wtorek, 16 października 2018

Skolimowskie skarby - 1873 r.

W poście z 20 września 2016 r. wspomniałem o wielkim odkryciu w Jeziornie w 1908 r.

Nie był to odosobniony przypadek w tych okolicach. Już bowiem w 1873 r. podobna sytuacja miała miejsce w Skolimowie. Jak donosił korespondent "Kuriera Warszawskiego" D.M.:


We wsi Skolimów, niedaleko osady Piaseczno w powiecie warszawskim, włościanin Bojańczyk wykopał na swoim gruncie naczynie gliniane ze srebrną, starożytną polską monetą. Prędkie dowiedzenie się o tym zdarzeniu wójta gminy Nowa Iwiczna, do której wieś Skolimów należy, zapobiegło uronieniu, jakie zwykle bywa w podobnych wypadkach. Przy obliczeniu przez wójta okazało się przeszło sztuk 600, które złożone zostały naczelnikowi powiatu do stosownego postąpienia.

za: "Kurier Warszawski" nr 240 środa 24 października (5 listopada) 1873 r.


ps. warto dodać, że wybitny znawca historii ziem nadjeziorańskich Paweł Komosa powiązał ten skarb z okresem "Potopu". Więcej o tym można przeczytać na jego blogu: http://konstancinjeziorna.blox.pl/2014/07/Zakopane-skarby.html

wtorek, 9 października 2018

Skolimowskie ogrodzenia - 1905 r.

W 2013 r. ukazał się pierwszy numer konstancińskich "Zeszytów Historycznych - nie tylko Konstancin i Jeziorna". Adam Zyszczyk umieścił tam interesujący tekst "Bramy i ogrodzenia". Wydaje się, że podany przeze mnie tekścik w jakimś stopniu uzupełni zawarte tam informacje.

Nowy środek

Na Dalekim Wschodzie strony wojujące używały drutu kolczastego, który przeciwnikowi bronił przystępu, ranił go i szarpał na nim odzież. 

W letnich miejscowościach pod Warszawą (w szczególności zauważyliśmy to w Skolimowie i Konstancinie) rozpowszechniło się zastosowanie drutu kolczastego jako środka służącego do ogrodzenia posiadłości. 

Czyżby to miało być symboliczne, że własność jest już tak zagrożona, że stale stać musi na stopie wojennej ; środków wojennych dla obrony swej używać? 

Dość że dawne plotki z żerdzi, sztachety i parkany zupełnie prawie miejsca ustąpiły ogrodzeniom z drutu, najeżonego ostrymi, często haczykowate mi kolcami. 

Ale co uchodzi na wojnie i o ile skuteczne jest środkiem równie dobrym jak każdy inny, z tym trudno sit; pogodzie w normalnych warunkach. Być może panowie właściciele są zdania, ze kto się poważy granice ich posiadłości przekroczyć w sposób niedozwolony, ten na żadne względy nie zasługuje może się okaleczyć i odzież sobie zniszczyć. Ale należałoby pamiętać, że nie wszyscy żywią tak wrogie zamiary względem szczęśliwych posiadaczy willi i kawałków lasu, a tymczasem nic łatwiejszego jak przechodząc o zmroku zwłaszcza, pokaleczyć się lub odzież poszarpać o drut tuż przy drodze rozciągnięty. Szczególniej zdarzyć się to może tam. .gdzie ogrodzenie takie idzie przez środek lasu i w gąszczu wcale nie zwraca na siebie uwagi. A bywa i tak, że drut się obrywa i w poprzek drogi się rozkłada, stanowiąc niebezpieczeństwo dla dzieci, które boso biegają. 

Jednym słowem nie ulega chyba wątpliwości, że zastosowanie drutu kolczastego w takich warunkach stanowi wyraźne pogwałcenie wymagań publicznego porządku i bezpieczeństwa. Powinno ono być ograniczone pewnymi przepisami, które by np. oznaczyły, że drut kolczasty może być zakładany tylko na pewnej wysokości na wierzchu ogrodzeń drewnianych, albo też na slupach, ale tylko od wewnątrz, od zewnątrz zaś t. j. od drogi zabezpieczony być musi drutem gładkim, jak to i dziś już czynią ci właściciele, bardzo zresztą nieliczni, u których dbałość o własny interes nic przytłumiła uczuć ludzkich.


Pamiętajmy. Były to czasy rewolucji 1905 r. w Królestwie Polskim.

za: "Głos. Tygodnik naukowo-literacki, społeczny i polityczny" nr 36 z 27 sierpnia (9 września) 1905 r.

wtorek, 2 października 2018

Bombardowanie Konstancina - 1939 r.

Poniedziałkowy dziennik "Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony" z 4 września 1939 r. donosił:

„Wizytówka Goeringa" 
w konstancińskiej willi ambasadora St[anów] Zjedn[oczonych] 

Odwiedziłem wczoraj pod wieczór kwaterę dziennikarską — trzech korespondentów wojennych mr [mister] Smalla z „Chicago Tribune", Patricka Maltanada [Maitlanda] z londyńskiego „Timesa", Carltona Greena z „Daily Telegraphu". „Wielka trójka" rozlokowała się wygodnie w alei Szucha. 

Korespondenci depeszują do swych redakcji o ostatnich wydarzeniach. 

... Zniszczono 64 samoloty niemieckie. ...Jednostki pancerne Rzeszy poniosły wielkie straty. ... Zbąszyń odebrany brawurowym atakiem na bagnety. ...Bombowce niemieckie zabijają kobiety i dzieci... 

Idą wieści w świat o brawurze polskiego żołnierza i niemieckich haniebnych wyczynach. 

Właśnie Amerykanin Small kończy opracowywanie wywiadu z ambasadorem Drexel Biddle'm o bombardowaniu jego willi w Konstancinie [przy ul. Potulickich]. 

Anthony Joseph Drexel Biddle Jr. 
Zdjęcie za: en.wikipedia.org

— Herman Goering — mówi w tym wywiadzie amb[asador] Drexel Biddle — znał mój adres, nie przypuszczałem jednak, że tak prędko złoży mi wizytówkę. 

Zbrodniczy atak nastąpił właśnie w chwili, gdy ambasador wraz z żoną i córką przygotowywał się do wyjazdu samochodem do Warszawy. W willi znajdowała się również przyjaciółka pani ambasadorowej miss Mary Willis Mackenzie z Hopkinsville (stan Kantucky). 

Bombowce leciały bardzo nisko. 

— Tak nisko, że widziałem nawet twarz lotnika — oświadcza ambasador. 

Pani ambasadorowa i jej córka miss Peg[g]y Schultz zachowały całkowity spokój. 

— Jestem z nich dumny, dzielne Amerykanki — stwierdza ambasador. 

Ambasador z małżonką Margaret.
Na drugim zdjęciu Peggy Schultz.
Zdjęcia ze zbiorów NAC

Od wczoraj odłamek bomby znajduje się na biurku ambasadora. Będzie mu stale przypominał o przyrzeczeniu Hitlera, że lotnicy niemieccy otrzymali zakaz bombardowania ludności cywilnej. 

Ambasador Drexel Biddle nie zraził się jednak do Konstancina. W dalszym ciągu chce spędzać tam weekendy. 

Atak bombowców na ambasadora Drexel Biddle'a był naturalnie dla dziennikarzy amerykańskich wielką sensacją, tak zwaną „big story". Bo po pierwsze ambasador Drexel Biddle jest osobistością b[ardzo] znaną w Stanach, atak bombowców nie Jest rzeczą codzienną, a hitlerowcy są znienawidzeni w Ameryce. Setki słów przetelegrafowano o tym ich bestialskim wyczynie. Wojenni radio - reporterzy poświęcili nalotowi na Konstancin całe audycje. 

Hugh Carlton Greene
Patrick Francis Maitland

Pozostali lokatorzy kwatery mr Green[e] i mr Maitland, pierwszy wysoki, chudy, flegmatyczny blondyn, drugi ruchliwy, jak żywe srebro brunet, wystukiwali w pokoju obok na „Remingtonach" [marka maszyny do pisania] swe reportaże, które godzinę później odczytać mieli przed mikrofonem Polskiego Radia. 

Mr Green[e] kreślił swe wrażenia bardzo barwnie — "z sercem", opisując pierwszy dzień wspólnej wojny przeciw Niemcom — wzruszająca demonstrację przed ambasadą brytyjską. 

„Z niecierpliwością czekaliśmy tu na tę godzinę — dni wojny liczą się podwójnie". A godziny? Zwłaszcza takie, które z ust obcych ludzi rozbrzmiewały raz po raz entuzjastyczne okrzyki: „Niech żyje Wielka Brytania!", "Niech żyje król Jerzy!" 

Manifestacja pod ambasadą brytyjską w Warszawie 3 września 1939 r.
Zdjęcie za pl.wikipedia.org

Wieczorem — wspomina z dumą korespondent — gdy wychodziłem z ambasady spotkałem grupkę studentów. Poznali, że jestem Anglikiem. Wśród okrzyków na cześć Anglii zaczęli mnie podrzucać do góry. Gdybym teraz nie musiał stanąć przed mikrofonem, byłbym razem z nimi — kończy swój reportaż o „niezwykłym dniu" — Carlton Green[e]

Maitland podkreślił dzielną postawę ludności cywilnej, która nic ale to nic nie robi sobie z bombowców — mówił. — Widziałem na własne oczy dorożkarza, który w najlepsze spał na koźle podczas ataku lotniczego.

*****
Informacje o spadających na Konstancin 3 września bombach zebrał Dawid Miszkiewicz w swojej książce Ślady działań wojennych z września 1939 roku w Piasecznie, Konstancinie i okolicy, Konstancin 2014. Prezentowany wyżej tekst - mam nadzieję - uzupełnia i potwierdza podane przez niego ustalenia.

*****
Według ambasadora Drexel Biddle'a "średniej wielkości bombowiec" opuścił szyk i "gwałtownie obniżył się". Z małej wysokości wypuścił 11 bomb. Może tutaj nie chodziło o bombardowanie, lecz o to, że samolot uległ jakiejś awarii i pozbył się "balastu" [hipoteza]. Może specjaliści są w stanie podać jaki był to typ samolotu: Heinkel 111 czy Dornier 17.
Nie udało mi się ustalić bliżej tożsamości korespondenta "Chicago Tribune".

wtorek, 25 września 2018

Marszałek Sejmu w Konstancinie - 1925 r.

W 1925 r. pogorszył się stan zdrowia Stefana Żeromskiego. Tak sam o tym pisał: Przeszedłem grypę z bronchitem, ale bardzo ciężkim, połączonym z niedobrymi objawami. Lekarz wyrzuca mnie na południe i to bez zwłoki. Pisarz wyjechał do Włoch. Niestety nie wpłynęło to na polepszenie stanu jego zdrowia. Żeromski w złym stanie wraca do Konstancina. Zdrowie moje jest w złym stanie - stwierdza krótko w jednym z listów. W Konstancinie odwiedzają chorego pisarza liczni goście. Między innymi był tu 25 sierpnia 1925 r.:

"Głos Lubelski" nr 233 z 26 sierpnia 1925 r. 


Maciej Rataj urodził 19 lutego 1884 r. w Chłopach. W okresie II Rzeczpospolitej pełnił funkcję marszałka Sejmu i zastępcy Prezydenta RP, był działaczem ludowym i publicystą. Był zastępcą komisarza cywilnego przy Dowództwie Głównym Służby Zwycięstwu Polski. W 1939 r. współtworzył Główną Radę Polityczną. Został rozstrzelany 21 czerwca 1940 r. w Palmirach. 

Maciej Rataj. Zdjęcie za: pl.wikipedia.org

Pisarz zmarł 20 listopada 1925 r. w Warszawie w swoim mieszkaniu na Zamku Królewskim.

wtorek, 18 września 2018

Chylickie działki na sprzedaż - 55 temu

W poniedziałkowym wydaniu "Życia Warszawy" z 5 października 1953 r. (nr 237) zamieszczono informację na temat działek na skrzyżowaniu ulic Wiejskiej i Łąkowej w Chylicach w gminie Skolimów-Konstancin. 


Warszawska Spółdzielnia Księgarsko-Wydawnicza "Światowid" powstała w 1946 r. z połączenia warszawskich przedwojennych wydawnictw: Spółdzielni Księgarsko-Wydawniczej "Libraria Nowa" i Warszawskiej Spółdzielni Księgarskiej. Specjalizowała się w literaturze dziecięcej i popularnonaukowej. Posiadała 6 księgarni na terenie stolicy. Przy wydawnictwie istniało Polskie Archiwum Krajoznawcze i Fotografii Dokumentarnej. Spółdzielnia uległa likwidacji w 1953 r. Księgarnie "Światowida" przejął "Dom Książki". 


Spółdzielnia wydała m.in. "Kalendarz ucznia na rok" [1946], Helena Radlińska "Książka wśród ludzi" [1946] i znane wśród varsavianistów "Warszawa 1945-1948" [1948, 1949], "Warszawa dzisiejsza" [1949], "Warszawa Trasa W-Z" [1949]. 


Nie wiem jak potoczył się przetarg, bowiem jego wyników nie podano do publicznej wiadomości.

wtorek, 11 września 2018

Teatrzyk w konstancińskiej willi "Ave"


Teatr w Konstancinie był obecny prawie od początku powstania letniska. 

Janina Mannowa.
Fragment zdjęcia ze zbiorów
Andrzeja Krzyżanowskiego

Przykładem teatrzyk amatorski pani Janiny Mannowej (1879-1970), poetki i autorki sztuk teatralnych. Teatrzyk wystawiał małe formy sceniczne. Na pierwszej fotografii widać scenę ze sztuki Or-Ota (Artura Oppmana) "Anioł Pański. Fragment sceniczny z czasów Ludwika XIV". W sztuce grają tylko dwie osoby: Mniszka lat 18 i dworzanin królewski lat 25. Na pierwszym zdjęciu widzimy w tych rolach Helenę Jaroszyńską i Stanisława Wołowskiego. Drugie zdjęcie przedstawia grupę aktorów w jednej ze scen "Nocy Świętojańskiej" autorstwa Janiny Mannowej (ona sama stoi w środku).


Oba zdjęcia wykonał Z. Kopczyński, który swój zakład fotograficzny miał przy ulicy Kruczej 32 w Warszawie. Zdjęcia zostały wykonane w posiadłości państwa Mannów latem 1912 r., pierwsze na schodach willi "Ave", drugie w ogrodzie.

Willa "Ave". Zdjęcie ze zbiorów Wirtualnego Muzeum Konstancina 


wtorek, 4 września 2018

Stacja Chylice 1927 r.

Zapewne część osób odwiedzając Konstanciński Dom Kultury "Hugonówka" zauważyło, że prezentowana tam jest wystawa prac konkursowych studentów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej wykonanych pod kierunkiem dr architekta Grzegorza Rykiela. Na kilkunastu planszach i jednym modelu pokazali oni projekty adaptacji dawnej parowozowni w Chylicach. 


Na planszach pokazano wiele zdjęć historycznych, rysunków, przekrojów itd. Mnie zainteresowało, że tylko jeden projekt wspomina, że budynek parowozowni posiadał wieżyczkę.
Widoczna ona była jeszcze na zdjęciu lotniczym z 1958 r.


Niestety młodzi architekci nie mieli materiału, który pozwoliłby im na zobrazowanie tego elementu budynku.
A tak wyglądała stacja (parowozownia) Chylice - z wieżyczką - w 1927 r.:


Jakby zdjąć daszek przypomina mi to trochę wieżyczkę, która znajduje się na budynku OSP Skolimów (pomińmy elementy techniczne).