Trwała jednocześnie dyskusja nad koncepcją przywrócenia świetności Wawelowi. Do Komitetu Odbudowy Zamku na Wawelu został powołany m.in. Wacław Szymanowski.

                               

W ramach tych prac przygotował on kompozycję rzeźbiarską "Pochód na Wawel". W 1908 r. gotowy był gliniany model rzeźby, w 1911 r. gotowy odlew gipsowy w skali 1:5, w 1912 r. brązowy odlew patynowany. 9 listopada 1911 r. model został pokazany na wystawie "Secesja" w Wiedniu (były tu także prezentowane prace Jacka Malczewskiego). Na przełomie 1911 i 1912 r. powstał komitet budowy pomnika-rzeźby. Kilkuletnie zabiegi o wykonanie odlewu w skali 1:1 nie powiodły się. 




Projekt wywołał wielką, ogólnonarodową dyskusję. Mimo poparcia projektu przez Jacka Malczewskiego, Jana Stanisławskiego, Henryka Sienkiewicza, Oswalda Balzera, Włodzimierza Tetmajera, Ignacego Chrzanowskiego, silna opozycja m.in. prasy warszawskiej (m.in. "Głos Warszawski" nr 88 z 31 marca 1912 r. w materiale "Nasze zdanie w sprawie "Pochodu na Wawelu") i warszawskiego środowiska artystycznego (Stanisław Jagmin, Eligiusz Niewiadomski, Kazimierz Stabrowski, Edward Trojanowski) doprowadziła do tego, że w 1928 r. Adolf Szyszko-Bohusz (kierownik prac przy odnowie wawelskiego zamku) odrzucił projekt ustawienia rzeźby na Wawelu (taki sam los spotkał projekt witraży do katedry wawelskiej zaproponowanych wcześniej przez Stanisława Wyspiańskiego). 


Rzeźba "Pochód na Wawel" przedstawia kroczące 52 postacie. Prowadzi je Los-Fatum. Za nim idą królowie i inne osobistości z dziejów Polski. Kroczą Zygmunt III Waza i Piotr Skarga, Stefan Batory z Janem Zamojskim, Zygmunt August z Barbarą Radziwiłłówną, Zygmunt Stary z królową Boną, Władysław Jagiełło z królową Jadwigą i Zawisza Czarny, Kazimierz Wielki z Esterką, Bolesław Śmiały i św. Stanisław, dworzanie i lud.


W oryginale długość rzeźby miała mieć 35 metrów długości a wysokość figur 3,5 metra.

Projekt ustawienia rzeźby.
Akwarela Kazimierza Wyczyńskiego
według Wacława Szymanowskiego i Zygmunta Hendla

Wacław Szymanowski urodził się 23 sierpnia 1859 r. w Warszawie, rzeźbiarz i malarz tworzący w stylu secesji. W latach 1875–1879 studiował rzeźbę u Cypriana Godebskiego i malarstwo w École des Beaux-Arts. Studia uzupełnił w latach 1880–1882 w Monachium. W 1889 r. za obraz „Kłótnia Hucułów” został nagrodzony złotym medalem na wystawie w Paryżu. Malarstwo porzucił w 1895 r., poświęcając się rzeźbie. 2 maja 1923 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 22 lipca 1930 r. w Warszawie. 


Był autorem wielu nagrobków i pomników (m.in. pomnika Fryderyka Chopina w Warszawie, rzeźby "Macierzyństwo" w Warszawie, pomnika Juliusza Słowackiego we Wrocławiu – wykonany przez Andrzeja Łętowskiego na podstawie rzeźby Szymanowskiego). 

Ilustracje za: "Świat. Pismo tygodniowe ilustrowane" nr 9 z 1912 r., "Tygodnik Ilustrowany" nr 9 z 1912 r.

wtorek, 20 września 2016

Wielkie odkrycie w Jeziornie - 1908 r.

29 lipca 1908 roku w Jeziornie na gruntach należących do Władysława Sieradzkiego wykopano grób z epoki żelaza. Pierwszy o tym doniósł w swoim porannym dodatku  "Kurier Warszawski". Informacja znalazła się na pierwszej stronie gazety.

*



Wiadomości bieżące. Wykopalisko

Pomiędzy Konstancinem a Jeziorna, w pobliżu toru kolejki wilanowskiej, znajduje się dość wydatne wzgórze, na którem długi szereg lat stoi wiatrak - obecnie własność p[ana] Władysława Sieradzkiego.
Młynarz, kopiąc przed kilku dniami, pod uderzeniem łopatą usłyszał głuche echo.zaciekawiony zaczął kopać głębiej i znalazł sklepienie ułożone z wielkich kamieni.
Odsunąwszy kamienie, niczem ze sobą nie spojone, ujrzał grób 3 łokcie długi i półtora łokcia szeroki, z dużych kamieni, wewnątrz oszlifowanych, ułożony, a w nim 15 mniejszych i większych urn glinianych, w których po otwarciu znalazł zbielałe zupełnie, na drobne cząsteczki pokruszone kości ludzkie.
Brak poczucia wartości wykopaliska podyktował młynarzowi wykopanie kamieni z ziemi, rozebranie całego grobu i wydobycie urn.
Zawartość urn naturalnie przetrząsnął i kilka z nich rozdał na "pamiątkę" sąsiadom.
Pozostało mu jedynie 7 urn: 3 większe i 4 mniejsze. Wykopane kamienie grobowe umieszczono na ziemi w pobliżu wiatraka.
Rzadkiem wykopaliskiem zająć się powinno nasze Towarzystwo opieki nad zabytkami przeszłości[1] i  - póki czas - bo marnotrawcze ręce nieświadomych ludzi zaprzepaszczą ten zabytek tak jak wiele innych, które raz na zawsze przepadły dla potomności.

"Kurier Warszawski" nr 210 z 31 lipca 1908 r. (dodatek poranny), s.1

*

Dzień później "Kurier Warszawski" ponownie na pierwszej stronie umieścił szerszą notatkę na ten temat.



Wiadomości bieżące. Wykopalisko

Donieśliśmy wczoraj o znalezieniu pod Jeziorną kurhanu, w którym znajdował się grób przedhistoryczny z kilkunastu urnami.
Na wieść o tem, wczoraj, o godzinie 3 m. 40, kolejka wilanowska wyjechał prezes komisji starej Warszawy Towarzystwa opieki nad zabytkami przeszłości, mecenas Aleksander Kraushar[2], w celu bliższego zbadania wartości wykopaliska.
Na miejscu w Jeziornie na mecenasa Kraushara oczekiwał wiceprezes Towarzystwa opieki nad zabytkami przeszłości, p[an] Erazm Majewski[3], który już poprzednio rozpoczął w tej miejscowości studja archeologiczne. Wraz z powyżej wymienionymi na miejsce przybył współpracownik naszego pisma i współpracownicy "Świata" oraz "Tygodnika Ilustrowanego", z aparatami fotograficznymi.
Po przybyciu na miejsce i obejrzeniu terenu, gdzie znajdował się grób, właściciel gruntu, p. Władysław Sieradzki, pokazał zebranym trzy pozostałe u niego urny, kośćmi napełnione.
Z objaśnień p[ana] Sieradzkiego dowiedzieliśmy się, że nie był on zupełnie winien zrujnowaniu grobu: natrafiwszy na kamienie, nie przypuszczał w pierwszej chwili nic nadzwyczajnego i dopiero później, po wydobyciu całej grubej warstwy kamieni spostrzegły urny.
Urny te wyjął ostrożnie, powiązał sznurkami, aby nie porozpadały się i w tej formie pozostawił je u siebie, aby przekazać odpowiedniej instytucji.
Już wczoraj rano p[an] Sieradzki nadesłał nam do redakcji dwie urny, które prześlemy Towarzystwu opieki nad zabytkami przeszłości, resztę zaś p[an] Sieradzki obiecał sam ofiarować p[anu] Erazmowi Majewskiemu do jego zbioru przedhistorycznego, ofiarowanego już Towarzystwu opieki nad zabytkami i mającego być niebawem otwartem dla szerszej publiczności w salonach gmachu Towarzystwa sztuk pięknych w Warszawie.
Pan Erazm Majewski objaśnił zebranych, że grób pochodzi z epoki kamiennej, liczy około 2,000 lat i należy do rodzaju t.zw. "grobów skrzynkowych"[4], układanych z głazów, które dość często spotykać się dają w porzeczach Wisły, Odry i Warty, gdzie ludy lechickie ziemie te zamieszkujące, paliły ciała nieboszczyków i popioły ich składały w urnach glinianych.
Urny u nas dobywane prawie nie różnią się od urn, dobywanych z ziemi z analogicznego okręgu w Europie zachodniej - odznaczają się symetrycznością, dużem poczuciem piękna i oryginalnością kształtów.

"Kurier Warszawski"  nr 211 z 1 sierpnia 1908 r. (dodatek poranny), s. 1

*

Mecenas Aleksander Kraushar i redaktor Erazm Majewski 
(pierwszy i drugi od lewa na prawo) w otoczeniu 
przedstawicieli prasy i osób zainteresowanych przybyli do Jeziorny

Przedstawiciel "Tygodnika Ilustrowanego" biorący udział w spotkaniu umieścił dwa zdjęcia i streścił informację z "Kuriera Warszawskiego", nie wnosząc nic nowego do tematu.

Wykopalisko

W pobliżu kolejki Wilanowskiej, między Konstancinem a Jeziorną, na wzgórzu, na którem stoi wiatrak p[ana][adysława] Sieradzkiego, przy kopaniu znaleziono grób 3 łokcie długi i 1 i pół szeroki, z dużych, wewnątrz oszlifowanych kamieni, a w nim 15 urn większych i mniejszych.
Ponieważ kopiący, w zbytniej ciekawości, pootwierali urny, z których, w dodatku, kilka ... rozdali sąsiadom, pozostało do umieszczenia w muzeach tylko 7.
Z tych dwie redakcya "Kur[yer] Warsz[awski]" przesłała Towarzystwu opieki nad zabytkami przeszłości, p[an] Sieradzki zaś resztę obiecał ofiarować p[anu] Erazmowi Majewskiemu, do  jego zbioru przedhistorycznego, ofiarowanego już Tow. opieki nad zabytkami.
P[an] Erazm Majewski objaśnił, jak pisze "Kuryer Warsz[awski]", że grób pochodzi z epoki kamiennej, liczy około 2,000 lat i należy do rodzaju t.zw. "grobów skrzynkowych" układanych z głazów, które dość często spotkać się dają w porzeczach Wisły, Odry i Warty, gdzie ludy lechickie, ziemie te zamieszkujące, paliły ciała nieboszczyków i popioły ich składały w urnach glinianych.
Urny, u nas dobywane, prawie nie różnią się od urn, dobywanych z ziemi z analogicznego okręgu w Europie zachodniej - odznaczają się symetrycznością, dużem poczuciem piękna i oryginalnością kształtów.
Dla zbadania wykopalisk wyjechał na miejsce p[an] Aleksander Kraushar, znany historyk, prezes Komisyi starej Warszawy Tow[arzystwa] opieki nad zabytkami przeszłości.


Zabytki przedhistoryczne z grobu w Jeziornie.
 Kamienie z grobowca i trzy urny z popiołami

"Tygodnik Ilustrowany" nr 32 z 8 sierpnia 1908 r., s. 246-247


*

Redakcja tygodnika "Świat" z wyprawy umieściła tylko dwa zdjęcia pod wspólnym tytułem "Cenne wykopaliska pod Jeziorną"

Na miejscu wykopaliska (od lewej) Aleksander Kraushar, Erazm Majewski, 
Zaleski, Pollak, właściciel wiatraka

Kamienie z grobowca i trzy urny z popiołami

"Świat" - pismo tygodniowe ilustrowane, nr 32 z 8 sierpnia 1908 r., s. 17

________________________________

[1] Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości (TOnZP) stowarzyszenie stawiające sobie za cel ochronę zabytków i polskiego dziedzictwa kultury działające w latach 1906–1944.
[2] Aleksander Kraushar (1843-1931) adwokat, historyk, publicysta, poeta, działacz kulturalno-oświatowy.
[3] Erazm Majewski (1858-1922) pionier w dziedzinie ochrony zabytków archeologicznych na ziemiach polskich i twórca "dekalogu" archeologa.
[4] Kultura pomorska (kultura grobów skrzynkowych), kultura archeologiczna epoki żelaza z okresu VII – III w p.n.e., zajmująca teren niemal całej Polski.