Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1927. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1927. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lutego 2019

Niezwykła sprawa ze Skolimowem w tle

Dżentelmen do wysokości 1000 zł. 
Niezwykła sprawa między lekarzem, mężem, żoną i kochanką 

Pod takimi tytułami łódzki "Express" donosił z Warszawy:



Znany ginekolog dr Marian Porajski[1] (Wilcza 76) wdał się w bardzo skomplikowany proces z bogatym przemysłowcem p[anem] Albinem P. o honorarium za operację. 
Stan faktyczny sprawy jest dość niepowszedni. 
Pewnej nocy po dr. Porajskiego zajechał elegancki samochód, zabierając go; do Skolimowa, gdzie — jak mu oświadczono — żona przemysłowca pana P. oczekiwała rozwiązania. Lekarz spędził przy chorej całą noc, nie doczekał się jednak połogu. 
Mąż pacjentki obiecał załatwić rachunki po zakończeniu opieki nad chorą. 
Po trzech tygodniach wezwano dr. Porajskiego ponownie. Tym razem był już potrzebny istotnie i musiał dokonać trudnej operacji oraz szeregu późniejszych zabiegów chirurgicznych 
Po paru dniach p[an] P. zjawił się u lekarza w sprawie honorarium. Lekarz wystawił ogólny rachunek na 1000 zł.: za pierwszą wizytę w nocy, operację, oraz dwie wizyty w celu zdjęcia klamer i opatrunków. 

Wejście do Lourse'a w Hotelu Europejskim.
Zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Umówiono się na następny dzień u Lourse‘a[2], gdzie pan P. miał oczekiwać za pieniędzmi i samochodem w celu zabrania doktora do chorej. 
Pan P. nie zjawił się jednak ani w cukierni, ani też w ogóle, wobec czego dr Porajski wystąpił przeciw małżonkom p[anu] Albinowi i p[ani] Wandzie z powództwem o umówione honorarium. 

Na rozprawie pełnomocnik pozwanych wystąpił z niespodzianką. Okazało się, że małżonka pana P. nie ma nic wspólnego ze Skolimowem, a osoba, odbywająca w tym miejscu intymną kurację, była tylko przyjaciółką przemysłowca i nazywała się p[ani] Wanda W. 
Sąd pierwszej instancji skazał pana P. na zapłacenie żądanej przez lekarka sumy, zwalniając go od solidarności z żoną. 
Pozwany odwołał się do drugiej instancji, gdzie wysunął nową tezę. 
— Ja nie mogę płacić honorarium, gdyż sprawę tę powinna załatwić pani Wanda W., ona to bowiem, a nie ja wzywała lekarza. Moja rola polegała jedynie na udzieleniu samochodu. 
Wydział odwoławczy Sądu okręgowego pod przewodnictwem prezesa Stankiewicza uznał wyjaśnienia porwanego za wykręty i uprzedni wyrok zatwierdził, obciążając nadto przemysłowca kosztami za dwie instancje. 


[1] Dr med. Marian Porajski był w latach 1935-1938 dyrektorem Miejskiego Zakładu Ginekologiczno – Położniczego im. św. Zofii przy ul. Żelaznej 88 w Warszawie. 
[2] Cukiernia " Lourse" powstała w 1821 r. Przeniosła się do Hotelu Europejskiego w 1873 r.

wtorek, 4 września 2018

Stacja Chylice 1927 r.

Zapewne część osób odwiedzając Konstanciński Dom Kultury "Hugonówka" zauważyło, że prezentowana tam jest wystawa prac konkursowych studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej wykonanych pod kierunkiem dr architekta Grzegorza Rykiela. Na kilkunastu planszach i jednym modelu pokazali oni projekty adaptacji dawnej parowozowni w Chylicach. 


Na planszach pokazano wiele zdjęć historycznych, rysunków, przekrojów itd. Mnie zainteresowało, że tylko jeden projekt wspomina, że budynek parowozowni posiadał wieżyczkę.
Widoczna ona była jeszcze na zdjęciu lotniczym z 1958 r.


Niestety młodzi architekci nie mieli materiału, który pozwoliłby im na zobrazowanie tego elementu budynku.
A tak wyglądała stacja (parowozownia) Chylice - z wieżyczką - w 1927 r.:


Jakby zdjąć daszek przypomina mi to trochę wieżyczkę, która znajduje się na budynku OSP Skolimów (pomińmy elementy techniczne).


wtorek, 16 stycznia 2018

90 lat temu uruchomiono Rozgłośnię Wileńską Polskiego Radia

Ktoś dziś pamięta takie wydarzenia. Zapewne tylko wąskie grono zainteresowanych historią Wilna czy też historią polskiego radia.

Dokładnie 90 lat temu zostało uruchomione wileńskie radio. Mimo pewnych opóźnień, technicznie rozgłośnię uruchomiono już w grudniu 1927 r. .


Numer tzw. radiowy wileńskiego "Słowa" ukazał się ostatecznie 8 grudnia 1927 r. (nr 281). W środku numeru znalazła się czterostronicowa wkładka zatytułowana "Na Wileńskiej Fali Radiowej". Na temat radia wypowiadają się: wojewoda wileński Władysław Raczkiewicz, prezydent miasta Józef Folejewski, dowódca 1 dywizji piechoty gen. bryg, Bolesław Popowicz, kurator Okręgu Szkolnego Wileńskiego dr Antoni Ryniewicz, prezes Polskiej Macierzy Szkolnej dr Witold Węsławski, prezes dyrekcji Poczt i Telegrafów inż. Mieczysław Ciemnołoński, prezes Wileńskiego Towarzystwa Filharmonicznego prof. Michał Józefowicz. Znalazły się tutaj materiały: "Radio o regionalnym zasięgu", "Odbiornik prostej konstrukcji", "Hallo! Hallo! Zwiedzamy wileńską radiostację", "Radiowe imieniny" (feljeton), "Radio propagatorem polskości", "Radio u obcych i u nas", "Wieś a radio", reklamy odbiorników radiowych. I co bardzo cenne - kilka zdjęć.

Willa przy ul. Witoldowej 21 w Wilnie, siedziba  radiostacji 
Radiostacja wileńska, studio 
Radiostacja wileńska, fragment aparatowni

W końcu roku większość dzienników informowała o tym fakcie. Wśród nich był oczywiście niezawodny "Kurier Warszawski" (nr 355 z  środy 28 grudnia 1927 r.), który zapowiadał, że pierwsza transmisja z Wilna będzie miała miejsce 15 stycznia 1928 r.


Przebieg uroczystości związanych z pierwszą publiczną transmisją podał dokładnie wileński dziennik "Słowo" (nr 13 z wtorku 17 stycznia 1928 r.)


Budynek na ul. Witoldowej 21 (lit. Vytauto g.) istnieje do dziś. Ba, znajduje się na nim nawet tablica informująca o Rozgłośni Wileńskiej Polskiego Radia.



wtorek, 26 grudnia 2017

Ksiądz kanonik Antoni Kaim

90 lat temu, 27 grudnia pod Nadarzynem zginął ksiądz kanonik Antoni Kaim, rektor kościoła św. Anny w Warszawie.


Kościół św. Anny w Warszawie, 1927 r. Zdjęcie za: fotopolska.eu

Rano 28 grudnia 1927 r. mieszkańcy Płocka mogli przeczytać na pierwszej stronie swojego regionalnego dziennika:

Straszny wypadek samochodowy
Warszawa, d.27.12 (Tel.wł.)

Wczoraj na szosie prowadzącej z Warszawy do Tomaszowa Mazowieckiego w pobliżu Nadarzyna zdarzył się straszny wypadek samochodowy, w którym ponieśli śmieć rektor kościoła po-bernardyńskiego w Warszawie ks. Antoni Kaim i szofer Jastrzębski, a ciężko ranny ks. Konstanty Pogorzelski prefekt szkolny i ks. Ożarowski.
Samochód pędził z dużą szybkością po szosie, która była zamarznięta i gładka jak lód. W pewnym momencie samochód uderzył z wielką siłą o kamień. Oś pękła, a koło rozleciało się w drzazgi, samochód zaś wywrócił się pokrywają sobą jadących.
Po zawiadomieniu odnośnych instytucyj na miejsce wypadku przybył proboszcz kościoła Zbawiciela ks. Nowakowski, pogotowie ratunkowe i siostry miłosierdzia.
Ks. Nowakowski zabrał ze sobą 2 rannych księży. Zmarły tragicznie ks. Kaim liczył lat 51.


Tego samego dnia ukazała się obszerna informacja o tym wypadku w porannym wydaniu "Kuriera Warszawskiego" (nr 355):

                           

Dzień później informował "Głos Trybunalski":
  

Z kolei "Kurier Warszawski" z 29 grudnia podał krótką informację o przewiezieniu ciała:


30 grudnia 1930 r. odbył się pogrzeb ks. Antoniego Kaima. Tak relacjonował to "Kurier Warszawski":


W tym samym numerze ukazał się nekrolog:


W styczniu 1928 r. "Pismo Organistowskie. Miesięcznik poświęcony wiedzy fachowej i życiu Organistów" zamieścił na swoich łamach tekst:


2 stycznia 1928 r. odbyło się nabożeństwo żałobne za duszę ks. Antoniego Kaima zamówione przez Zarząd i Radę Pedagogiczną Gimnazjum Żeńskiego Zofii Stiche:


Ksiądz Antoni Kaim został pochowany na Starych Powązkach w Warszawie (kwatera 70, rząd 6, miejsce 13). 

Nagrobek ks. Antoniego Kaima.
Zdjęcie za: cmentarze.um.warszawa.pl


wtorek, 5 grudnia 2017

Piękna Hajota - literatka

   Helena Janina Boguska (Hajota) urodziła się 16 maja 1862 r. w Sandomierzu. Po śmierci ojca przeniosła się z matką do Warszawy. Tutaj uczęszczała na pensję Laury Guerin (stąd wyniosła dobrą znajomość języków obcych) i na tajne kursy prowadzone przy prywatnej pensji żeńskiej Natalii Porazińskiej (stąd wyniosła wiedzę z zakresu literatury, historii i geografii Polski). 

Hajota.
Zdjęcie ze strony pl.wikipedia.org

   Zadebiutowała w wieku 13 lat publikując pod pseudonimem H.J.B. fragment powieści "Narcyzy Ewuni" ("Kronika Rodzinna" 1875 r.). Wejście do świata literatury umożliwiły jej trzy kobiety: Jadwiga Łuszczewska (Deotyma), Maria Ilnicka (redaktorka "Bluszczu") oraz Aleksandra Borkowska (redaktorka "Kroniki Rodzinnej"). Dzięki nim stała się znana i popularna na salonach. 
   Z kolei dzięki Prusowi poznała swojego pierwszego męża. Stefan Szolc-Rogoziński podróżnik i badacz, opromieniony sławą kameruńskiej wyprawy zafascynował ją. A i ona, kruczowłosa poetka i literatka, oczarowała młodego odkrywcę. W 29 sierpnia 1888 r., mimo niechęci rodziny pana młodego, wzięli ślub i wyruszyli na Czarny Ląd. 

Stefan Szolc-Rogoziński.
Zdjęcie ze strony 
pl.wikipedia.org

   Trzy lata spędzili na wyspie Fernando Po. Tu zakupili 500 hektarową plantację kakao i prowadzili badania nad afrykańskimi plemionami. Jednocześnie brali udział w wyprawach w głąb Afryki Środkowej m.in. do Nigerii. Helena wzięła także udział w wyprawie na najwyższy szczyt wyspy Pico Basile (Pico de Santa Isabel, Pic de Malabo, Clarence Peak). Za ten wyczyn otrzymała wysokie odznaczenie od króla hiszpańskiego.


  Małżeństwo przebywało w Afryce do 1891 r. Po powrocie do Europy Helena barwnie opowiadała o swoich przygodach w Afryce na odczytach: w Madrycie, Neapolu, Rzymie i Paryżu. Została członkinią Towarzystwa Geograficznego w Madrycie i Towarzystwa Afrykańskiego w Neapolu.

   Po powrocie do Polski pisarka złożyła wniosek o rozwód. Z formalnego punktu widzenia do śmierci Szolc-Rogozińskiego (1 grudnia 1896 r. w Paryżu) byli małżeństwem. W 1904 r. wyszła za mąż za architekta, Tomasza Pajzderskiego. Po czterech latach znowu owdowiała i do śmierci pozostała sama.

Zdjęcie ze strony: galeriakongo.blogspot.com

   W końcu XIX w. wypowiadała się przeciwko demonstracjom patriotycznym, chociaż sama w okresie obchodów Mickiewiczowskich (1898 r.) wzięła udział w organizowaniu i wygłaszaniu nielegalnych odczytów. W 1900 r. włączyła się do ruchu emancypacji kobiet. Pracowała w sekcji prawno-politycznej i literacko-artystycznej podczas pierwszego zjazdu kobiet polskich w 1907 r. , który odbył się z okazji jubileuszu Elizy Orzeszkowej. W czasie I wojny światowej działała w Towarzystwie Pomocy Ofiarom Wojny.
   Nie miała dzieci. Zmarła 4 grudnia 1927 r. w Warszawie i pochowana została w rodzinnym grobie na Powązkach. 

Zdjęcie ze strony: patrzacwjednastrone.blogspot.com

   Jej utwory ukazywały się nie tylko w czasopismach, ale również jako wydania książkowe (pod pseudonimem Hajota). Pozostały po niej sentymentalne czytadła ze śmiałymi jak na owe czasy scenami erotycznymi i opowiadania dokumentujące afrykańską wyprawę. Krytycy zarzucali jej nadmierną melodramatyczność fabuły, sztuczność i konwencjonalność motywów a część z nich stwierdzała, że literatką była marną. 
   Pozostawiła po sobie kilkanaście książek i opowiadań, m.in: „Narcyzy Ewuni”, "Poezje", "Co zwycięża!", "Błędne koło", „W pogoni”, "Dar Heliogabala", "Wyżebrana godzina", cykl „Z dalekich lądów” (inspirowany pobytem w Afryce): "Nowele i opowiadania", "Powieść", "Rosa Nieves". Oprócz tego opublikowała liczne nowele, przeglądy piśmiennicze i drobne szkice literackie.l
   Była uznaną tłumaczką z języków francuskiego, angielskiego, włoskiego i hiszpańskiego. Tłumaczyła m.in. Charlesa Dickensa, Jamesa Coopera, Josepha Conrada, Herberta Georga Wellsa, Honoré de Balzaca, Anatola France'a, Guy de Maupassanta, Olivera Goldsmitha, V. Blasco Ibáñeza.

Tak ją żegnał tygodnik "Świat" w nr 50 z 10 grudnia 1927 r.:
 

Ostatnio przypomniało Hajotę Koło Naukowe Literatury Kobiet Uniwersytetu Warszawskiego


wtorek, 10 stycznia 2017

Skarb z Zagórzyna

Ziemia kaliska bogata jest w wykopaliska. Jak to słusznie zauważył Mariusz Kurzajczyk jest to Ziemia skarbami słynąca. Nie jest to przypadek. Przez jej terytorium biegł m. in. szlak bursztynowy, z ważnym ośrodkiem handlowym Calisią. Odkrywano tu i wielokrotnie wydobywano skarby. Niestety większość z nich nie dochodziła do wiadomości archeologów.

Było to 90 lat temu. Jesienią 1926 r. lub wiosną 1927 r. - relacje są sprzeczne. W Zagórzynie pod Kaliszem właściciele pola wydobyli duże brązowe naczynie (kocioł). Według miejscowych plotek, zawierającym 6-8 kg złota i srebra. Znalazca nie przyznał się do niczego. Liczył na duże pieniądze za znalezisko. Chcąc uniknąć konserwatorów, archeologów i policji, czym prędzej spieniężyli skarb kolekcjonerom, pośrednikom i handlarzom. Między innymi w żydowskim lombardzie w Kaliszu. Właściciel lombardu też chciał na tym zarobić. Ale trzeba było to gdzieś sprzedać. Sprzedaż złota muzeum krajowemu (warszawskiemu czy poznańskiemu) była mało opłacalna. Dodatkowym kłopotem dla sprzedającego było wyjaśnienie w jaki sposób wszedł w posiadanie skarbu. 

Zagórzyn, naśladownictwo medalionu Walentyniana i Walensa 
(Staatliche Museen zu Berlin)
W związku z tym kaliski nabywca pojechał do znajomego złotnika z Nalewek w Warszawie aby spieniężyć część skarbu. Niestety złotnik po obejrzeniu skarbu w strachu przed konserwatorem i policją, zrezygnował z kupna. Kupiec wrócił do Kalisza i siekierą porąbał na kawałki jeden z medalionów. Ze złotym złomem wrócił na Nalewki. Tym razem złotnik nie miał skrupułów. Za 750 gramów złota zapłacił 5500 zł. 
Kupiec z Kalisza z pozostałym skarbem pojechał do Breslau (Wrocławia) i tam w Muzeum Starożytności Śląskich próbował sprzedać 20 srebrnych denarów, 6 złotych monet i złote uszko od porąbanego medalionu. Niestety kupcowi podwinęła się noga. Muzealnicy zwrócili uwagę na wielkość uszka. Takie rzeczy znajdowano bardzo rzadko. Kupiec wzięty w krzyżowy ogień pytań opowiedział całą historię. Nie podał tylko nazwiska ani właściciela pola z Zagórzyn, ani złotnika z Warszawy. 

Zagórzyn, sprzączka w stylu zwierzęcym
 (Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej)
Nie wiadomo też co się stało z reszta skarbu. Całej sytuacji winna była ignorancja handlarza kaliskiego, złotnika warszawskiego. Zapewne także przyczyniła się do tego wadliwa ustawa konserwatorska, która siała wszędzie postrach.
Archeolodzy przypuszczają, że skarb został ukryty w trakcie wędrówki ludów (V-VI wiek naszej ery). Stanowił zapewne dobra gromadzone przez wiele pokoleń przez plemienne elity. Zawierał 6 złotych medalionów, 3 tysiące srebrnych denarów (20 kg), rzymskie solidy oraz brakteaty germańskie. W 1998 r. archeologom udało się zlokalizować miejsce odkrycia skarbu. Odnaleziono kolejne denary i fragmenty kotła.
Znane zabytki ze skarbu trafiły do m.in. muzeów w Kaliszu (Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej),  Berlinie  i Nowym Jorku. 

zdjęcia ze strony www.mpov.uw.edu.pl

wtorek, 3 stycznia 2017

S/p Chodkiewicz

W swoich zbiorach znalazłem kilka zdjęć statku "Chodkiewicz". O tych zdjęciach niewiele mogę powiedzieć. Nie jest mi znane ani miejsce, ani data, ani okazja ich powstania. Publikuję jedno z nich.



Na statku widzimy znanych polityków: Bolesława Bieruta, Józefa Cyrankiewicza, naczelnego dowódcę Wojska Polskiego Michała Rolę-Żymierskiego, Aleksandra Zawadzkiego. Ciekawe, że wśród nich nie widzimy Władysława Gomułki. Może to jest wskazówka do datacji. 


O samym statku "Chodkiewiczu" niewiele wiem. Pojawia się on przy opisie sprowadzenia zwłok Juliusza Słowackiego do Polski. A konkretnie chwilowego postoju w Płocku.


Zwłoki Juliusza Słowackiego były przewożone Wisłą z Gdańska do Warszawy na statku "Mickiewicz". Statek zatrzymywał się w kilku miejscach nad Wisłą. Na jego spotkanie i dla eskorty 25 czerwca 1927 r. o godzinie 8.30 wypłynęły z Płocka w stronę Włocławka cztery statki. Dwa rządowe, "Chodkiewicz" i "Wyspiański" oraz dwa prywatnej żeglugi Chaima Rogozika, "Herold" i "Warszawa".  Około godziny 9.00 pięć statków zbliżyło się do Płocka. O godzinie 9.10 do przystani dopłynął jako pierwszy "Chodkiewicz", za nim dwa inne i wreszcie "Mickiewicz", piąty statek zamykał szyk. "Mickiewicz" po chwili przybił do przystani Płockiego Towarzystwa Wioślarskiego [1]. Prawdopodobnie widoczny dziób statku z prawej strony to "Chodkiewicz".



Zdjęcie "Chodkiewicza" w porcie płockim z ok. 1930 r. znalazłem także na stronie Lecha Borzyma [3]. 



Po wojnie Zarząd Oddziału Warszawskiego Yacht Klubu Polskiego starał się o miejsce na którym mógłby prowadzić swoją statutową działalność. W rezultacie na swoją siedzibę i port dostał teren na prawym brzegu Wisły przy Wale Miedzeszyńskim u wylotu ul. Wersalskiej (obecnie mieści się tu Ośrodek DGW). Przydzielonym terenem była wydma, pełna dołów i lejów po pociskach, na której widniały ruiny niedokończonego jeszcze przed wojną budynku. 30 września 1945 r. odbyła się tutaj pierwsze po wojnie uroczyste podniesienie bandery Yacht Klubu Polski. Na uroczystość przybył Komandor Honorowy YKP, przewodniczący Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut, członkowie rządu, przedstawiciele wielu państw, prasy, radia, delegacje klubów sportowych, członkowie klubu i ich rodziny. Przydzielony przez wojsko namiot pełnił rolę lokalu klubowego. Natomiast na wypadek niepogody miejscem rezerwowym był statek „Chodkiewicz" użyczony przez Komisarza Żeglugi na Wiśle. Po uroczystym podniesieniu bandery miał miejsce chrzest pierwszej wyremontowanej własnymi siłami joli (mały jacht o dwu żaglach). Nadano jej imię - jakby było inaczej - „Bolesław" [2].

Na stronie Andrzeja "Api" Podgórskiego[4] znalazłem zdjęcie interesującego nas statku.


Zdjęcie przedstawia statek parowy Państwowego Zarządu Wodnego w Płocku, bocznokołowiec inspekcyjno-holowniczy „Chodkiewicz” z kominem pomalowanym na srebrno z czarną obwódką na wierzchołku, stanowiącym rozpoznawczy znak armatorski statku administracji wodnej. W głębi widoczny jest biały komin statku holowniczo-inspekcyjnego „Wyspiański”. Statki stoją w płockim porcie, zima z 1949 na 1950 r.


Prawdopodobnie s/p „Chodkiewicz” - bocznokołowy holownik - zbudowany został w 1892 r. w stoczni F. Schichau Elbing a złomowany w 1961 r. Wg niektórych znawców tematu to ex „Новая Александрия”.


Inne zdjęcia z mojej kolekcji na których widać "Chodkiewicza" można zobaczyć tutaj  http://dawniejnizdzis.blogspot.com/2017/01/sp-chodkiewicz-na-blogu-miniatury.html



[1] Barbara Konarska-Pabiniak, Echa jubileuszy Słowackiego w Płocku"Bibliotekarz Płocki" nr 2 z 1999 r., s.12-18; Król - Duch w drodze do krypty. Jak Płock Słowackiemu ostatni hołd składał..., Płock 2009.
[2]  www.pocztowki.plockie.pl
[3]  na podstawie zg.ykp.pl/club/history
[4]  www.zegluga.wroclaw.pl