wtorek, 15 sierpnia 2017

Zapomniany pomnik w Jeziornie

W "Kurierze Warszawskim" z 1937 r. znalazłem interesującą informację dotyczącą Mirkowskiej Fabryki Papieru. 


Jeziorna. 
Dla upamiętnienia zwycięstwa w r. 1920 


Z inicjatywy pracowników mirkowskiej fabryki papieru wzniesiono krzyż-pomnik dla upamiętnienia rocznicy zwycięstwa oręża polskiego w r. 1920. Powstał specjalny komitet pod przewodnictwem robotnika Wiktora Janika, który ze składek i własną pracą wzniósł na obszarze mirkowskiej fabryki papieru krzyż-pomnik. Krzyż-pomnik 12 mtr. [metrów] wysokości stanął na specjalnym wzniesieniu, otoczony jest kwietnikiem i 8 zniczami. W obecności władz państwowych, organizacji społecznych i tłumów mieszkańców Jeziorny i okolic odbyło się uroczyste poświecenie krzyża-pomnika przez ks. kanonika Kozłowskiego. Następnie ks. Kozłowski wygłosił okolicznościowe przemówienie, podkreślając znaczenie dzisiejszej uroczystości. W godzinach popołudniowych odbył się na polanie obchód 17-ej rocznicy zwycięstwa.

Czy ktoś ma zdjęcie tego krzyża?

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wojciech Betley - 150 rocznica urodzin

Wojciech Betley urodził się Warszawie w 1867 r. Zmarł w Krakowie ok. 1920 r. Studiował w Warszawskiej Szkole Rysunkowej u Wojciecha Gersona (1889 - 1890), następnie w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie u Władysława Łuszczkiewicza i Józefa Unierzyskiego (1890-1893). Kontynuował studia w Monachium u Karla Rauppa. Swoje prace wystawiał w Towarzystwach Sztuk Pięknych w Warszawie i Krakowie, a także w Salonie Krywulta i Salonie Kulikowskiego. 
Dom nocą
Ruiny zamku w Ciechanowie 
Będzin. Zamek i synagoga
Ruiny zamku w Chęcinach 
Ruiny zamku w Bochotnicy
W stajence w Betlejem
Akt na tle draperii


Namalował m.in. Cmentarz, Śpiąca, Triumf złego, Krajobraz, Dom nocą (1903), Ruiny zamku w Ciechanowie (1908), Będzin. Zamek i synagoga (1908), Ruiny zamku w Chęcinach (1908), Ruiny zamku w Bochotnicy (1911), W stajence w Betlejem (1913) - też wydane na pocztówce, Akt na tle draperii (1921). Malował także pocztówki, m.in. Grunwald (seria 4 pocztówek, w tym jedna podwójna), Zwiastun wojny, Dworek "Pod Lipkami", świąteczne, patriotyczne. Był autorem nalepek Towarzystwa Oświaty Ludowej: 1. inicjały towarzystwa na tle Wawelu; 2. Polak w stroju narodowym i sztandarem z białym orłem. Jego rysunki znalazły się w monumentalnej pracy Jana Sas Zubrzyckiego "Skarb architektury w Polsce" (Kraków 1909-1916). Także w publikacji "Hołd Grunwaldowi. Album pamiątkowe zebrane staraniem <Straży Polskiej>" (Kraków 1910) wykorzystano widok pola bitwy pod Grunwaldem "z krajobrazu wykonanego przez W. Betleya".


Prowadził wykłady na temat Grunwaldu m.in. na Uniwersytecie Ludowym im. Adama Mickiewicza w Krakowie. Napisał m.in.: Z "Pieskowej Skały" pod Grunwald. Fantazja na tle historycznem, z własnymi ilustracjami ("Wędrowiec" nr 27 z 19 czerwca/2 lipca 1911 r.); Z pól Grunwaldu ("Goniec Częstochowski" nr 15 z 15 lipca 1910 r.).

Ilustracje do tekstu w "Wędrowcu"

Jego syn Jan (1908-1980) był także malarzem.


ilustracje ze stron: artinfo.pl, desa.pl, nautilus-art.pl, photoblog.pl, wb.miech.pl, pinterest.se, Allegro

wtorek, 1 sierpnia 2017

Pierwsza katastrofa kolejki wilanowskiej - 1900 r.

Śledząc historię warszawskich kolejek wąskotorowych, można zauważyć, że kolejka wilanowska miała najmniej wypadków kolejowych. Najczęściej były to czołowe zderzenia lub wykolejenia. Już w 1895 r. o mało nie doszło do zderzenia pociągu konnego z parowym. Tylko dzięki reakcji maszynisty udało się uniknąć wypadku. Bogdan Pokropiński w swojej publikacji "Kolej wilanowska" odnotowuje pierwszy wypadek na kolejce wilanowskiej 5 lipca 1914 r., kiedy to zderzyły się czołowo dwa pociągi.
Jednak pierwszy wypadek zdarzył się czternaście lat wcześniej.



Była sobota 23 marca 1900 r. Ze stacji Warszawa wyruszył opóźniony pociąg osobowy Nr 12 w kierunku Piaseczna, złożony z trzech wagonów osobowych i jednego towarowego. Spokojnie dojechał do stacji Wilanów, którą opuścił o godzinie 10.30. Po przejechaniu około pół kilometra na łuku za Wilanowem maszynista Łubiński spostrzegł, że z naprzeciwka jedzie pociąg towarowy wiozący w 12 wagonach cegłę z Jeziorny. Również maszynista pociągu towarowego Antoni Dąbrowski zauważył zbliżający się pociąg osobowy. W tym momencie maszyniści obu pociągów dali kontrparę. Niestety było już za późno. Kontrpara zmniejszyła tylko siłę uderzenia. W takiej sytuacji trudno zatrzymać wypełniony cegłą pociąg.

W wyniku zderzenia w pociągu osobowym pomocnik maszynisty Józef Roszkowski wypadł z lokomotywy, także konduktor Aleksander Rębalski wypadł z wagonu do przydrożnego rowu, a znajdująca się tam woda zamortyzowała skutki uderzenia. Drugi konduktor pociągu osobowego czterdziestopięcioletni Józef Lipowicz, widząc sytuację próbował uruchomić hamulec ręczny. W skutek uderzenia złamał nogę. W pociągu towarowym maszynista Antoni Dąbrowski także wypadł z lokomotywy i doznał kontuzji, a jego pomocnik Walenty Ochman ogólnych potłuczeń.

Oba parowozy miały nieznaczne uszkodzenia: towarowy zgnieciony przód, osobowy pognieciony tender i bufory. Trzy wagony osobowe wypadły z szyn, dwa z nich uległy poważnemu uszkodzeniu. Miały połamane szczyty i strzaskane bufory. Pięć wagonów z cegłą także wypadło z torów.

Wagon zimowy firmy Orenstein&Koppel z 1895 r.

Na miejsce wypadku wysłano specjalny pociąg (parowóz i jeden wagon). Przybył nim doktór Jędrzejewski z Wojtówki i felczer Goldberg z Belwederu. Opatrzyli oni na miejscu 15 poszkodowanych. Wśród nich była kobieta ze Skolimowa "osoba z inteligencji". Wracała właśnie z Warszawy od lekarza. Przed trzema tygodniami złamała rękę. W trakcie uderzenia doznała kontuzji głowy i nogi oraz potłuczenia klatki piersiowej. Udała się w dalszą drogę powozem, który po nią przyjechał na miejsce wypadku. Z kolei "ziemianka" z Bielawy pani Rossman doznała ogólnych potłuczeń. 

Maszynistów i konduktora przewieziono do Warszawy i wezwano pogotowie. Po dokonaniu na miejscu opatrunków pozostawiono ich na miejscu, a tylko konduktora Lipowicza przewieziono do szpitala Dzieciątka Jezus na plac Warecki. Na stację przybył także prezes pogotowania hr. Przeździecki.

Na miejscu wypadku pojawił się dyrektor kolei wilanowskiej oraz naczelnik straży ziemskiej oddziału mokotowskiego w celu ustalenia przyczyn wypadku.

Konstancin, sierpień 1903 r.

Główną przyczyną wypadku było nietrzymanie się rozkładu jazdy. Pociąg osobowy był spóźniony, a maszynista pociągu towarowego nie był o tym powiadomiony. Zabrakło w tym wypadku odpowiedniej sygnalizacji.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ucieczka ucznia skolimowskiej szkoły - 1947 r.

W "Dzienniku Bałtyckim" z 24 maja 1947 r. (nr 141, s. 4) ukazała się taka to oto nietypowa informacja:


Kto widział tych chłopców?

Co roku na wiosnę do Gdyni zdążają "trampy" z całej Polski, których marzeniem jest wyjechać "w daleki świat". 

W nocy dnia 16 bm. [bieżącego miesiąca] uciekli z domu z Jeziorny pod Warszawą dwaj młodzi chłopcy, którzy według wszelkich danych udali się do Gdyni względnie Gdańska z zamiarem wyjazdu do Ameryki. Są to: Stanisław Rąbalski lat 16, szczupły, drobny blondynek, syn Wacława Rąbalskiego dyrektora mirkowskiej fabryki papieru, zamieszkały w Jeziornej fabrycznej, uczeń szkoły państw[owej] w Skolimowie, oraz Mirosław Borowski, syn rolnika, zamieszkały w Słomczynie, lat 16, uczeń tejże szkoły. Zrozpaczeni rodzice proszą za naszym pośrednictwem wszystkich tych, którzy się ze zbiegami zetkną, o skłonienie ich do powrotu do domu.

Dla Wacława Rąbalskiego nie była to zapewne sytuacja komfortowa. Jako były działacz KPP, członek PPR, pierwszy dyrektor Mirkowskiej Fabryki Papieru (1945-1948),  jeden z inicjatorów powstania Gimnazjum Przemysłowego przy tej fabryce, aktywny członek RKS "Mirków" spotkał się na pewno z zarzutami, że nieodpowiednio wychował syna. Trzeba dodać, że w tamtych czasach - początkach stalinizmu - ucieczka na Zachód kogokolwiek z członków rodziny, groziła poważnymi konsekwencjami. Syn się zapewne odnalazł, bowiem niecały rok później - 8 marca 1948 r. - Wacław Rąbalski awansuje. Zostaje dyrektorem Centralnego Zarządu Przemysłu Papierniczego w Łodzi. W kwietniu 1955 r. zostaje odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

wtorek, 18 lipca 2017

Jane Austen 1775-1817

200 lat temu zmarła Jane Austen.

Urodziła się 16 grudnia w 1775 r. w Steventon. Jej ojcem był duchowny kościoła anglikańskiego Georg Austen, matką Cassandra Austen z domu Leigh. Miała sześciu braci i jedną siostrę. Jane nigdy nie wyszła za mąż. 


Pokolorowany portret  Jane Austen, 1873 r.
Zdjęcie za wikipedia.org

W 1811 r. ukazała się anonimowo jej pierwsza powieść "Rozważna i romantyczna". Następne ukazywały się w rocznych odstępach: "Duma i uprzedzenie" w 1813 r., "Mansfield Park" w 1814 r., "Emma" w 1815 r., "Opactwo Northanger" i "Perswazje" ukazały się już po śmierci autorki w 1817 r. (już pod prawdziwym nazwiskiem autorki). Pozostały po Jane dwie nieukończone powieści ("Watsonowie" i "Sanditon") oraz około 30 krótszych prac.


Dom Jane Austen w Chawton, obecnie muzeum jej poświęcone.
Zdjęcie za wikipedia.org

Jane zmarła 18 lipca 1817 r. w wieku 41 lat. Przyczyna śmierci do dzisiaj nie jest znana.
Wszystkie jej powieści zostały sfilmowane 27 razy (w tym 1 serial telewizyjny).
Niektóre powieści Jane mają liczne kontynuacje napisane m.in. przez Julię Barret, Joan Austen-Leigh (cioteczna prawnuczka Jane Austen), Emmę Tennant, Joan Aiken.

Zdjęcie ze strony independent.co.uk

W katedrze w Winchesterze, w miejscu pochówku Austen, 18 lipca 2017 r. został pokazany banknot 10-funtowy z jej podobizną. Jesienią tego roku będzie dostępny w brytyjskich bankomatach.

wtorek, 11 lipca 2017

Trudny wybór - Skolimów czy Bielany?

Nastał czas urlopów... decyzji, pakowania, wyjazdu. Jedni jadą daleko, inni bliżej. Niestety część z nas musi zostać w miejskich murach. Ale na weekend można przecież wypaść gdzieś za miasto. Zawsze się tam coś dzieje. Gdzie? Trudny wybór... Ale to nic nowego, kiedyś też nie było łatwo..

Jest maj 1928 roku. Zajrzyjmy do warszawskiego mieszkania państwa Biedulskich i posłuchajmy ich rozmowy...

MAJÓWKA

Spadło to na Biedulskiego jak piorun z nieba, bo małżonka całkiem nieoczekiwanie zawołała:

– W niedzielę musimy się wybrać na majówkę! 
– Dlaczego? – zapytał zdumiony. 
– Po pierwsze przypadają Zielone Świątki, po drugie wszyscy nasi znajomi już byli poza 
miastem, tylko my...
– Tak ci pilno? 
– Więc kiedyż się mam wybrać? Może w listopadzie? Od tego jest przecież maj... 
– Chciałabyś pewno z dziećmi? – zapytał pełen lęku. 
– A jak myślałeś? Chyba dzieciom przede wszystkim taka majówka dobrze zrobi? 
– Więc dokąd?


Pasażerowie oczekujący na odjazd statku na Bielany
 przed przystanią "Vistula".  Maj 1932 r. Zdjęcie ze zbiorów NAC

– Najlepiej statkiem na Bielany.
– Co? – zawołał przerażony Biedulski. – Statek, tłok, woda, dzieci!... Ani mowy o tym! Chyba po moim trupie!
– Czemu?
– Nie chcę w takim tłoku szukać guza. Gdybyśmy byli sami, to jeszcze, ale z dziećmi... Przenigdy!
– W takim razie do Młocin – zaproponowała mu Biedulska. 
– Nie wspominaj mi o wodzie! – ryknął, wytrącony z równowagi.

– To może by kolejką?... Konstancin, Skolimów... Wszędzie teraz tak ładnie...
– Dziękuję uprzejmie... W zeszłym tygodniu był na takiej wycieczce nasz referent z żoną... Powrotną drogę do Warszawy przebył na przetłoczonej galeryjce wagonu, trzymając się kurczowo ręką daszka. Nazajutrz nie mógł piórem ruszyć...



– To pojedziemy do Jabłonny.
– W niedzielę, podczas takiej wycieczki, ledwo uszła z życiem nasza maszynistka biurowa.
– A co się stało?
– Szczęśliwie zdobyła siedzące miejsce, ale radość jej trwała krótko. Mimo protestów ktoś postawił na niej kuferek, na którym ulokowało się czworo dzieci. Możesz sobie wyobrazić...
– Już wyobrażam... To wybierzemy się koleją w kierunku Otwocka.
– Co??? Niedawno któryś z naszych kolegów został tam w tłoku doszczętnie okradziony. Nie czuł nawet, jak mu wycięto kieszeń.
– Więc podług ciebie nigdzie nie można jechać? Powinniśmy zrezygnować z majówki?
– Nie dziecko drogie... Ale jeśli ci tak na tym zależy, to zostaw mi trzy dni czasu.
– Na co?
– Abym się mógł dobrze zastanowić, która z tych wycieczek będzie mi się kalkulowała najprzystępniej pod względem utrapienia.

Aramis

"Kurier Warszawski" nr 144 z 25 maja 1928 r., s.6

wtorek, 4 lipca 2017

"La peste" - minęło 70 lat

10 czerwca 1947 r. - 70 lat temu - w francuskim wydawnictwie Gallimard ukazała się powieść "La peste" autorstwa Alberta Camus. Książka należąca do kanonu literatury XX wieku.


Na poziomie realistycznym opowiada ona o epidemii dżumy w mieście Oran, w Algierii, będącej wówczas kolonią francuską. Jest to powieść o ekspansji zła i różnych postawach ludzkich, powieścią paraboliczną, posługującą się uogólnieniem, schematyczną fabułą do przedstawienia zagadnień szerszych, doniosłych, aktualnych w każdej epoce.


Camus został Laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1957 r. W tym samym roku w Państwowym Instytucie Wydawniczym ukazało się pierwsze polskie wydanie "Dżumy" w świetnym tłumaczeniu Joanny Guze.